Seriale

Reboot to jedna z najbardziej autoironicznych komedii o branży serialowej jakie kiedykolwiek powstały

Kamil Świtalski
0

Lubię dzieła które potrafią się śmiać "same z siebie". Scenarzyści Reboot nie mieli litości ani dla swoich pracodawców, ani dla całej branży - a do tego stworzyli plejadę postaci które da się lubić.

Seriale komediowe to dla mnie twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony - lubię. Z drugiej - trudno mnie zadowolić. Bez fantastycznych bohaterów i/lub błyskotliwego humoru - nie ma szans na podbicie mojego serca. Reboot to pod tym względem serial kompletny. Nie jest to jedna z tych komedii przy których można popłakać się ze śmiechu, bez wątpienia jest jednym z tych, przy projekcji którego uśmiech nie schodzi widzowi z twarzy. Co czyni go tak niezwykłym?

Serial o kręceniu serialu w XXI wieku. Reboot

W 2022 roku byliśmy już świadkami powrotów wielu uwielbianych przed laty serii telewizyjnych. Jedne były bardziej udane, inne mniej. Jedne stawiały na opowiadanie histori od początku w nowej formule, inne na kontynuację — czasem taką dwa pokolenia później. Skok na kasę? Bazowanie na nostalgii? Nazywajmy to jak chcemy. Faktem jest, że takich produkcji jest wiele. Scenarzyści Reboot z dystansem postanowili więc spojrzeć na branżę i opowiadają historię wskrzeszania przez Hulu sitcomu, który kilkanaście lat wcześniej rozkochał w sobie widzów. Do współpracy zapraszają aktorów którzy wcielali się w tamtejsze postacie przed laty — ci muszą poradzić sobie ze wszystkimi zaszłościami i konsekwencjami akcji i relacji sprzed lat. W tym czasie sporo się zmieniło — ale pozorne sukcesy okazują się nie być tak wielkie, na jakie chcą je kreować przed światem. A powrót do starych postaci jest dla nich większym zbawieniem, niż sami chcieliby to przed sobą przyznać.

Bezlitosne wyśmiewanie branży

Upadek z samego szczytu. Wspominanie jak przychodzili na plan nieprzytomni. Wypominanie sobie starych romansów — brzmi znajomo? No niestety, jeżeli kiedyś prześledziliście historie jak wyglądało życie wielu gwiazd występujących w największych światowych hitach to prawdopodobnie wiecie, że takie rzeczy nie są wymysłem tutejszych scenarzystów. Taki scenariusz napisało życie. Ale osobiste dramaty to jeszcze nie wszystko - bowiem ta autoironia idzie dalej i rozlewa się na całą branżę. Niezwykle podobały mi się nawiązania do tego jak teraz produkowane są seriale i dobieranie aktorów, by zadowolić konkretną grupę odbiorców; dane dotyczące tego kto lubi danych aktorów, a nawet jak jedna z pracownic Hulu trafiła do firmy. Scenarzyści serii mieli odwagę śmiać się z tego, że firma została przez firmę, którą ostatecznie przejął Disney i tak... trafiła gdzie trafiła. A skoro to serial komediowy - i o serialu komediowym - nie mogło zabraknąć też śmiechów z Chucka Lorrego. I to wyjątkowo celnych ;).

Zmieniają się czasy, zmienia się komedia

Twórcy Reboot akcentują też to, ze zmieniają się czasy i standardy. Widzowie nie są już zainteresowani prostackimi, tanimi, żartami z najniższej półki - nawet w takich produkcjach oczekują kapki dramatyzmu. Dzięki temu udaje się tworzyć wielowarstwowe opowieści które potrafią rozbawić, wzruszyć i przy okazji przywiązują nas do bohaterów (świetnie poradził sobie z tym, nomen omen, Chuck Lorre w "Mamuśkach"). Mam jednak wrażenie, że największym wrogiem pierwszego sezonu Reboot była jego długość. To raptem osiem, trwających około 25-30 minut, odcinków w których ledwie zdążymy się zapoznać z bohaterami... i historia dobiega końca. Mam jednak cichą nadzieję, że wkrótce doczekamy się zapowiedzi kontynuacji - i będzie równie błyskotliwa i punktująca kuriozalne elementy tej branży, co ten króciótki pierwszy sezon. Jeżeli szukacie lekkiej, dowcipnej i wyjątkowo przyjemnej produkcji na weekend - dajcie Rebootowi szansę. Cały sezon już czeka w katalogu Disney+!

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu