VOD

Takiej Rodziny Addamsów jeszcze nie było. Oceniamy serial Netfliksa

Konrad Kozłowski
0

Tim Burton odpowiadał za wiele hitów, po których naturalnych krokiem wydawało się nakręcenie "Rodziny Addamsów". I to zrobił... tak jakby. Zamiast filmu mamy serial. Zamiast kina mamy Netflix. Zamiast "Rodziny Addamsów" mamy "Wednesday".

I jeśli należycie do grona tych osób, które na tytuł "Wednesday" nie zareagowały z ochotą, to wcale nie jestem tym zaskoczony. Najbardziej wytrwali fani rodziny Addamsów z pewnością śledzą wszystko, co dotyczy ich ulubionych bohaterów, ale pozostała część widzów reaguje tylko na to nazwisko. Dlaczego Netflix i Tim Burton postanowili, mimo wszystko, postawić właśnie na taki tytuł, ryzykując ograniczeniem oglądalności? Najwyraźniej uznali, że imię postaci jest na tyle charakterystyczne, że będzie to wystarczające. Czy na pewno? Chyba tylko firmy odpowiedzialne za przeprowadzanie sond byłyby to w stanie ocenić, więc przejdźmy do dania głównego, czyli tego jak Timowi Burtonowi udała się Rodzina Addamsów. To znaczy "Wednesday".

Tim Burton i Rodzina Addamsów byli na siebie skazani. Dołączył Netflix

Zacznijmy od tego, że dorobek reżysera skazywał go wręcz na przygotowanie takiego projektu. Któż inny miałby nakręcić serial z członkami rodziny Addamsów, jak nie człowiek, który odpowiadał za "Mroczne cienie", "Frankenweenie", "Sok z żuka", "Miasteczko Halloween", "Gnijącą pannę młodą" czy "Edwarda nożycorękiego". Ten styl i klimat ma w swoim DNA, więc odpowiednie wyczucie wystarczyło przełożyć na bohaterów, których wszyscy znają, bo pod wieloma postaciami są to wręcz historie kultowe. Odniesień w popkulturze i kulturze jest całe mnóstwo, więc na projekcie Netfliksa ciążyła niemała odpowiedzialność. Casting dawał spore nadzieje: Jenna Ortega, Catherine Zeta-Jones i Luis Guzman obiecywali wiele, ale podczas seansu okazuje się, że ciężar spoczywał na barkach wielu innych aktorów i aktorek. A wszystko przez to, jaką fabułę wybrał wyreżyserować Tim Burton.

To nie jest typowa historia o Rodzinie Addamsów. Wednesday jest tu najważniejsza

Jak sugeruje tytuł, główną bohaterką serialu jest córka Addamsów Wednesday. To jej towarzyszymy na przestrzeni tych kilku odcinków i skupiamy się właśnie na niej. A z tego wynika to, jakim serialem jest "Wednesday". To w pewnym stopniu produkcja o nastolatkach dla nastolatków, bo przynależność do grupy, bycie wyrzutkiem, brak akceptacji i różnorodność wybrzmiewają na każdym kroku. Serial może sprawić, że niektórzy bardzo szybko będą utożsamiać się z młodą Addamsówną, pomimo jej mrocznych poglądów i żartów. Nawet ja bardzo szybko polubiłem ją za kilka opinii, w tym niechęć do social mediów i zdziwienie ich popularnością oraz wpływem na społeczeństwo. Nie brakuje czarnego humoru, co jest mocnym punktem serialu i chyba można tylko żałować, że w "Wednesday" Burton nie mógł pokazać nieco więcej brutalnych scen, by podkręcić atmosferę. A i bez tego jest ona na co najmniej zadowalającym poziomie.

Wspólnie odpowiadają bowiem za to scenografie, ujęcia i muzyka. Za tą ostatnią odpowiada Denny Elfman (bo któż by inny) i choć zbliża się on do znanych nam motywów i melodii, to nie przekracza pewnej granicy, dzięki czemu ścieżka dźwiękowa nie wydaje się wtórna. Dodam jednak, że momentami aż chciałoby się usłyszeć zapamiętane fragmenty i ten kultowy kawałek w tle, więc robiłem to w myślach. W pełni rozumiem jednak niechęć do nadużywania już istniejących kompozycji i doceniam pracę Elfmana. Scenografie cieszą oczy, choć w kilku scenach trudno nie zauważyć ich... delikatności i serialowości. To nie jest produkcja o ogromnym budżecie, więc niektóre zakątki miasteczka wyglądają niewiarygodnie (jak żywy plan filmowy), a fragmenty budynków wydają się być z kartonu, a nie kamienia. Minimalnie psuje to efekt całości, bo klimat "Wednesday" wciąga i angażuje, ale bywały chwile, że się delikatnie krzywiłem.

Dla kogo jest serial Wednesday Addams?

Sposób prowadzenia akcji i wielowątkowa fabuła pozwalają jednak skupić się na historii, więc nie roztrząsam pozostałych niedociągnięć. Bardzo miło jest wrócić do tego świata, tych bohaterów (szczególnie w nowych odsłonach), ale z możliwością przeżycia czegoś innego. Nie każdy będzie czuć się zainteresowany szkolnymi przygodami Wednesday, ale nie ma ich zbyt dużo, bo bardzo szybko pojawiają się inne wątki, w tym tajemnice do rozwiązania, w czym głównej bohaterce będziemy kibicować. Podejrzewam, że Tim Burton byłby skłonny i potrafiłby zrobić jeszcze bardziej mroczny serial, który nie dotarłby do młodszej części widowni, ale w tym przypadku cel był inny, dlatego widać, że musiał się trochę powstrzymywać. Delikatnym ograniczeniem był też na pewno budżet, ale 8 odcinków "Wednesday" to przemiły seans, podczas którego można się wzruszyć, uśmiechnąć, zaśmiać i zaskoczyć, więc ten plan minimum został wykonany.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu