16

Ratujemy telefon przed pewną śmiercią na festiwalu – kilka porad praktycznych

Autorem poniższego tekstu jest Andrzej Tucholski Lato w Polsce to sezon festiwali. Sezon fajny, bo jeśli ktoś lubi dobrą muzykę i nie przeszkadza mu połączenie piwa i tłumów to ma w czym przebierać. Nie jest to jednak okres szczególnie łaskawy dla wszelkiej maści mobilnego sprzętu elektronicznego. Trawa, piwo, błoto, uderzenia, deszcz, zmiany temperatur i punktowe […]

Autorem poniższego tekstu jest Andrzej Tucholski

Lato w Polsce to sezon festiwali. Sezon fajny, bo jeśli ktoś lubi dobrą muzykę i nie przeszkadza mu połączenie piwa i tłumów to ma w czym przebierać. Nie jest to jednak okres szczególnie łaskawy dla wszelkiej maści mobilnego sprzętu elektronicznego. Trawa, piwo, błoto, uderzenia, deszcz, zmiany temperatur i punktowe naciski nie są tym, co ekraniki i obudowy lubią najbardziej. Dlatego też, jeśli jedziesz np. na nadchodzącego Open’era – koniecznie się zabezpiecz.

Niesprzyjające Warunki

W trakcie pobytu na miasteczku festiwalowym złapią Cię przynajmniej dwie ulewy + prawdopodobnie wielokrotnie dostaniesz wytrąconym komuś z ręki browarem. Pełnym. Do czasu, oczywiście.

Koncerty obfitują w biodra, łokcie, kolana i plecaki, więc siniaki na całym ciele (pomiędzy łydkami a szyją) też są raczej pewne. No a zmiany temperatury to standard – gorący ścisk spod sceny w parę chwil przeistacza się w dojmująco zimny, nocny wiatr.

Zresztą, skoro przy ścisku jesteśmy – wysuwające się z biodrowych kieszeni w trakcie pogo przedmioty często stają się interaktywnym fragmentem trawiastego podłoża i późniejsze odnalezienie zguby w całym tym bajzlu graniczy z cudem.

A na polu jest jeszcze weselej, bo albo nie będziesz mieć albo będą Ci ciągle wyłączać prąd + lubią sobie po namiotach pomyszkować kieszonkowcy. Co prawda są to coraz rzadsze sytuacje, ale nadal potrafią zaistnieć.

A Więc

Jest kilka cech, które sprzęt może spełniać, by prawdopodobieństwo przeżycia w tak radykalnych warunkach uległo znaczącej poprawie. Najbardziej newralgicznym elementem współczesnych smartfonów jest ekran. Akurat na festiwalach piękna, czterocalowa tafla nie jest najlepszym pomysłem. Przecież bardzo nie lubi być polewana piwem. Ugniatana łokciem też niespecjalnie. Rysowana ewentualnym żwirem albo sprzączką smyczy to już w ogóle.

Najmądrzej jest zatem na te parę dni przełożyć kartę sim do jednego ze swoich starych aparatów. Każdy ma w domu jakiś. Ich grubym ekranikom, plastikowym klawiaturom i – z reguły – długo działającym bateriom nawet najgorzej przebiegający koncert nie jest straszny. Sporo starych modeli może się też pochwalić silniejszym niż to dzisiaj bywa głośnikiem. W trakcie łapania się w pięćdziesięciotysięcznym tłumie może się to okazać przydatne.

No, tyle tylko że z takiej cegiełki się człowiek nigdzie nie zacheckuje ani nie tweetnie na żywo zdjęcia ulubionego zespołu.

Prewencja

Jeśli zdecydujesz się jednak na wersję ryzykowną i planujesz uderzyć na festiwal ze smartphonem, pamiętaj chociaż o tych trzech zasadach i powinno być okej:

  • Zapakuj go w dobry case – choć sam nie trawię żadnych opakowań na telefony, Open’er jest jedynym okresem w roku, w trakcie którego jestem gotów zweryfikować poglądy na tę kwestię. Najlepsze są chyba case’y gumowe – szanse, że sprzęt wypadnie Ci z ręki pod nogi przebiegającej chmary rozhisteryzowanych licealistek są wtedy najmniejsze.
  • Trzymaj telefon „przy tyłku” – to rada głównie do dziewczyn. Schowanie telefonu w powiewającej zza ramienia, drobnej torebce to w momencie wbijania się w kilkudziesięciotysięczny tłum naprawdę nieciekawy pomysł.
  • Wyjmuj go z kieszeni jedynie w trakcie względnego luzu – choć w samym koncertowym ogniu natrafić na złodzieja jest raczej ciężko, tak już prawdopodobieństwo upuszczenia telefonu na ziemię jest spore. Wystarczy jeden szturch łokciem od pijanego festiwalowicza obok, kaput.

Wystarczy zatem chwila pomyślunku i może nawet uda się wrócić z imprezy z działającym sprzętem :).
A po rady ogólne (już nie sprzętowe) zapraszam tutaj.