8

Klniesz w pracy? Tym lepiej dla Ciebie

Przeklinanie należy do czynności, które uchodzą w mniej formalnych stosunkach oraz relacjach, w których ludzie dobrze się znają i jednocześnie tolerują takie zachowania. Oczywiście, przeklinanie nie zawsze uchodzi i praca wydaje się nam jednym z takich miejsc, w których nie warto rzucać "mięsem". A co, jeśli istnieją argumenty za tym, by jednak sobie na to pozwalać?

Nad tym jak na razie zastanawiają się Amerykanie i głównym powodem, dla którego nie przeklinamy (zbyt często) w pracy jest fakt, iż używanie wyrazów powszechnie uznawanych za wulgarne stanowi pewne kulturowe tabu. Wyobrażam sobie oburzenie wielu z Was, gdybym w tym miejscu użył niewygwiazdkowanego, niebędącego cytatem przekleństwa. Słusznie uważacie, że media powinny być w miarę wolne od takich środków i jeżeli w pracy sobie pozwalam na przekleństwa (chodzi o Antyweb), to jest to głównie Slack. Bo, wiecie – prościej jest napisać czasami: „o k…a!” niż „ależ to jest interesujące!”. Najpopularniejsze polskie przekleństwo jest w stanie powiedzieć więcej niż tysiąc słów.

Czytaj więcej: Praca zdalna i jej paskudne… mankamenty

Szczęśliwi ci, którzy pracują zdalnie! Do niedawna pracowałem tylko w taki sposób i bez żalu mogłem pozwolić sobie na to, by po prostu poprzeklinać w miejscu pracy (o ile nie była to kawiarnia, albo jakieś inne miejsce publiczne). Czasami są takie sytuacje, w których po prostu wypada skorzystać z mocniej nacechowanych okrzyków i… zdaje się to być zdrowe – z tego samego powodu, dla którego bardzo często po uderzeniu się w dowolną część ciała wolimy rozładować napięcie przeklinając. Naukowcy udowodnili, że przekleństwa pozwalają nam cieszyć się wyższą odpornością na ból, a także chronią nas przed cierpieniami psychicznymi (stresem). Ba, osoby, które często przeklinają, mają z reguły wydajniejsze krążenie, podniesione endorfiny oraz lepiej radzą sobie z nieoczekiwanymi sytuacjami.

Nie tylko ludzie przeklinają

Szympansy potrafią przeklinać – w toku jednego z badań udowodniono, że ci naczelni posługując się językiem migowym, wyraz „brudny” wykorzystywały tak, jak my przekleństwa – czyli w sytuacjach, w których dochodzi do wysokiego napięcia. Szympans uderzył się w palec? Wykonywał gest, który oznaczał „brudny”, po to, aby rozładować negatywne emocje związane z tym incydentem. Szympans nie robiłby tego, gdyby to nie pomagało: ludzie również nie klęliby, gdyby nie przynosiło im to ulgi.

przeklinanie

Ale co, poza samą „ulgą” może dać nam korzystanie z wulgarnych wyrazów? Pracownicy, którzy często przeklinają, są bardziej odporni na stres, mają lepsze wyniki, lepiej sprzedają, lepiej wychodzą im również negocjacje. Oczywiście, nie należy tutaj myśleć o takich sytuacjach, w których członek działu sprzedaży ostrzeliwuje klienta wulgaryzmami i dzięki temu notuje lepsze wskaźniki efektywności. Przeklinać też trzeba „umieć” – i wcale nie chodzi tutaj o dobór „brzydkiego” słownictwa, a o sytuacje, w których można sobie na to pozwolić. Chcielibyście otrzymać telefon od konsultanta i wysłuchać pełnej „łaciny” tyrady po drugiej stronie słuchawki? Kupilibyście cokolwiek od człowieka, który w ten sposób podszedł do tematu?

Jak to jest z tym przeklinaniem?

Z moich obserwacji wynika, że miejsca pracy, w których panują luźniejsze stosunki, są również takimi, w których przeklina się częściej – jednak, gdy chodzi o typowo profesjonalne czynności, pracownicy stronią od korzystania z „łaciny”. Jeśli już sypią mięsem, to głównie między sobą, by poradzić sobie z „trudami dnia codziennego”. Wspólny papieros, wspólna pogawędka, niekoniecznie w dyplomatycznym stylu umacnia poczucie przynależności do grupy, solidarności. Pracownicy, którzy mają okazję wymienić się opiniami na temat aktualnej sytuacji, przy okazji pozwalający sobie na przeklinanie odrobinę się „resetują” i dalej są gotowi na wyzwania, które stawia im praca.

A skoro już mowa o własnych obserwacjach – jak to jest z moim przeklinaniem? Cóż, nie dotykałbym tego tematu, gdyby nie fakt, że mnie samemu zdarza się (nader często) rzucić mięsem. Oczywiście, w profesjonalnych sytuacjach należy założyć kaganiec i powstrzymać się od „łaciny”, ale w mniej formalnych okolicznościach – czemu nie. Jeżeli tylko nikogo to nie razi, nie przeginamy i zachowujemy pewien umiar – nie ma w tym nic złego. A jak się okazuje, może przynieść sporo korzyści.