0

Problem hejtów wydumany? Raczej nie, skoro The Verge wyłączył komentarze

Komentarze traktuję jako integralną część Antyweba. Jest to świetny kanał komunikacji między czytelnikami, a redakcją. Czasem znajdują się w nich porywające dyskusje, które są genialną wartością dodaną do wpisów, zdarza się także, że wytykacie nam pewne błędy, nie zgadzacie się. Są również takie, które trudno nie nazwać hejtem. Pójść może o wszystko – o literówkę, […]

Komentarze traktuję jako integralną część Antyweba. Jest to świetny kanał komunikacji między czytelnikami, a redakcją. Czasem znajdują się w nich porywające dyskusje, które są genialną wartością dodaną do wpisów, zdarza się także, że wytykacie nam pewne błędy, nie zgadzacie się. Są również takie, które trudno nie nazwać hejtem. Pójść może o wszystko – o literówkę, o opinię, o „sprzedajność”, a nawet o to, że deszcz pada i jest smutno. Verge zalała ostatnio fala nieprzychylnych komentarzy i… zdecydowano wyłączyć ów mechanizm czasowo.

Niech żyje wolność

Wolność tyczy się również wypowiedzi – także w Internecie. Nie zwykłem szufladkować ludzi ze względu na to, jakich telefonów komórkowych używają, z jakiego systemu operacyjnego, kogo lubią, albo nie lubią. Są jeszcze osoby, którym muszę osobno tłumaczyć, że nie uznaję czegoś takiego w technologiach jak sympatie i antypatie. Mam do czynienia z oprogramowaniem różnych producentów, jednak co jakiś czas wychodzi, że niby „sprzedałem się”. Podsumujmy, najczęściej to stwierdzenie pada w kontekście Microsoftu – o nim piszę najwięcej, temat mnie interesuje i dzielę się z Wami spostrzeżeniami w tym temacie. Dla mnie to normalne. Nikt mi za to nie dopłaca, moja księgowa nie ma dodatkowego bałaganu z lewymi fakturami za to, czy tamto. Oczywiście nikt, kto mi zarzuca „sprzedajność” nie ma na to absolutnie żadnych dowodów. Są domysły – w dodatku wzięte z kosmosu.

Pamiętam jednak, że inni komentatorzy doszukiwali się moich konszachtów z Samsungiem, Google oraz Apple. Coś tam niby sypnął mi kiedyś myPhone, do skarbonki dorzucili się ASUS i Lenovo. Uwierzcie mi, że gdyby „płacono” mi tyle, ile uważacie, to pewnie po roku pracy na Antywebie i w kooperacji z tymi producentami uzbierałbym na to, by zostać rentierem i więcej już nie dotknąć się jakiejkolwiek pracy.

106243_7793

Verge obrywało się dokładnie za to samo – autor mógł zostać wyzwany od idiotów tylko z tego powodu, że wyraził swoje zdanie o danym wydarzeniu w taki sposób, jaki nie spodobał się pewnej grupie czytelników. I uwierzcie mi, nawet po roku, gdzie siedzenie twardnieje i jest odporne na kopniaki w komentarzach to dalej boli. A niektórzy to bardzo chętnie wykorzystują.

Kontrowersyjne na The Verge ostatnio było znaczące odejście od nowych technologii – coraz bardziej zwrócono się ku bardzo luźnemu „lifestyle’owi technologicznemu”, który ma szansę dotrzeć do dużo większej liczby odbiorców, niż „nudne” informacje skierowane głównie dla pasjonatów. Mimo wszystko, na The Verge można było mimo wszystko znaleźć coś dla typowych hobbystów. Zmiany te zostały wkalkulowane w takie koszty, jak właśnie hejt. Dobrze jest wtedy, gdy społeczność w przystępny sposób potrafi powiedzieć, co jej się podoba, a co nie. Z tym jest podobnie jak z analizą badań jakościowych – z owych wypowiedzi można wyciągnąć wiele dobrego i wdrożyć poprawki do własnego przedsięwzięcia. Z hejtu nie da się wyciągnąć nic oprócz negatywnych emocji autora komentarza.

Nie mogę powiedzieć natomiast, że podoba mi się to, co zrobił Verge (choć zapowiedział, że komentarze wrócą, a ponadto istnieje tam forum dyskusyjne). Wyobraźcie sobie, że wyłączamy komentarze na Antywebie. I co? Tracimy społeczność. Nasi czytelnicy nie mogą z nami porozmawiać, nie możemy dopełnić tematu o merytoryczne dyskusje z czytelnikami. Hejt umieszczamy w kategorii „ryzyko zawodowe” obok takich przypadłości, jak cieśń nadgarstka, czy szeroko pojęte problemy z kręgosłupem. Prawo do komentarza jest święte i jestem przeciwko zabieraniu go wszystkim, gdy coś nie działa zbyt dobrze w wąskiej grupie hejterów. Hejterzy jako zjawisko byli, są i będą w Internecie. Od tego nie da się uciec i należy się z tym liczyć.

Wyłączanie komentarzy to nienajlepsza droga. Lepszy jest dialog

Jestem zdania, że z wojującym w komentarzach człowiekiem warto jest czasem porozmawiać. Kilkukrotnie zdarzało się, że czytelnik spuszczał z tonu, było nieco luźniej. Ustalając zasady dyskusji, zwracając uwagę obopólnie na to, co nam się w niej podoba lub nie – wymienialiśmy spostrzeżenia. Z osobami, które wypisują kompletne durnoty, obrażają innych czytelników, czy też mnie – nie rozmawiam w ogóle. Robię to, co mi przykazano – tak, kasuję komentarze. Ale skoro Waszym świętym prawem jest dodanie komentarza, to nie oznacza, że my wyzbywamy się swoich. Jeżeli tylko notka nie odpowiada temu, co uchodzi na Antywebie, nie mamy skrupułów by taki komentarz wymoderować.

fak

Hejty jako zjawisko jednak przybierają na sile i nie dotyczą już tylko blogów, dużych serwisów, czy firm. Ofiarami negatywnych zachowań w Internecie stają się również „zwykli ludzie” – przypadek Dominika dobitnie pokazał, że coś szwankuje z rozumieniem „wolności wypowiedzi”. To nie jest tak, że wszystko można powiedzieć i to jest w porządku. Ważne jest to, by mieć coś sensownego do powiedzenia. By to miało jakąkolwiek wartość, komuś się to do czegoś przydało. Miało jakiś wyższy cel, niż np. zepsucie komuś dnia. Pisałem dla Was również o tym, że łatwo zebrać mnóstwo negatywnych ocen prowadząc firmę i zatrudniając paruset pracowników – często bardzo niesłusznie. Internet w swoim założeniu miał być narzędziem dającym wolność, przydatnym. Coraz częściej jednak jest wykorzystywany do działań, które budzą we mnie ogromny niesmak.

Kim jest hejter?

Nie wiem i szczerze mówiąc – nie bardzo mnie to obchodzi. Ale mam na jego temat własne wyobrażenie. Człowiek, któremu nic w życiu się nie udało, miał zły dzień, albo nic mu się nie chce. Jedyna rozrywka, jaką ma w życiu to wypisywanie bzdur w Internecie. Całą swoją frustrację z rzeczywistości poza Internetem przelewa przez kabel (czy tam WiFi – jak zwał, tak zwał). Trudno zbadać to, kim jest taki hejter. W badaniach, w których uczestniczyłem dotychczas nikt nie chciał przyznawać się do negatywnych komentarzy w Internecie – tak samo, jak wszyscy zarzekają się, że swoje zobowiązania względem operatorów komórkowych opłacają o czasie. Pracuję jednak nad badaniem, które ma za zadanie ukazać, czy ludzie zauważają owe nieprzychylne wpisy, co sądzą o ich moderowaniu, jakie mogą być przyczyny tego zjawiska. Jest jednak o wiele za wcześnie, by dzielić się z Wami spostrzeżeniami w tym temacie.

Grafika: 1, 2, 3