Sztuczna inteligencja

Artyści bez praw do własnej pracy. Wszystko przez sztuczną inteligencję

Patryk Koncewicz
18

Ktoś zarabia na obrazie, wygenerowanym na podstawie innego dzieła kultury? Prawdziwy autor jest w tej sytuacji na przegranej pozycji.

Jednym z najciekawszych wydarzeń ostatnich miesięcy w internetowej kulturze popularnej są generatory obrazów wspierane sztuczną inteligencją. Darmowe narzędzia takie jak DALL-E szybko zdobyły popularność internautów, którzy z odpowiednich miksów słów kluczowych potrafili tworzyć prawdziwe dzieła sztuki. I to właśnie ta sztuka stała się powodem zgrzytu między artystami a twórcami sztucznej inteligencji. AI uczy się bowiem na cudzych dziełach a ci, którzy szkolą boty, nie pytają autorów o zgodę.

Uczenie maszynowe a kwestia praw autorskich

Sztuczna inteligencja inteligencję zawdzięcza człowiekowi. Szkolenie algorytmu w umiejętności rozpoznawania tekstu i obrazu oraz łączenia tych czynników w pożądany wynik nie obyłoby się bez wcześniejszego zaimplementowania sprecyzowanych treści. Narzędzia takie jak DALL-E czy algorytm od Google potrafią w kilka chwile wygenerować niemalże wszystko, co, przyjdzie nam do głowy. Chcesz zobaczyć Damę z Corgim autorstwa Beksińskiego? Nie ma sprawy, sztuczna inteligencja stworzy takie dzieło na pstryknięcie palcem. Problem w tym, że aby tego dokonać, musi wcześniej zapoznać się z oryginalną Damą z gronostajem, widzieć jak wygląda Corgi i znać charakterystykę twórczości polskiego artysty.

I wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że w tym całym zachwycie ktoś zapomniał zapytać malarzy, rzeźbiarzy, grafików i rysowników o to, czy oni też chcą w tej zabawie uczestniczyć.

Pożyczyliśmy twoją pracę i co nam zrobisz?

Gdybym wystawił w Warszawie galerię z dziełami jednoznacznie wskazującymi na plagiat jednego ze współczesnych artystów, to szybko zamknięto by ją za naruszenie praw autorskich. Gdybym jednak skorzystał z darmowego AI, robiąc niemalże to samo, ale przy użyciu nieuregulowanej technologii, to prawdopodobnie wszystko byłoby ok. Dlaczego? Bo prawo nie było do końca gotowe na taką sytuację.

Szkolenie AI na licznych dziełach kultury jest niezbędne do faktycznej „sztucznej inteligencji”. To między innymi dzięki tym zabiegom bot generuje poprawną odpowiedź na zapytanie, łącząc znany już obraz z tekstem. Narzędzia stają się powszechne i generowane za ich pomocą dzieła trafiają na okładki magazynów, a nawet wygrywają konkurs sztuk pięknych.

Londyńską firma Stability AI otrzymała niedawno 100 milionów dofinansowania na rozwój Stable Diffusion, czyli bota, szkolonego na dziełach wielu współczesnych artystów. Nikt nie pokwapił się jednak o poinformowanie o tym samych autorów – a już tym bardziej nikt nie miał zamiaru pytać o zgodę. I to wywołało niemałe oburzenie, bo graficy, malarze i rysownicy obawiają się utraty przychodów.

Kto posiada prawa autorskie do obrazu z DALL-E wygenerowanego z dwóch popularnych dzieł kultury? No w zasadzie to do nikogo, dlatego też nic nie stoi na przeszkodzie, aby wykorzystać je do własnego projektu. I to autorom się nie podoba, bo zdają sobie sprawę z tego, że niebawem ich kontrahenci będą woleli samodzielnie stworzyć własną grafikę, a nie opłacać drogiego artystę.

„Nie chcę mieć nic wspólnego z maszyną, która obniży koszty tego, co robię” – Daniel Danger, ilustrator, którego prace wykorzystano do uczenia Stable Diffusion

Brzmi jak ten memiczny moment, w którym technologia zastępuje człowieka, ale w tym przypadku faktycznie można tak to postrzegać. Artyści mają obawy, bo wiedzą, że niektórych da się po prostu zastąpić. Oczywiście można zarzucić, że to, co wypluwa z siebie Stable Diffusion czy DALL-E, nie zawsze wygląda idealnie i czasem zdarzy im się opacznie zrozumieć polecenie, ale to wciąż dość świeże projekty. Z czasem generowane treści staną się jeszcze lepsze i zapewne wiele firm skorzysta z tańszej alternatywy w postaci nie do końca oryginalnej, ale za to tańszej grafiki.

Są zdenerwowani także dlatego, że tego procesu nie da się powstrzymać. Zakazanie firmom uczenia na podstawie dzieł kultury niejako wiązałoby się ze zdelegalizowaniem uczenia maszynowego w ogóle. W publikacji CNN na ten temat przytoczono wypowiedzi grafików, malarzy i wielu innych twórców, którzy czują się wykorzystywani i oszukiwani. Uważają, że firmy technologiczne powinny płacić za możliwość szkolenia sztucznej inteligencji na ich dziełach, a realia są takie, że niemalże nikt o tym nawet nie informuje. Dostrzegają w tym także zagrożenie dla samej sztuki, która ma stać się tania i pusta.

Źródło: Depositphotos

Nawet jeśli artysta faktycznie poczuje się urażony i jego prace zostaną usunięte ze zbiorów, to niewiele to zmieni. Przykładowe Stable Diffusion trudno będzie bowiem powstrzymać przed tworzenie treści mniej lub bardziej zbliżonych do materiałów, których AI już się nauczyło. A co ze znakami wodnymi? Cóż, artyści twierdzą, że to zaburza postrzeganie sztuki i „czerpanie z niej radości”.

Czy zatem tak wiele osób pracujących kreatywnie musi liczyć się z tym, że ktoś może bez zgody wykorzystywać ich pracę? Niestety tak. Zahr Said – profesor prawa na Uniwersytecie Waszyngtońskim – stwierdziła, że współczuje artystycznym społecznościom, ale z obecnego punktu widzenia prawa wprowadzenie zakazu takiego procederu jest niemożliwe.

Brzmi to jak pomysł, nad którym chętnie pochylą się regulatorzy z Parlamentu Europejskiego. I wcale się nie zdziwię, jeśli w najbliższym czasie będziemy informować o nowym projekcie ustawy.

Stock image from Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu