32

Powitajmy Chrome 17. To wciąż przeglądarka, której używam najchętniej

Właśnie pojawiła się nowa, stabilna wersja przeglądarki Chrome. Nowe wydanie to przede wszystkim dwie zmiany, jeszcze bardziej rozbudowane przewidywanie i prerenderowanie stron, co ma jeszcze przyśpieszyć działanie, jak również poprawa bezpieczeństwa, choć wydawałoby się, że pierwsza zmiana stoi w pewnej sprzeczności z drugą. Najwyraźniej chwilowo pomysły na przyśpieszenie samego generowania storn się skończyły i Google szuka optymalizacji […]

Właśnie pojawiła się nowa, stabilna wersja przeglądarki Chrome. Nowe wydanie to przede wszystkim dwie zmiany, jeszcze bardziej rozbudowane przewidywanie i prerenderowanie stron, co ma jeszcze przyśpieszyć działanie, jak również poprawa bezpieczeństwa, choć wydawałoby się, że pierwsza zmiana stoi w pewnej sprzeczności z drugą. Najwyraźniej chwilowo pomysły na przyśpieszenie samego generowania storn się skończyły i Google szuka optymalizacji gdzie indziej.

O przyśpieszeniu działania przeglądarki poprzez przewidywanie jaka strona zostanie przez nas otwarta pisałem już przy okazji wydania Chrome w wersji 13. Funkcja nosiła nazwę Instant Pages. Tym razem przewidywanie działa również w Omniboksie, czyli pasku adresu połączonym z paskiem wyszukiwania. Kiedy zaczniemy wpisywać nazwę strony, przeglądarka zasugeruje stronę, którą prawdopodobnie chcemy otworzyć przez uzupełnienie jej adresu URL. W tym samym czasie strona będzie już pobierana i renderowana w tle, dzięki czemu czas oczekiwania na wyświetlenie strony skróci się, czasami wręcz w ogóle nie będziemy czekali, a strona wyświetli się natychmiastowo.

Muszę przyznać, że Chrome dość szybko uczy się które strony otwieram najczęściej wpisując ich nazwy w Omniboksie i w zasadzie bezbłędnie sugeruje pełne adresy URL. Z tej perspektywy nowa funkcja może spowodować, że faktycznie przeglądarka będzie wydawała się jeszcze szybsza i bardziej responsywna. Z drugiej strony niesie to pewne zagrożenia, nie demonizował bym ich za bardzo, ale zwolennicy pełnej kontroli i prywatności nie będą zachwyceni.

Druga funkcja dotyczy poprawy bezpieczeństwa, a dokładniej, sprawdzania plików wykonywalnych typu .exe czy .msi przed ich pobraniem. Według informacji na blogu Google, jeśli dany plik nie znajduje się na „białej liście”, Chrome zasięgnie dodatkowych informacji na temat strony z której pobieramy plik, żeby sprawdzić jak duży procent plików pobranych z danej strony w przeszłości okazał się szkodliwy. Oczywiście ewentualne ostrzeżenie możemy zignorować i pobrać plik. Należy również pamiętać, że zdrowy rozsądek powinien być zawsze na pierwszym miejscu i nie zastąpi go żaden automatyczny mechanizm.

Jest też krótka informacja, że Chromebooki doczekają się niedługo aktualizacji, w której dostaną edytor grafiki ułatwiający podgląd, edycje i udostępnianie plików graficznych. Moim zdaniem Chromebooki powinny być wyposażone co najmniej w takie oprogramowanie Google jak Picasa, ale byłoby to zaprzeczenie idei „wszystko w chmurze”, która najwyraźniej i tak nie jest realizowana w 100%.

Na koniec muszę przyznać, że chociaż Chrome z czasem budzi coraz więcej moich zastrzeżeń i coraz częściej zaglądam do konkurencji, to wciąż sprawia mi najmniej problemów, co jest zasadniczo uzależnione od konfiguracji sprzętowej. Na mocnym komputerze stacjonarnym między Chrome i Firefoksem nie ma bardzo zauważalnej różnicy w prędkości działania, jednak na moim laptopie Lenovo B560 Chrome jest bez porównania szybszy i sam nie wiem z czego to wynika. Teza, że Chrome lepiej działa na słabszych sprzętach niż Firefox na szerszą skalę się nie sprawdza i nie ekstrapolowałbym wyników z dwóch komputerów na generalną zasadę. Fakt pozostaje jednak faktem, ile razy siadam do laptopa, tyle razy wracam do Chrome.