Niezła cena, potężna moc i... niewielka pojemność? Sprawdziliśmy, na co stać nowego powerbanka od Xiaomi.

W ubiegłym roku Xiaomi podczas chińskiej premiery zaprezentowało światu swój nowy powerbank o potężnej mocy 165 W, a my w Europie mieliśmy okazje zobaczyć go po raz pierwszy na tegorocznych targach MWC w Barcelonie. Teraz sprzęt jest już dostępny w polskiej dystrybucji, a ja od pewnego czasu używam go do codziennego uzupełniania energii w moich urządzeniach. Przekonajmy się, czy jest wart swojej ceny.
Design i wykonanie
Nie wiem, kto jako pierwszy wprowadził charakterystyczny, bryłkowy design powerbanków, ale kojarzy mi się on głównie z serią Prime od Ankera lub Nexode od Ugreen. Łączy je nie tylko kształt i metaliczna kolorystyka, ale też wbudowany wyświetlacz, pokazujący między innymi stan naładowania urządzenia. To bez wątpienia do tych dość drogich powerbanków chciało nawiązać Xiaomi swoim nowym produktem, który co prawda wygląda podobnie, ale za to jest znacznie tańszy.
To całkiem spora (143 x 48 x 36 mm) bryłka z tworzywa sztucznego z niewielkim, ale czytelnym ekranem z jednym złączem USB-C oraz wbudowanym kablem – również USB-C.
Waży 316 g, więc w kieszeni czy sakwie dość wyraźnie go czuć, ale za to jego masywność przekłada się na brak obaw o uszkodzenie przy upadku – prędzej spodziewałbym się pękniętej płyty chodnikowej niż uszkodzenia na samym powerbanku.
Całość prezentuje się więc naprawdę dobrze, choć gigantyczny napis, informujący o mocy i pojemności, wygląda trochę tandetnie. Nie jest to jednak urządzenie, które ma wyglądać – liczny się doładowywanie elektroniki, więc przejdźmy do konkretów, skoro już o tym mowa.
Moc, pojemność, ładowanie
Producent podkreśla 165 W, ale trzeba to nieco wyjaśnić, bo ta moc rozkłada się na dwa porty. W dokumentacji możemy przeczytać, że Port C1 (wbudowany przewód) zapewnia maksymalną moc wyjściową 120 W, natomiast Port C2 zapewnia maksymalną moc wyjściową 45 W, przy pojemności 10000 mAh. Wciąż jednak są to wyniki niezłe – no dobra, ale jak te cyferki przekładają się na ładowanie? Powerbank pozwoli Wam przykładowo na uzupełnienie:
- 100% baterii w iPhone 15 Pro (1h 28 min)
- 68% baterii w Sony A7 III (1h 58 min)
- 63% baterii w Macbooku Air 13 M1 (1h 7 min)
- 36% baterii w Macbooku Air 15 M4 (30 min)
- 82% baterii w Xiaomi Pad 7 Pro (1h 12 min)
Powerbank samodzielnie dostosowuje moc ładowania do podłączonego urządzenia, a także inteligentnie zarządza temperaturą, by nie doprowadzić do przegrzania – i faktycznie nie jest to tylko teoria, bo sprzęt nawet podczas pracy z pełną parą nagrzewa się bardzo lekko. Dzięki dużej mocy jest więc urządzeniem uniwersalnym, które może reanimować Wasz sprzęt w sytuacji, gdy nie ma wokół dostępu do gniazdka – niezależnie od tego, czy jest to smartfon, laptop czy aparat. Dla osób pracujących zdalnie z różnych miejsc będzie to więc świetne akcesorium, ale…
Zabrakło większej pojemności
Xiaomi ewidentnie stworzyło powerbanka do doładowywania dwóch urządzeń, wrzuciło do niego moc, która napędzi dużego laptopa i… zdecydowało się jedynie na 10000 mAh? To się trochę ze sobą kłóci. Trudno wykorzystać ten potencjał, jeśli niemal po każdym naładowaniu trzeba powerbanka podłączać z powrotem do prądu – na zapas energii możecie liczyć tylko w przypadku smartfonów, lub drobnych sprzętów, takich jak słuchawki czy czytnik ebooków. Fakt, przy pomocy dedykowanej ładowarki 90 W ładuje się błyskawicznie (do 75% w zaledwie 15 minut), ale na polu samej pojemności odczuwam lekki niedosyt.
20000 mAh byłoby idealnym rozwiązaniem, nawet kosztem nieco większej ceny. Ta proponowana przez producenta wynosi 199 zł. To dość uczciwa cena, patrząc na moc, którą powerbank oferuje, ale warto zaznaczyć, że bez trudu znajdziecie powerbanki z dwukrotnie większą pojemnością i 100-watowym ładowaniem w porównywalnej cenie.
- Jakość wykonania
- Wbudowany kabel
- Duża moc
- Szybkie uzupełnianie powerbanka
- Pojemność, dająca poczucie niewykorzystanego potencjału
Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu