16

Polski Wolfenstein? Laserowy skaning odkrywa nazistowskie tajemnice.

To nie zapowiedź nowego Wolfensteina, choć historia ta mogłaby być (i może powinna) inspiracją dla twórców gier. Rzecz o jednej z największych polskich tajemnic minionego wieku. Spiskowe teorie dziejów mówią o podziemnych fabrykach eksperymentalnej broni czy sekretnych magazynach skarbów i dzieł sztuki. Prawdy nie poznaliśmy do dziś, ale przy jej odkrywaniu wykorzystano w minionym roku […]

To nie zapowiedź nowego Wolfensteina, choć historia ta mogłaby być (i może powinna) inspiracją dla twórców gier. Rzecz o jednej z największych polskich tajemnic minionego wieku. Spiskowe teorie dziejów mówią o podziemnych fabrykach eksperymentalnej broni czy sekretnych magazynach skarbów i dzieł sztuki. Prawdy nie poznaliśmy do dziś, ale przy jej odkrywaniu wykorzystano w minionym roku najnowszą technologię skaningu laserowego, która kojarzyć się może z… tworzeniem lokacji do gier FPP!

Tajemniczy Olbrzym – Wolfenstein w Polsce?

Kompleks Riese (Olbrzym) to prawdopodobnie największe podziemne przedsięwzięcie budowlane hitlerowskich Niemiec. Jednocześnie najbardziej tajemnicze. Kilometry podziemnych sztolni drążone były przez blisko 30 tysięcy więźniów. Wielu z tych, którzy nie zginęli z wycieńczenia, zostało zamordowanych, by zatrzeć wszelkie ślady. Do dziś niewiele wiemy, a oficjalne dokumenty niemieckie, radzieckie i te należące do Polski Ludowej nie mówią nic.

Odległości w metrach między kompleksami wchodzącymi w skład Riese

Najbardziej popularne okazały się natomiast dwie teorie. Jedna mówi o tym, iż w Górach Sowich budowano podziemną kwaterę Hitlera. Są jednak historycy, którzy twierdzą, iż koncepcja ta była efektem przecieku kontrolowanego ze strony nazistowskiej propagandy, mającego wprowadzić w błąd aliantów. Druga teoria wskazuje na bliskość złóż uranu i sugeruje, że w kompleksie Riese miały być prowadzone badania nad bronią nuklearną. Cokolwiek działo się pod ziemią, jedno jest pewne – wojska niemieckie, uciekając przez ofensywą Rosjan, zadbały o to, by nie przeżył żaden świadek, a podziemia stały się niedostępne dla nieprzyjaciela.

W skład projektu Riese wchodzi sześć kompleksów: Gontowa, Jugowice, Osówka, Rzeczka, Soboń i Włodarz, a także słynny Książ. Wszystkie wyposażone były w drogi umożliwiające przejazd ciężarówkami, a także linie wąskotorowe, energetyczne, telekomunikacyjne, wodociągowe i kanalizacyjne. Do dziś badaczom znanych jest około 30 wejść do podziemnych obiektów, a powierzchnię zbadanych wyrobisk szacuje się na przeszło 25 tysięcy metrów kwadratowych. Każde nowe odkrycie powiększa tylko liczbę pytań – tym bardziej, że istnieją doniesienia dotyczące związków Olbrzyma z pracami nad nazistowską Wunderwaffe.

W styczniu zeszłego roku udało sie odkryć kolejną sztolnię należącą do kompleksu Soboń. To największe odkrycie od ostatnich 60 lat, a jednocześnie prawdopodobnie zaledwie mały krok w stronę wyjaśnienia tajemnicy nazistowskiego Olbrzyma.

Laserem po dziurze

Sztolnia nie jest na dziś miejscem na tyle bezpiecznym, by mogli tam wejść turyści. Jej przystosowanie i zabezpieczenie wymaga niemałych nakładów. Zdecydowano się natomiast sięgnąć po metodę laserowego skaningu, który pozwolił otrzymać obraz w pełnym 3D – zaawansowane połączenie grafiki komputerowej ze szczegółową fotografią. Jak wygląda efekt, możecie się przekonać sami – oto materiał wykonany firmę WROGEO, która wykonała skaning pro publico bono:


Skaning laserowy – sztolnia Soboń 3

Skaning laserowy umożliwia zdalny pomiar setki tysięcy punktów na sekundę z milimetrową precyzją. Każdy z punktów posiada nie tylko swoje współrzędne X, Y, Z, ale również parametr intensywności odbitego sygnału czy też kolor. Operowanie na „chmurze punktów” to zarówno realistyczne wizualizacje, precyzyjne pomiary w przeniesionej w wirtualną rzeczywistość przestrzeni oraz podstawa do zaawansowanego modelowania przestrzennego i inżynierii odwrotnej.

Skaning laserowy stanowi idealne uzupełnienie metody fotogrametrycznej (wykonywanie pomiarów na podstawie zarejestrowanych obrazów). Połączenie obu tych metod pozbawia każdą z nich ich istotnych wad. Daje to możliwość niezwykle wiernego przeniesienia otaczającej nas rzeczywistości na monitory komputerów.

Skaner wykorzystywany przez firmę WROGEO to instrument średniego zasięgu skanujący z prędkością 976 tysięcy punktów na sekundę. Zasięg 120 m to udany kompromis pomiędzy maksymalną odległością podlegającą skanowaniu a milimetrową dokładnością położenia punktów. Tym samym za jego pomocą z powodzeniem można realizować zadania z zakresu inwentaryzacji architektoniczno-budowlanych, inwentaryzacji stanowisk archeologicznych, prac konserwatorskich, inwentaryzacji skomplikowanych obiektów przemysłowych i inżynierskich, pomiarów objętości składowisk, monitoringu przemieszczeń i odkształceń czy też inwentaryzacji postępów eksploatacyjnych w odkrywkowych zakładach górniczych i kamieniołomach.

Góra Gontowa – tajemnica Sztolni nr 3

Według zeznań nieżyjącego już świadka Bogdana Grabowskiego niejaki Moschner, niemiecki lub austriacki inżynier pracujący przy budowie kompleksu Gontowa znanego też jako Sokolec widział konwój ciężarówek, które miały przybyć prosto z Berlina. Wyładowano z nich mnóstwo zamkniętych, drewnianych skrzyń, umieszczono je w odnodze jednej ze sztolni, do której wejście zaraz potem… wysadzono. Sprawę bada do dziś ekipa skupiona wokół miesięcznika „Odkrywca”.

Publikujący tam Łukasz Orlicki napisał:

Według naszych ustaleń, publikowanych w poprzednich odsłonach cyklu artykułów o Gontowej, sztolnia wskazana przez Moschnera to sztolnia nr 3, a historia Grabowskiego jest jeszcze bardziej sensacyjna. (źródło)

Obecnie znamy cztery wejścia do kompleksu Gontowa – dwa prowadzą do zbadanych i skatalogowanych korytarzy (sztolnie nr 1 i 2) i obecnie zabezpieczone są kratami uniemożliwiającymi wejście osobom postronnym. Dwa kolejne korytarze zostały odcięte zawałami powstałymi najpewniej na skutek odpalenia ładunków wybuchowych. Do sztolni nr 4 udało się dostac w latach 90 – zastano tam jedynie 100-metrowy chodnik, tory, wentylację i wagonik, który służył do przewożenia podkładów. Wejście uległo jednak zawaleniu i obiekt jest niedostępny.

Największą tajemnicę stanowiła natomiast sztolnia nr 3 – ta, w której miałyby się znajdować tajemnicze skrzynie. Tuż po wojnie była ona dostępna i próbowano bezskutecznie dostać się do zawalonej odnogi, w której miał spoczywać ładunek z ciężarówek. Pod koniec 1945 roku lub na początku 1946 ktoś jednak wysadził wejście do samej sztolni.

Dopiero w 2008 roku podjęto prace mające na celu wyjaśnienie tajemnicy. Roboty ziemne wykonał właściciel terenu – firma budowlana Margo będąca w posiadaniu leżącego u stóp wzgórza centrum rekreacyjno-konferencyjnego. W pracach towarzyszyła ekipa „Odkrywcy”.

Choć udało się w końcu dokopać do sztolni, jej zagadka pozostała nierozwiązana, bowiem wciąż istnieje tam aż sześć zawałów blokujących drogę do odnóg korytarza. W marcu 2013 roku do podziemi wkroczyła wspomniana już firma WROGEO, która ponownie zdecydowała się nieodpłatnie przeprowadzić badania. Sztolnia nr 3 wraz z otaczającym ją terenem została zeskanowana laserowo.

Metoda ta pozwoliła odkryć między innymi fakt, iż prawa odnoga sztolni zablokowana została kilkunastometrowym zawałem, który źle rokuje w kwestii przyszłych odkryć. Dlaczego? Podziemne prace nad usuwaniem skał są bardzo niebezpieczne i kosztowne.

Co dalej? Z pewnością dowiemy się niebawem. Możliwe, że tajemnicze skrzynie wciąż czekają na odkrycie. Tymczasem zagadka kompleksu Riese zdaje się przerastać fikcję z gier komputerowych. Być może laserowe skany, dotychczasowe odkrycia i strzępki wiedzy na temat tajemniczych eksperymentów mogłyby stać się kanwą nowej, znakomitej gry? Bardzo bym tego chciał. Niestety, dotychczasowe rodzime produkcje wskazują, że twórcy cierpią na kompleks polskości i wolą szukać klimatów w amerykańskich miastach czy na egzotycznych wyspach. A przecież nawet Ukraińcy potrafili zrobić interes na swoim Czernobylu i osadzić w nim stalkerów i słynną „zonę” braci Strugackich. Tymczasem wielkich, tajemniczych podziemi w polskich górach wciąż nikt nie potrafi wykorzystać w ujęciu popkulturowym. A szkoda…

Źródła: