81

Jaki jest sens w wytykaniu firmom, że należą do „obcych”?

Pod koniec ubiegłego tygodnia gruchnęła wiadomość, że Allegro będzie miało nowego właściciela. Przy okazji tej informacji pojawiły się komentarze dotyczące rodzimego biznesu, który trafił w obce ręce. Część osób przestaje uznawać takie firmy i marki za „nasze”. Towarzyszy temu narzekanie, nierzadko pojawiają się teorie spiskowe. Rzeczywiście należy kręcić nosem nad takimi sytuacjami?

Nawiązuję do komentarzy z piątku, do stwierdzenia, że Onet nie jest nasz, że stoi za nim zagraniczny kapitał, ale temat jest znacznie szerszy, ten wątek powraca i w naszych tekstach i pod nimi. Wydaje się ciekawą kwestią do dyskusji. Bo czy jest sens mówić o naszym, waszym lub ich biznesie w czasach globalnej gospodarki? Czy fakt, iż Onet, Allegro albo Nasza Klasa zostały kupione przez zagraniczne firmy jest wielkim problemem?

Najprostsza odpowiedź brzmi: zawsze lepiej jest coś posiadać niż nie posiadać. Gdyby firmy były nasze, gospodarka lepiej by się rozwijała, do kasy państwa wpływałoby więcej pieniędzy z podatków, praca byłaby na miejscu. Gdybyśmy mieli do czynienia z dużą, znaną korporacją, można by też mówić o promowaniu kraju, zyskiwaniu dodatkowych „punktów” na arenie międzynarodowej. Przecież Apple, Google czy Microsoft są wizytówkami USA. Znacznie mniejsze firmy pełnią podobną rolę. Ale czy to wyczerpuje temat? Sytuacja raczej nie jest czarno-biała.

W rzeczywistości jest tak, że do państwowej kasy środki nie muszą płynąć szerokim strumieniem – wspomniane Apple nie wzbudza przecież kontrowersji związanych z podatkami wyłącznie w Unii Europejskiej: Amerykanie też narzekają, uważają, że korporacja powinna płacić większą daninę. Mają również żal o to, że sprzęt nie jest produkowany u nich. Duma z marki jest, ale przy okazji pojawiają się pytania np. o to, czy prywatność obywateli/klientów jest zachowana: mamy już przecież za sobą aferę, w której wielkie korporacje udostępniały władzom przeróżne informacje. Paradoksalnie my byliśmy w miarę bezpieczni – nasze władze nie miały dostępu do tych danych. Dlaczego? Bo to nie polskie firmy.

Gdyby właściciel jakiegoś biznesu był „nasz”, pewnie nie brakowałoby pytań o to, czy ma kontakty z władzą, jak doszedł do majątku, jak zbudował interes i komu teraz sprzyja. Czasem byłyby one całkiem uzasadnione. A „obcym” może zależeć po prostu na robieniu kasy – bez politycznych podtekstów. Fundusze inwestycyjne, które kupiły Allegro mają jeden cel i raczej nie będą się mieszały do naszej sytuacji wewnętrznej.

Firmy mogą już nie należeć do Polaków, ale nadal zatrudniają w naszym kraju. A ich byli właściciele zainkasowali pieniądze, które mogły być wykorzystane do tworzenia innych biznesów. Startupy z Izraela, który często nazywany jest drugą Dolina Krzemową, dążą do tego, by trafić w obce ręce – ich twórcy chcą pozyskać dużego inwestora, by móc się szybko rozwijać i to w skali globalnej. Ewentualnie chcą zgarnąć kasę, by tworzyć coś od podstaw. I nie przeszkadza im to, że ich dzieło należy już do innych, że jest obce – taki świat, takie czasy.

Pisałem kilka dni temu o wielkim funduszu inwestycyjnym, który tworzą SoftBank i Arabia Saudyjska – jego zadaniem będzie m.in. przejmowanie biznesów. Czy nasze firmy powinny go unikać, by nadal znajdować się w polskich rękach? To może przynieść więcej szkód niż pożytku, zamykanie się na swoim podwórku nie jest najlepszym rozwiązaniem. Dlatego nie uważam, by wytykanie firmie, że jest obca, niemiecka, rosyjska, żydowska (domyślnie: wroga), miało większy sens. Tu już nie chodzi o patriotyzm gospodarczy, który też jest sprawą dyskusyjną – mowa po prostu o zrozumieniu zasad funkcjonowania współczesnego świata.