69

Polska pomoże Ukrainie w… cyfryzacji. Panie Boni, 1 kwietnia już był!

Rzadko denerwuję się w pracy, ale to chyba dziwne nie jest – fanem żadnej wielkiej (czy nawet małej) firmy nie jestem, więc nie przeżywam ich problemów, decyzji, wyników finansowych. Ot, informacje, które trzeba na chłodno przemyśleć. Dzisiaj rano zgrzytałem jednak zębami i powstrzymywałem drżenie brwi. Wszystko za sprawą polskiego urzędnika, byłego ministra, zapowiadającego cyfryzację Ukrainy. […]

Rzadko denerwuję się w pracy, ale to chyba dziwne nie jest – fanem żadnej wielkiej (czy nawet małej) firmy nie jestem, więc nie przeżywam ich problemów, decyzji, wyników finansowych. Ot, informacje, które trzeba na chłodno przemyśleć. Dzisiaj rano zgrzytałem jednak zębami i powstrzymywałem drżenie brwi. Wszystko za sprawą polskiego urzędnika, byłego ministra, zapowiadającego cyfryzację Ukrainy. Panie Boni, bo to o Panu mowa, Polska jest ostatnim krajem, który powinien czegoś uczyć innych w zakresie cyfryzacji.

Nim przejdę do szokującej wręcz wypowiedzi Pana Boniego, wspomnę o wynikach badania PISA. Przyznam, że jeszcze parę dni temu było to dla mnie novum, o sprawie dowiedziałem się w trakcie świąt (czasem rodzinne dyskusje schodzą na dziwne tory). Być może część z Was pamięta, jak pod koniec ubiegłego roku chwalono polskich gimnazjalistów, nasz system edukacji, dobrze nauczającą kadrę. Oto bowiem w teście PISA nasi uczniowie uzyskali bardzo dobre wyniki, wyprzedzili młodzież z kilku rozwiniętych europejskich państw. Wszyscy (no prawie wszyscy, ale o tym za chwilę) głośno bili brawa, premier rozpływał się nad wynikami badania na konferencji prasowej. Z sukcesów trzeba się cieszyć, więc i ja się cieszyłem.

W tym samym czasie pojawiły się jednak głosy studzące ten optymizm – zwracały one uwagę m.in. na fakt, iż polscy gimnazjaliści dobrze rozwiązali testy (matematyka, czytanie ze zrozumieniem, nauki przyrodnicze), ponieważ… są przygotowywani do rozwiązywania testów. To nie jest kreatywne działanie i rozwiązywanie problemów polegające na myśleniu, lecz powtarzanie pewnych czynności. Przyznam, iż z takimi opiniami spotkałem się dopiero ostatnio – wcześniej zostały zagłuszone, ewentualnie pojawiały się odpowiedzi w stylu: przestańcie się czepiać, przecież jest dobrze.

Okazuje się jednak, że dobrze nie jest. Właśnie tę wiedze zdobyłem w trakcie świąt. Dowiedziałem się, iż na początku kwietnia pojawiły się wyniki drugiej części badania PISA. Tym razem było to kreatywne rozwiązywanie problemów: ustawianie klimatyzatora, kupowanie biletu w automacie itp. Pisząc krótko: problemy z życia codziennego, które wymagają nie tyle wykorzystania wyuczonego wzoru, co inteligencji, intuicji. I co? I mamy problem, ponieważ gimnazjaliści nie byli już w czołówce. Co więcej, odstawali od średniej i tym razem urzędnicy nie mogli ogrzewać się w blasku świetnych doniesień. Sprawę wolano przemilczeć. Sam pewnie bym o tym nie usłyszał, gdyby nie wspomniana rodzinna dyskusja. Usłyszałem, poszperałem, zostałem z pytaniami.

Będziemy musieli poczekać na wyjaśnienie, dlaczego nasza młodzież nie potrafi rozwiązać prostych zadań z codziennego życia – analiza wyników zapewne trochę zajmie i na dobrą sprawę nie wiadomo, czy uzyskamy jakąś klarowną odpowiedź. Pewne sugestie już się jednak pojawiają:

Rozmawiałem z Przemysławem Bieckiem, matematykiem i statystykiem, autorem znakomitego bloga „Smarter Poland” który zajmował się dla OECD analizą danych zebranych w ramach badania PISA. Przyznaje, że sam jest zaskoczony wynikami i jest przekonany, że dalsza analiza statystyczna umożliwi ich interpretację oraz odpowiedź na pytanie, co jest przyczyną takiego wyniku. Czy to, że zadania trzeba było rozwiązywać głównie za pomocą komputera? Co świadczyłoby o niskich kompetencjach cyfrowych młodych Polaków. Czy też jednak system edukacyjny oderwany ciągle od życia i nie uczy kreatywnego aplikowania zdobytej wiedzy? [źródło]

Nie wykluczam, że powody są różne i każdy z nich na swój sposób przyczynił się do gorszych wyników. Nas najbardziej interesuje jednak ów problem z komputerem. Młody Polak jest na bakier z nowymi technologiami? I to mało skomplikowanymi – przecież w badaniu nie chodziło o zaprogramowanie robota czy znalezienie błędów w aplikacji. Tu pojawia się pytanie o nauczanie informatyki w naszych szkołach. Temat rzeka i już na wstępie zaznaczę, że nie będę wszystkich wrzucał do jednego wora – z pewnością są szkoły, w których tego przedmiotu (lub pakietu przedmiotów) uczą specjaliści przekazujący młodzieży bardzo potrzebną wiedzę w fachowy sposób. Obawiam się jednak, iż w skali całego kraju nie stanowią oni większości.

Przyznam, że nie mam pojęcia, jak wygląda dzisiaj nauczanie informatyki w szkołach. Swoją opinię mogę opierać wyłącznie na własnych doświadczeniach oraz tym co usłyszę od znajomych, przeczytam w Sieci. Uczyło mnie troje „informatyków” i nie były to osoby przygotowane do nauczania tego przedmiotu. Albo inaczej: ich przygotowanie wynikało raczej z przymusu i polegało na odbyciu kursów dokształcających (przynajmniej zakładam, że takowe odbyli). W dwóch przypadkach (a może w trzech?) padło na nauczycieli techniki, którzy w ramach „bonusu” dostali informatykę. Podejrzewam, że mój przypadek nie był wyjątkiem i taka praktyka nadal ma miejsce.

Na lekcjach tych nie nauczyłem się niczego ciekawego/wartościowego. Robiłem kartki świąteczne albo grałem z kolegami w Diablo. Nie będę się w to zagłębiał, bo nie czas na wspominki. Napisze jedynie, że wyglądało to tragicznie i żywię nadzieję, iż dzisiaj jest ciut lepiej. Nie wierzę jednak w to, że jest świetnie – przecież ci nauczyciele nie poszli masowo na emeryturę i nie zastąpiła ich rzesza informatyków z prawdziwego zdarzenia. Ilu specjalistów zdecyduje się na kiepsko płatną pracę w szkole? Ilu nauczycieli techniki (lub innych przedmiotów) spróbuje poszerzyć swoją wiedzę na tyle, by wycisnąć maksimum korzyści z tego przedmiotu i zainspirować ucznia?

Wspominam o tym wszystkim, ponieważ rano trafiłem na wypowiedź byłego ministra, Pana Michała Boniego, który chce… A zresztą, dam próbkę:

Polska pomoże Ukrainie we wdrażaniu europejskich norm dotyczących cyfryzacji i cyberbezpieczeństwa. Nasz wschodni sąsiad mógłby skorzystać z polskich doświadczeń w budowie e-administracji, zasobów kultury i edukacji czy kompetencji cyfrowych w społeczeństwie – uważa Michał Boni, były minister administracji i cyfryzacji. Dzięki wzorcom takim jak nasz program „Polska Cyfrowa” Ukraina może lepiej wykorzystać potencjał młodego pokolenia do tworzenia rozwiązań wspierających i zabezpieczających wszystkich mieszkańców. [źródło]

Szok, niedowierzanie, rozszerzone źrenice, nakłuwanie ręki długopisem, by sprawdzić, czy to nie jakiś chory sen. Polska, kraj, który w zakresie szeroko pojętej cyfryzacji jest na etapie przedszkola, chce nieść swój kaganek oświaty na Wschód. Nie wiem, jak bardzo oderwany od rzeczywistości był przez ostatnie lata Pan Boni, ale chyba nie powinien się wynurzać z mieszkania/biura w celu dzielenia się swoimi spostrzeżeniami. Być może podwładni w trakcie jego rządów przekonywali ministra, że staliśmy się drugą Koreą Południową, ale przed utratą stanowiska lub zaraz po tym fakcie warto było sprawdzić, ile jest w tym prawdy. To uchroniłoby byłego ministra przed narażaniem się na śmieszność. E-urzędy? E-służba zdrowia? E-szkoła? Na papierze wszystko wygląda pewnie fajnie, ale w rzeczywistości tak kolorowo już nie jest.

Być może brzmi to populistycznie, być może nie zauważam zmian, jakie w poruszanym temacie dokonują się na polskim podwórku. Przecież coraz więcej Polaków rozlicza się z fiskusem za pomocą Internetu (w tym roku już ponad 4 mln), przecież sam jakiś czas temu chwaliłem pewien projekt cyfrowego szerzenia kultury. Tak, widać pewne zmiany na lepsze, ale to nadal kropla w morzu potrzeb. Cyfryzacja naszej służby zdrowia to koszmar, który będzie się śnił kolejnym ministrom, urzędnikom i ludziom pracującym w tej branży, załatwianie prostych rzeczy w urzędach sprawia nadal wiele problemów w wersji analogowej, o cyfrowej nawet nie wspominam. Najlepszym przykładem nieudolności jest chyba Poczta Polska – instytucja, która w roku 2013 dowiedziała się, że jest Internet. Jeśli dobrze się orientuję, to pieczę nad tym molochem sprawuje… Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji. Jeśli podwładni Pana Boniego nie potrafią się odnaleźć we współczesnym świecie (lub odnajdują się z bardzo dużym opóźnieniem), to aż strach pomyśleć, jakie porządki pomogą zaprowadzić na Ukrainie.

Czytając wypowiedzi ministra (chyba z ulgą mogę napisać „byłego”) naprawdę zastanawiam się, czy mowa jest o Polsce. Roztaczana przez niego wizja zmian, jakie tu zachodzą brzmi naprawę pięknie (zdecydowanie polecam lekturę całego tekstu), lecz od brzmi do działa droga daleka. Gdy już Polska zmieni się w cyfrowego potentata, gdy dla przeciętnego Polaka nie będzie stanowiło problemu zapłacenie smartfonem w sklepie, gdy dzieci zaczną się uczyć programowania, a urzędnik napisze do mnie maila w odpowiedzi na każde zadane pytanie, gdy bezproblemowo zarejestruję się do lekarza z poziomu tabletu i założę firmę przez Internet, gdy nie będę musiał chodzić do kilku instytucji w celu załatwienia prostej sprawy, powiem: Panie Boni, aleście to pięknie zrobili. Teraz trzeba tę wiedzę przekazać innym, by nie musieli popełniać naszych błędów. Póki co, posłużę się jednak cytatem z klasyka:

Źródło grafiki: mybroadband.co.za