Recenzja

Pokemon Violet/Scarlet - recenzja. Miks fajnych pomysłów i okropnego wykonania

Kamil Świtalski
3

Dziewiąta generacja Pokemonów trafiła do sklepów. Premiera to jednak słodko-gorzka. Twórcy zaserwowali nam fajny świat, nowe, fajne, pomysły i... wykonanie z piekła rodem.

Pokemony to jedna z najważniejszych marek w świecie popkultury jakie kiedykolwiek powstały. Każdego roku przynoszą twórcom miliony dolarów zysków. Gry, maskotki i cały zestaw rozmaitych gadżetów składają się na gigantyczne zyski. Najnowsze odsłony kieszonkowych stworków, Pokemon Violet oraz Pokemon Scarlet pobiły rekord sprzedaży - wystarczyły raptem 3 dni, by gra rozeszła się 10 milionach kopii. Ostatnie dni miałem przyjemność spędzić w nowej, wirtualnej, krainie Paldea, po brzegi wypełnionej zarówno starymi przyjaciółmi, jak i zupełnie nowymi gatunkami.

107 nowych stworków i nowe podejście do skostniałej formuły

Złapanie ich wszystkich to dla wielu główny cel przemierzania światów Pokemon. W Paldei przygotowano dla nas 107 nowych gatunków, co sumarycznie daje... 1010 stworków na przestrzeni wszystkich wszystkich dziewięciu generacji. Tutejszy Pokedex jednak nie jest aż tak rozbudowany — i podobnie jak w poprzednich częściach, twórcy zdecydowali się zawęzić liczbę stworków dostępnych w grze. Poza nowymi kompanami, spotkamy blisko 300 starych gatunków z poprzednich regionów — na nudę i brak różnorodności narzekać się nie da. Nostalgia-nostalgią, ale to właśnie nowości czynią te gry tak wciągającymi. Wśród nowych gatunków znalazły się niezwykłe, wcześniej niespotykane połączenia, natur jak Scovillain, który jest typem trawiasto-ognistym czy Morpeko (elektryczno-mroczny).

Niespotykane dotychczas połączenia natur to jeszcze nie koniec wielkich nowości w Pokemon Scarlet/Violet. Game Freak stale eksperymentuje z otwartością świata Pokemon. Pokemon Legends: Arceus było taką przystawką przed wielkim startem nowej generacji, która miała wprowadzić sporo zmian do skostniałej, wypracowanej przez lata formuły. I choć do ideału daleko - to widać, że eksperymentowanie z formułą weszło ekipie w nawyk. I próbuje wykrzesać ze znanych i lubianych pomysłów coś nowego. Dlatego też nie blokuje przed nami mapy i daje nam możliwość na starcie odwiedzenia lidera, który odda nam ostatnią - ósmą - odznakę. Jeżeli jednak wierzycie że poziom walk będzie skalowany wraz z kolejnością jaką do nich podchodzimy, to... nic z tego. Ale poza Victory Road, czyli stawiania czoła kolejnym wyzwaniom w gymach, czekają na nas dwa inne istotne elementy całej zabawy. Ścieżka Legendy to opowieść o poszukiwaniu tajemniczej rośliny, na którą wybieramy się z naszym kompanem - Arvenem. Mam wrażenie, że to pierwszy raz w serii, w którym postanowiono zwrócić uwagę na relacje między bohaterami, a nie tylko główną postacią, a Pokemonami. Trzecia część to pokonywanie Team Star - czyli walki z gangami, będące kolejnym z wątków odkrywającym przed nas więcej tego świata.

Walki, ach te walki!

Turowe walki Pokemon to klasyka gatunku - ale wciąż idealnie się broniąca. W poprzednich odsłonach serii mamiono nas nowościami w formie megaewolucji, dynamaxów i innych rozmaitości. Tym razem postawiono na jeszcze dziwniejszy - ale w mojej opinii - znacznie ciekawiej wypadający pomysł. Terestal Phenomenon, bo o nim mowa, to opcja wzmocnienia lub zmiany typu dla naszego stworka. To przekłada się na kompletnie odjechane kombinacje, które potrafią w kilka rund przewrócić pojedynek do góry nogami. Fabularnie jest ciekawym urozmaiceniem, ale jestem przekonany, że zaprawionym w bojach trenerom wywraca to strategie gry turniejowej do góry nogami.

Eksploracja świata daje sporo frajdy, choć na wygodne opcje z nią związane trochę zaczekamy. Nie jestem wielkim miłośnikiem mini-gier i małych-wielkich rzeczy, ale wiem, że na świecie nie brakuje graczy, którzy je doceniają - dlatego takie możliwości jak tworzenie więzi z Pokemonami, rozmowy czy zabawy z nimi będą na wagę złota. Do tego - niczym w Tamagotchi - możemy je karmić, poić i gotować. Chociaż ostatnia z mechnik jest dość marna - i na tle tego, jak analogiczne mini-gry potrafią być dopracowane w innych tytułach, tutaj wypada po prostu słabo.

...i na tyle plusy się kończą. Bowiem w tym stanie - ta gra nigdy nie powinna nigdy była trafić do sklepu

Od dnia premiery zalewają nas materiały pokazujące najrozmaitsze błędy. Bug na bugu bugi pogania. Ani to płynne, ani piękne (zresztą tamtejszy świat pod względemn zagospodarowania takze pozostawia wiele do życzenia). Nie liczcie na stałych 30 klatek na sekundę i bezproblemową zabawę. Problemy z kamerą, problemy z wyświetlaniem, a nawet... problemy z działaniem. Dosłownie. Bo grze zdarza się bez ostrzeżenia wyłączyć, a progres idzie w zapomnienie. Przez te katastrofalne błędy wielu graczy boi się nawet myśleć o przenoszeniu swoich stworków wytrenowanych w starszych grach - bo kiedy natrafią na takie błędy podczas transferu mogą one zniknąć bezpowrotnie.

Trochę naprzód, trochę wstecz

Paldea to świetna kraina, której eksploracja to masa przyjemności. Zresztą kogo ja oszukuję - to Pokemony. One zawsze są czystą frajdą. Zestaw nowych pomysłów sprawdza się w grze doskonale, ale... no właśnie - nie obyło się bez "ale". Techniczne niedociągnięcia irytują i bez wątpienia odbierają sporo frajdy przy obcowaniu z serią. Nie pomaga także to, że gra jest... po prostu brzydka, a także pusty świat. Na plus: fabuła, która tym razem oferuje graczom coś ekstra z porównaniem do poprzednich części. Poboczne zadania i małe-wielkie rzeczy potrafią przyciągnąć do ekranów na setki godzin, a jak ktoś wsiąknie głębiej w rozmnażanie, uganianie się za odpowiednimi IV i trening znacznie ten czas wydłużą. Pomysły: świetne. Wykonanie: tragiczne. Mam wątpliwości czy jakiekolwiek łatki i aktualizacje będą w stanie coś w temacie naprawić. Szczerze wątpię, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie, by gra została w stanie z premiery. Z trzeciej: jej sprzedaż i tak bije rekordy popularności, co jest jasnym sygnałem dla twórców, że nie muszą się starać, bo i tak się sprzeda.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu