0

Google oferuje darmowe szkolenie z marketingu (+certyfikat IAB). Czy warto?

Darmowe szkolenie z marketingu internetowego oraz możliwość uzyskania certyfikatu IAB. Panel wiedzy "Podstawy marketingu internetowego" w dalszym ciągu jest dostępny pod google'owskim szyldem "Internetowe Rewolucje". Ale czy warto z tej okazji skorzystać? Czy uda się Wam coś dzięki temu osiągnąć?

Szkolenie „Podstawy marketingu internetowego” nie jest niczym odkrywczym: sama seria lekcji oraz prostych testów jest dostępna w sieci już od ponad roku, z niewielkimi modyfikacjami. Celem jest uświadomienie nieco mniej biegłych użytkowników internetu, komputerów, że marketing w sieci nie jest czymś, co należy pomijać: wręcz przeciwnie. Google również nie bardzo kryje się z tym, do kogo jest kierowana ta oferta: początkujący może i znajdą tam pytania, które mogą nastręczyć im problemów. Osoby, które w marketingu internetowym już działają, najpewniej od razu przeklikają się przez wszystkie testy bez większego zastanawiania się i… uzyskają certyfikat.

Podstawy marketingu internetowego od Google – co znajdziesz w szkoleniu?

Osoba, która podejdzie do tego szkolenia zapozna się z możliwościami płynącymi z obecności w internecie, dowie się m. in. jak stworzyć strategię biznesową online, jak działają wyszukiwarki, czym różni się ruch organiczny od płatnego itp. Czyli można uznać, że dla osoby, która tej tematyki choćby trochę liznęła: banały. Nikogo nie zaskakuje obecnie zagadnienie „aukcji SEM”, dlaczego warto eksponować firmę w Mapach Google – to też jest oczywiste. Żałuję, że nie poświęcono więcej uwagi analityce w kontekście stron internetowych i wyciąganiu poprawnych wniosków w trakcie śledzenia postępów w narzędziach.

Każda lekcja zaczyna się materiałem wideo z transkrypcją, który wprowadza do zagadnienia i co ważne: zawiera w sobie łatwe do odczytania odpowiedzi na pytania ją wieńczące. Jeżeli uda nam się przejść wszystkie lekcje – przechodzimy do testu z całego modułu, który nie jest szczególnie trudny – najczęściej jest to test jednokrotnego wyboru. W przypadku lekcji – wachlarz dostępnych form ewaluacji jest nieco szerszy: albo odpowiadamy na pytanie zamknięte, albo podchodzimy do wykreślanki lub też dopasowujemy porozrzucane zdania do konkretnych kwestii.

Google

Co istotne: nie da się tych testów nie zdać. Oczywiście, wymagane jest to, aby odpowiedzieć dobrze na wszystkie pytania lub ułożyć zdania w poprawnej kolejności. Ale niepowodzenie w trakcie egzaminu nie powoduje, że przerywamy szkolenie, zaczynamy od nowa lub jesteśmy w jakiś sposób dyskwalifikowani. Ale z drugiej strony – skoro jest to darmowe szkolenie, trudno oczekiwać od szkolenia, że będzie miało ono „represyjną formę”. Doskonale widać, że „Podstawy marketingu internetowego” to nośnik wiedzy, który nastawiony jest na jak najszerszy możliwy zasięg: byłoby trudno to uzyskać, gdyby proces ewaluacji był nadzwyczaj trudny.

Podstawy marketingu internetowego – czyli szkolenie z technologii Google

Można znaleźć w nim wzmianki o serwisach społecznościowych, o stronach internetowych, o innych działaniach marketingowych w internecie. Ale wszystko kręci się wokół… Google. A zatem – w ramach podstaw dowiecie się wszystkiego co jest Wam potrzebne do zrozumienia czym w ogóle Google jest, jakie daje możliwości i do czego można to następnie wykorzystać. Momentami ma się wrażenie, że twórca szkolenia zbyt mocno skupił się na tym, co znajduje się w Mountain View – tak, jakby dosłownie wszystko kręciło się wokół usług i produktów firmy Google. Z jednej strony to absolutnie rozumiem: znajomość narzędzi oferowanych przez tego giganta to absolutna podstawa w trakcie realizowania zadań z zakresu marketingu internetowego. Poza tym, twórcą tego szkolenia jest właśnie Google i w swoim planie szkoleniowym może umieścić co mu się żywnie podoba.

Nie wiem, czy jest to zakres odpowiedni dla „podstaw”, ale pokusiłbym się o wprowadzenie uczestników szkolenia do monitoringu internetu (ja sobie bez tego nie wyobrażam marketingu internetowego). W przypadku stron internetowych chętnie posłuchałbym o Yandex Metrica, którego bardzo lubię i uważam za jedno z ciekawszych narzędzi m. in. do analizowania skuteczności układu witryny. Google Analytics to niesamowicie rozbudowana „kobyła” i niestety, ale nie odpowiada na wszystkie moje potrzeby. Mało tego, szacowanie postępów tylko za pomocą GA jest odrobinę ryzykowne: niepoprawna konfiguracja może spowodować, że otrzymamy przekłamane dane – w odpowiednio dużej skali spowoduje to wyciągnięcie błędnych wniosków.

A niestety, wyciąganie wniosków na podstawie błędnych danych jest nierzadko gorsze niż podejmowanie decyzji bez refleksji nad jakimikolwiek danymi. Tego mnie uczono m. in. w kontekście marketingu i do GA podchodzę naprawdę ostrożnie, choć nie oznacza to, że pałam „nienawiścią” do tego narzędzia. Wręcz przeciwnie: za każdym razem z niego korzystam, ale staram się dywersyfikować jego wskazania z innymi dostępnymi usługami.

Google

Przeszedłeś szkolenie – co dostajesz w zamian?

To zależy kim obecnie jesteś. Jeżeli na marketingu internetowym zjadłeś zęby, również te sztuczne: nic. Certyfikat akredytowany przez IAB niczego nie zmieni w Twoim życiu, będzie zasadniczo bezwartościowy wobec Twoich dotychczasowych osiągnięć. Co więcej – deklarowane przez Google 40 godzin szkolenia z podstaw marketingu internetowego uda Ci się pokonać w znacznie krótszym czasie, a wszelkie testy zwyczajnie „przeklikasz”. To żadna wartość dla człowieka, który to wszystko już wie.

Inaczej jest jednak z osobami, które z marketingiem internetowym dopiero chcą zacząć lub prowadzą firmę, która w sieci nie jest jeszcze dostępna.

Przykład A: Marek ma swój warsztat samochodowy, nieźle się rozwija, ale chciałby rozpocząć jego obecność w internecie. Z pewnością więcej wie o tym jak działa samochód i co może się w nim zepsuć – komputer służy mu głównie do grania i przeglądania mediów społecznościowych – ale szybko się uczy. Usłyszał o szkoleniu „Podstawy marketingu internetowego” od Google – czy może liczyć na jakiekolwiek korzyści?

  • Markowi certyfikat akredytowany przez IAB z pewnością nie będzie potrzebny – ta wartość dodana do szkolenia z pewnością odpada w jego przypadku
  • Jeżeli rzeczywiście przyłoży się do tego szkolenia, nabędzie podstawową wiedzę na temat tego jak promować swój warsztat w sieci, zauważy możliwości wynikające z takiego działania. Niektóre rzeczy może zrobić sam – jeżeli uzna to za stosowne, może zatrudnić od tego człowieka lub dokonać outsource’ingu tego typu usługi (to jest założenie na potrzeby przykładu)
  • W momencie, gdy ktoś inny będzie się zajmował dla niego marketingiem internetowym, będzie zorientowany w konkretnych działaniach i uniknie sytuacji, w której nie ma wpływu na dalsze kroki. Jego feedback przecież też jest bardzo istotny.

Przykład B: Basia jest na trzecim roku studiów „około marketingu internetowego” i uważa, że może z tym wiązać swoją przyszłość. Niekoniecznie jest zadowolona z tego, czego uczy się w trakcie zajęć i właśnie natrafiła na ofertę szkolenia od Google. Jest całkiem biegła w sieci: udziela się w organizacjach studenckich, obsługa mediów społecznościowych nie sprawia jej problemów. Czy powinna skorzystać z tego szkolenia?

  • Uzyskanie certyfikatu akredytowanego przez IAB może pozwolić jej na podjęcie pierwszej pracy, na pewno będzie atutem w trakcie próby dostania się na kierunkowe praktyki w dobrej firmie. To zaś może stanowić wstęp do owocnej kariery w tym zakresie.
  • Poznanie podstaw marketingu internetowego albo wzbogaci wiedzę Basi, albo przynajmniej na jej odświeżenie i usystematyzowanie. W większości uczelni w Polsce brakuje niestety dobrych programów nauki z zakresu marketingu internetowego: istnieją oczywiście miłe wyjątki i pasjonujący wykładowcy.
  • Basia może wykorzystać wiedzę ze szkolenia w aktualnie podejmowanych działaniach – jej pomysły mogą zostać dostrzeżone przez osoby z zewnątrz, a jej przyszła sytuacja na rynku pracy dzięki temu będzie dla niej korzystniejsza.

Przykład C: Karolina od dwóch lat pracuje jako Digital Marketing Specialist w firmie software’owej. Nieźle zarabia, ma za sobą mnóstwo ciekawych szkoleń oraz niemało zrealizowanych projektów digitalowych. Na rynku lokalnym założyła również swojego NGOS-a, który zrzesza kobiety pracujące w IT na rynku lokalnym. Natrafiła na ofertę szkolenia od Google – jak jest w jej przypadku?

  • Karolina nie potrzebuje tego szkolenia. Jej wpisy w CV są znacznie lepszymi argumentami niż oferowany przez Google certyfikat akredytowany przez IAB. Odbycie szkolenia w żaden sposób jej nie pomoże.
  • Przeklikanie się przez egzaminy oraz testy ani nie pozwoli jej na odświeżenie dotychczasowej, ani na nabycie nowej wiedzy. Karolina ma na głowie mnóstwo innych rzeczy – dlaczego miałaby tracić czas na nic nie wnoszące do jej kariery zawodowej szkolenie?
  • Karolina może jednak użyć go jako ciekawej bazy podstawowej wiedzy dla początkujących osób w jej NGOS-ie, albo w firmie: w kontekście praktykantów. To właściwie jedyna wartość, jaką dla mniej niesie ta oferta.
Google

Wiele więc zależy od tego kim jesteście, czego potrzebujecie i jaki jest Wasz obecny stan wiedzy. Przemyślcie, ile wiecie o marketingu internetowym? Jeżeli nie jesteście tego pewni, spróbujcie przejść to szkolenie – jeżeli coś Was zaskoczy, nauczycie się czegoś nowego – być może tego potrzebowaliście, ale nie upatrujcie w tym certyfikacie mocnego argumentu dla Waszego przyszłego pracodawcy.

Szkoda, że jest to na razie jedyne dostępne szkolenie z możliwością uzyskania certyfikatu od Google. Ucieszyłbym się, gdyby pojawiły się nowe, dla osób nieco bardziej zaawansowanych – nawet takie, za które należy odrobinę zapłacić. Google ma naprawdę świetnych specjalistów od marketingu internetowego, którzy są w stanie tworzyć świetne panele szkoleniowe / konferencje / eventy (spójrzcie na Google Developers Group, Google Business Group, Women Techmakers) – udostępnienie nowych porcji wiedzy zadziałałoby tylko na korzyść i samej firmy i zainteresowanych ofertą osób.