Kryptowaluty

Podręczniki szkolne jako NFT, czyli jak zabić rynek wtórny i wydoić uczniów (i rodziców) z kasy

KC
Kacper Cembrowski
2

Znacie za mało powodów, żeby nie lubić blockchaina? Nie ma problemu - właśnie pojawił się kolejny.

Blockchain nie ma wielu zwolenników - i ciężko się dziwić. Teraz pojawił się kolejny powód, żeby ludzi do tej technologii zniechęcić

Temat NFT rozpala większość internetu od kilku dobrych miesięcy, kiedy to niewymienne tokeny stały się niesamowicie popularne. Mnóstwo projektów nastawionych na zwyczajne dojenie pieniędzy, szwindle w postaci gier “play to earn” czy projektów metaverse, które w istocie nie ujrzały światła dziennego, avatary małp sprzedawane za miliony dolarów i mnóstwo absurdów, nawet wśród polskich celebrytów… no, trochę tego było. Do tego kryptowaluty, które wzbudzają skrajne emocje wśród ludzi, wpływ blockchaina na środowisko. Niechęć do tej technologii jest jak najbardziej zrozumiała.

Jeśli jednak poprzednie wymienione aspekty Was nie przekonują, to co powiecie na to, że blockchain może przyczynić się do pogrążenia rynku wtórnego i wyciśnięcia jak największej ilości pieniędzy z uczniów i ich rodziców, poprzez sprzedawanie podręczników szkolnych jako “unikalnych cyfrowych tokenów”?

Źródło: Depositphotos

Cyfrowe podręczniki i książki mogą wkrótce okazać się beznadziejnym rozwiązaniem

Jak donosi Bloomberg, dyrektor Pearson Plc, jednego z największych na świecie wydawców podręczników, stwierdził, że blockchain i niewymienne tokeny NFT mogą pomóc firmie w tym, aby zmniejszyła się ilość podręczników sprzedawanych “z drugiej ręki”. Według wyliczeń firmy, każdy ich podręcznik jest sprzedawany do siedmiu razy, z czego sam Pearson otrzymuje prowizję tylko od pierwszej sprzedaży.

Jest to oczywiście jak najbardziej zrozumiałe - sam uczyłem się jeszcze w czasach, kiedy książki nie były wypożyczane przez placówki, a wszystkie podręczniki i ćwiczenia trzeba było kupować na własną rękę. Kiedy w księgarniach lub na stronach internetowych wydawców ceny wahają się między 70 a 100 zł, używany egzemplarz od ucznia z rocznika wyżej można było dorwać za 10 lub 15 zł. Długo więc nie trzeba było zastanawiać się nad tym, która opcja będzie bardziej korzystna.

Źródło: Depositphotos

Żyjemy jednak w takich czasach, że coraz więcej podręczników jest w formie cyfrowej, a zamiast książek na ławkach trzymamy tablety czy laptopy. Z początku wydawało się to doskonałą opcją, niektóre książki w cenie oryginału oferowały również całość w formie PDF, co uprzejmi koledzy lub nauczyciele udostępniali reszcie klasy. Mniejszy ciężar w plecaku, większa wygoda, no i upragniona przez młodzież “cyfryzacja” - same plusy, prawda? Prawda…?

Wtem wchodzi blockchain… cały na czarno

Właśnie w cyfrowych podręcznikach Pearson Plc znalazło lukę na to, żeby wydoić jak najwięcej pieniędzy ze sprzedaży książek edukacyjnych. Każdy podręcznik ma być tokenem NFT, co pozwoli firmie zarabiać na wszystkich sprzedażach swoich produktów, nawet z drugiej ręki - to oczywiście dzięki śledzeniu unikalnego identyfikatora podręczników od właściciela A, przez właściciela B, do właściciela C i tak bez końca.

Średnia cena materiałów Pearsona wynosi około 70 dolarów amerykańskich, co jest naprawdę sporą kwotą. Ciężko się dziwić, że uczniowie (jak i sami rodzice) decydowali się na kupno używanych egzemplarzy w dużo niższych cenach. Jak się jednak okazuje, wkrótce przestanie być to możliwe.

Jeśli to się przyjmie, przyszłość zapowiada się niepokojąco

Idąc dalej tym trendem, wkrótce nie będziemy w stanie w żaden sposób oszczędzać na dziełach kultury. Gdybyśmy mieli płacić pełną cenę za każdą książkę pożyczoną od znajomych, wypożyczoną z biblioteki czy kupioną taniej od innej osoby, to musielibyśmy wydać całą fortunę. Popularność cyfrowych książek stale rośnie i to się nie zmieni - więc jeśli forma NFT się przyjmie, to wkrótce kupno samego czytnika e-booków będzie najmniejszym kosztem i początkiem mnóstwa horrendalnych inwestycji.

Ta taktyka, która zwyczajnie zabija rynek wtórny, jest szkodliwa przede wszystkim użytkowników - ale powiedzmy, że książki to forma rozrywki, na którą sami się decydujemy. Ktoś powie: takie czasy, trzeba chodzić na ustępstwa - okej, ale dlaczego tak durna “rewolucja” zaczyna się od uczniów? Dlaczego mają na tym cierpieć uczniowie i przede wszystkim ich rodzice, którzy zwyczajnie muszą kupić taki materiał w celu rozwoju swojego dziecka? Wykorzystywanie blockchaina do dojenia pieniędzy z ludzi w celach edukacyjnych jest zwyczajnie obleśne.

Źródło: Bloomberg

Stock Image from Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu