Są rzeczy związane z płatnościami, które kilka lat temu uznałbym jeszcze za scenariusz z jakiegoś futurystycznego filmu. A jednak — są, dzieją się i... trochę mnie przerażają.

Wspominałem już kiedyś na łamach AntyWeb, że lubię płacić gotówką. Co więcej: nie planuję z niej rezygnować. Ja wiem, że technologie związane z elektronicznymi płatnościami rozwijają się w zastraszająco szybkim tempie — to już nie tylko tradycyjne płatności kartą, których piętnaście lat temu wszyscy nienawidziliśmy (pamiętacie ile nieprzyzwyczajonym paniom w kasach zajmowało obsłużenie terminala?). To rozwiązania zbliżeniowe, płatności w telefonie, zegarku czy opasce, a także wszelkiej maści naklejki i breloczki z odpowiednimi czipami. Nie dziwię się, że ludzie chętnie z nich korzystają — to jest wygodne. I absolutnie tego nie bronię. Ale kiedy czytam o sytuacjach takich jak te w Szwecji, gdzie pojawiają się punkty które nie przyjmują gotówki — mam cichą nadzieję, że nie tylko ja rozpatruję to w kategorii problemu. Co więcej: liczę, że wkrótce wprowadzone zostaną regulacje prawne, które zabronią takich praktyk.

Tak: gotówka jest mniej wygodna, ale działa zawsze. Nawet jak nie ma prądu i łączności

Paweł ostatnio spędził kilka godzin bez prądu — i nic nie dało się zrobić. Sam nie raz i nie dwa trafiłem już na awarię terminala w sklepie. Jak wiadomo — na lokalnych targach, gdzie najtaniej można obkupić się w świeże warzywa i owoce — jedyną walutą jest gotówka, tam o kartach to słyszały może pani w wypasionej piekarnio-cukierni i kiosku. Czasem zresztą błąkając się po osiedlowych uliczkach trafiam do miejsc, których w życiu bym się tam nie spodziewał. A to rękodzieło, a to na świetnego krawca który wie jak zręcznie skrócić drażniące mnie, odrobinę przy długie, rękawy. Te małe lokalne biznesy też często nie operują terminalami, tam działa tylko gotówka. I mówię o tym co się dzieje lokalnie, bo to żaden sekret, że nasi Zachodni sąsiedzi w restauracjach przyjmują tylko gotówkę. A poza tym wciąż jest wiele krajów, w których płatności elektroniczne dopiero raczkują.

Kolejne badania pokazują, że ludzie nie mogą się doczekać, kiedy będą mogli płacić zegarkiem lub opaską. Zresztą sam jako osoba dla której głównym systemem mobilnym pozostaje iOS czekam na Apple Pay w Polsce. Jednak nie wyobrażam sobie sytuacji, w której nie mogę pójść z banknotem do lokalnego sklepu, a pani mówi mi, że to nie działa — tylko karta. Podobnie dziwnie czuję się czytając o tym, że we wrocławskiej komunikacji publicznej zapłacimy wyłącznie zbliżeniowo. Jasne, większość z nas ma właśnie takie karty — ale nie raz i nie dwa moduły zbliżeniowe strzelały mi już focha w sklepie i ostatecznie musiałem skorzystać z tradycyjnego podejścia. Pomijam już fakt, że po kilku latach użytkowania karty, te… po prostu działają wyrywkowo. A zakładam, że kontroler biletów będzie miał w nosie to, że zawiodła technologia. Nie mam biletu, płacę mandat — proste.

Problemów przybywa szybciej, niż jesteśmy je w stanie rozwiązać

Współczesne technologie potrafią doprowadzić do problemów, o których jeszcze parę lat temu byśmy nie pomyśleli. Brak opcji płatności gotówką to ewidentnie jeden z nich — liczę jednak, że dość szybko zostanie rozwiązany. Problem pojawił się w Szwecji, ale nie jest wykluczone, że szybko przywędruje także do krajów, które wyjątkowo polubiły się z bezgotówkowymi płatnościami. Może to dobry czas by zacząć przeciwdziałać również lokalnie?

Grafika: 1, 2