34

Płacę, kombinuję i łamię prawo. Kiedy jesteśmy piratami, a kiedy nie?

VOD to jeden z najbardziej dynamicznie rozwijających się rynków w ostatnim czasie. To wcale jednak nie oznacza, że w Polsce wystarczyć zapłacić, by móc obejrzeć wszystko legalnie. Opowieść naszego Czytelnika to najlepszy przykład z możliwych.

Wszystko, oczywiście, zaczyna się od tego jednego, konkretnego tytułu, o którym ktoś nam opowie albo znajdziemy na jego temat informacje w Sieci. Wtedy rusza lawina poszukiwań danego serialu czy filmu, by móc go obejrzeć online – bo tak najwygodniej. Pomimo obecności kilkunastu różnych platform VOD w Polsce i coraz lepszych zewnętrznych usług pełniących rolę wyszukiwarki globalnej, natrafienie na niektóre z produkcji wcale nie jest łatwe i sam się o tym wielokrotnie przekonałem.

Sprawdzamy i oceniamy aplikacje mobilne czołowych VOD w Polsce

Coraz więcej VOD w Polsce, ale…

Część informacji i linków jest już nieaktywna w momencie wyszukiwania, ale cząstki danych pozostałych widoczne. Zdarza się też tak, że dany serial czy film jest dostępny, ale pod innym (polskim) tytułem i wyszukiwarki nie reagują na oryginalną frazę. Odnalezienie danego tytułu nie zawsze kończy poszukiwania, bo nie zawsze mamy aktywną subskrypcję w danym serwisie, nie odpowiada nam jakość lub dostępny język, a czasem chodzi najzwyczajniej w świecie o cenę dostępu.

To jest powrót, na jaki czekaliśmy. Recenzja premiery 2. sezonu „The Mandalorian”

Bywa też tak, że serial nie dotarł do Polski, a my bylibyśmy gotowi obejrzeć go w oryginalnej wersji językowej na innym serwisie. Taką platformą może być platforma VOD Amazon Prime Video (z ofertą wypożyczeń i sprzedaży). Właśnie tam spróbował swojego szczęścia nasz Czytelnik o imieniu Piotr.

Poszukiwania serialu, kombinowanie i dodatkowe koszty

Swą przygodę z zakupem serialu „Younger” na Amazonie opisał szczegółowo, dodając też informację o tym, że to nie on, a jego żona była zainteresowana konkretnym tytułem. Zwróciła się więc do niego z prośbą o odnalezienie produkcji online i dość szybko okazało się, że dostępne w Polsce serwisy go nie oferują. Łatwo udało się go namierzyć na Amazonie, gdzie koszt całego 1. sezonu wynosi równowartość 100 zł. Płatność odbywa się w dolarach i gdyby tylko przeliczanie walut było tutaj jakimkolwiek wyzwaniem, to cała sytuacja nie zwróciłaby zapewne niczyje uwagi.

Z rozmachem i z przytupem – na taką adaptację zasługuje „Król” Szczepana Twardocha

Podjęcie próby zakupu serialu spotkało się odmową, ponieważ do weryfikacji klienta na Amazon.com składającego cyfrowe zamówienie wymagana jest lokalna, amerykańska karta. Tę przeszkodę udało się pokonać dzięki uprzejmości znajomego Piotra, natomiast dla uproszczenia rozliczeń nasz Czytelnik postanowił zainwestować w tak zwaną kartę gift card, która pozwala doładować konto w serwisie środkami, które będzie można użyć w trakcie transakcji zamiast karty kredytowej.

Chciałbym zapłacić, ale nie mogę. Amazon: nie chcemy twoich pieniędzy

To też nie jest oczywiście tak proste, jak można by sobie wymarzyć, ponieważ taka transakcja odbywa się najczęściej na serwisach aukcyjnych i tym podobnych albo mniej oficjalnych stronach. Wiem, bo sam kilkukrotnie przerabiałem taki scenariusz w przypadku innych VOD, np. amerykańskiego iTunes i zakupów w tamtym sklepie. Można, ale trzeba się nakombinować. Piotr zaznacza, że przy większości tych działań niezbędny był VPN (kolejny koszt, o ile już go nie mamy wykupionego), natomiast cena serialu wyniosła około 100 zł.

Powtarza się, że „pirat to źle obsłużony klient” i w takich okolicznościach trudno nie przyznać takiemu stwierdzeniu racji, podobnie jak rację przyznaję autorowi wiadomości wysłanej do redakcji. Chylę też czoło przed jego zawziętością i determinacją, które pozwoliły małżonce na swobodny seans. Gdyby to było możliwe, decyzja o zakupie zapadłaby szybciej i pieniądze popłynęłyby do lokalnej usługi, która występowałaby w roli pośrednika. Zamiast tego gotówka znalazła się w kieszeni innych osób, tylko pytanie o legalność takich praktyk wciąż pozostaje aktualne.

Czy łamania regulaminu to mniejsze piractwo?

Wszystko dlatego, że część działań podjętych krok po kroku, by sfinalizować transakcję, złamała regulamin usługi, z której korzystał. Nie jest rezydentem USA, nie płaci tam podatku, a ograniczenia regionalne omijał za pomocą VPN-a, gdyż bez niego cały proceder byłby dość szybko ukrócony. W e-mailu do redakcji zadaje więc bardzo dobre pytanie: Ja jestem przestępcą bo podstępem wsadziłem Amazonowi 100 zł nie żyjąc w USA i łącząc się po VPN (i pewnie łamiąc regulamin Amazona), a reszta osób oglądająca ten film online z nielegalnego źródła nie jest przestępcami w świetle polskiego prawa. Prawda, że paradoks? [z wypowiedzi wyciąłem nazwy znanych i popularnych serwisów z serialami i filmami, które nie działają legalnie]

Jest na co czekać! Netflix może nakręcić seriale aktorskie Cyberpunk i Splinter Cell

I Piotr, i ja, i Wy – wszyscy doskonale wiemy, że rynek praw do filmów i seriali jest niezwykle skomplikowany i wprowadzenie treści do oferty nie jest łatwe. Ale jeśli klient jest skory do zapłaty i godzi się na oryginalną wersję językową, to dlaczego nie pozwala mu się tego zrobić?

Opinii innej osoby na ten temat nie muszę daleko szukać, bo osobiście wielokrotnie napotykałem te same bariery i problemy, gdy marzył mi się seans właśnie debiutującego serialu lub klasyka, którego pojawienie się w ofercie polskich VOD graniczy z cudem. Czy na przykład posiłkowanie się amerykańską ofertą sklepu iTunes, gdzie znajdziemy wiele niedostępnych w Polsce filmów, a także seriale, które nad Wisłą w ogóle nie istnieją w katalogu sklepu, jest piractwem? Czy brak dostępu do danych treści upoważnia nas do sięgnięcia po nielegalne sposoby albo zostawiania pieniędzy  w zagranicznych usługach, które wcale tych pieniędzy nie chcą, podczas gdy my musimy przepłacać i kombinować?