13

To jest powrót, na jaki czekaliśmy. Recenzja premiery 2. sezonu „The Mandalorian”

the mandalorian 2 sezon recenzja
"The Mandalorian" wraca z 2. sezonem i już na samym początku otrzymujemy pigułkę tego, w czym ten serial jest najlepszy. Witam na dziki zachodzie... galaktyki! Tak, jest też Baby Yoda.

Pierwszy sezon serialu zachwycił nas swoim klimatem, a także świetnym ulokowaniem historii głównego bohatera w uniwersum. Doskonale wiemy, w jakim okresie rozgrywa się akcja i z jakimi czasami mamy do czynienia, ale twórcy „The Mandalorian” nie przesadzają z zapożyczeniami znanych postaci czy lokalizacji. To odrębna, by nie powiedzieć marginalna opowieść, którą z przyjemnością śledzi się mając z tyłu głowy wiedzę na temat całego uniwersum. Bez niej seans jest odrobinę mniej satysfakcjonujący, ale także wtedy ogląda się go świetnie.

Oceniamy premierę 2. sezonu „The Mandalorian”

Jeszcze bardziej uwidacznia się to w otwarciu 2. sezonu „The Mandalorian”, gdy wracamy do Mandalorianina w miejscu, gdzie pozostawiliśmy go w finale poprzedniej serii. Nadal kontynuuje on poszukiwania pobratymców Baby Yody, a by to się udało będzie potrzebować pomocy. Nie wszyscy będą skorzy do okazania mu wsparcia w jego staraniach, dlatego Mando będzie zmuszony użyć siły, ale w niektórych sytuacjach potrafi zachować się jak należy – nie dąży do eskalacji przemocy, jest gotowy pomóc innym. Decyduje się na takie działania spotkawszy na swojej drodze innego Mandalorianina (tutaj czeka Was inna niespodzianka, której nie zdradzę). Wspólnie z nim oraz innymi postaciami (doskonale znanymi dla fanów Star Wars) ruszają na łowy. Już w połowie odcinka wiemy, z czym mamy do czynienia.

„The Mandalorian” to western w świecie Star Wars

Jeśli do tej pory nie zdążyliście się przekonać, że „The Mandalorian” jest z założenia westernem w świecie Gwiezdnych Wojen, to pierwszy odcinek 2. sezonu jest tego najlepszym przykładem. Historia o samotniku dążącym do celu, który odwiedza niewielkie mieściny i spotyka na swojej drodze potencjalnych sojuszników, którym nie do końca ufa to kwintesencja takiej produkcji. Ciekawy pomysł na historię ponownie współpracuje z realizacją na solidnym poziomie, choć miejscami widoczny jest niewygórowany budżet – niektóre sceny i efekty specjalne nie tyle sprawiają wrażenie tandetnych, o ile rzucają się w oczy. W pełnometrażowych Gwiezdnych Wojnach takie wykonanie by nie przeszło, tutaj musimy się pogodzić z pewnymi ograniczeniami.

Efekty specjalne na plus, fabuła ociera się o schemat

Nie zrozumcie mnie jednak źle – nieco mniej dokładne efekty nie sprawiają, że serial znacząco traci na atrakacyjności. Mieliśmy z tym do czynienia już w poprzednim sezonie i nie jest to coś, co widzom przeszkadza. Co ciekawe, nie dotyczy to wszystkich scen, a miejscami widać większe możliwości twórców – scena starcia z dużych rozmiarów stworem wypadła bardzo dobrze i ewidentnie pochłonęła sporo zasobów. W tym miejscu nie można się do niczego przyczepić.

Muszę jednak wspomnieć o czymś, co zaczyna mnie delikatnie niepokoić w kontekście przyszłych odcinków. Aż nadto widoczne staje się korzystanie z gotowego schematu na historię, gdzie Mando mniej lub bardziej chętnie zgadza się pomagać innym, by osiągnąć swój cel. Czasem jest to niezbędne, ale czasem są inne wyjścia. Jedni mogą powiedzieć, że to konsekwencja, ja napiszę, że to szablonowość. Tym bardziej, że nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to działanie mające na celu wydłużenie czasu trwania opowiadanej (w ramach odcinka i całego sezonu) historii.

To jest powrót, na jaki czekaliśmy, bo przecież to dopiero początek 2. sezonu „The Mandalorian”

Jeśli „The Mandalorian” podobał Wam się do tej pory, to dzisiejsze otwarcie 2. sezonu na pewno przypadnie Wam do gustu. Otrzymujemy blisko godzinny odcinek, który serwuje dokładnie to, co polubiliśmy w tym serialu, ale zrealizowaną z większym rozmachem klimatyczną, nieznaną do tej pory opowieść w znanym świecie. Na niektóre kwestie trzeba przymknąć oko, by w pełni cieszyć się seansem, ale cieszę się, że „The Mandalorian” wrócił i ponownie zabiera nas w swoją podróż po galaktyce. Nawet, a może przede wszystkim, jeśli odwiedzamy znane z innych okoliczności planety i postacie.

Zdjęcia: starwars.com