26

Sorry Warszawo, ale to Poznań ma najlepszą w Polsce imprezę dla graczy

Wstyd się przyznać, ale to był mój pierwszy raz na PGA. Poznańskie targi okazały się jednak imprezą o wiele ciekawszą i znacznie bardziej zróżnicowaną niż warszawski odpowiednik (Warsaw Games Week, dla niewtajemniczonych). Dlaczego?

Piątek na PGA upłynął względnie spokojnie, a to głównie dlatego, że nie było tutaj jeszcze takich tłumów. Prawdziwego oblężenia wystawcy spodziewali się w sobotę i niedzielę. Nie sądzę jednak, aby panował tutaj większy ścisk – w halach znajduje się bowiem jeszcze masa wolnego miejsca. To oznacza, że PGA może śmiało się rozrastać w najbliższych latach i zapraszać nowych wystawców. Lokalizacja zdecydowanie na to pozwala.

Stoiska oczywiście były zdominowane przez stanowiska do grania. W strefie Xboksa mogliśmy grać w Forzę, Gearsy i inne. W strefie PlayStation był VR. Blizzard się wystawił z Overwatchem, Techland z Shadow Warrior 2 i WRC 6, CDP.pl z m.in. Farming Simulator 17 (co promowano wielkim traktorem na stoisku) – mógłbym tak wymieniać długo. Mówiąc w skrócie – jeżeli ktoś wybierał się na PGA, żeby spędzić dzień na graniu, z pewnością nie mógł czuć się rozczarowanym.

A to zaledwie jedna strona medalu. Druga to te wszystkie stoiska firm z branży hardware, gdzie oddawano nam do dyspozycji nowoczesne laptopy i topowe akcesoria gamingowe. Tam też oczywiście można było grać.

Mnie szczególnie mocno urzekła hala indie, gdzie małe studia deweloperskie i wydawcy prezentowali swoją twórczość. Dziesiątki małych, zajmujących co najwyżej kilka(naście) metrów kwadratowych stoisk tworzyło niesamowity klimat. Twórcy chętnie podchodzili do gości oraz opowiadali o swoich pomysłach, ambicjach i planach. Można było tutaj znaleźć prawdziwe perełki, którym poświęcę nieco miejsca w osobnych artykułach. Co bardzo ciekawe, to właśnie tutaj mogliśmy znaleźć największą liczbę gogli VR. Tuż obok, tak dla kontrastu, znajdowała się natomiast strefa retro ze starymi komputerami, kineskopowymi monitorami i klasykami z lat ’80 i ’90.

Dla kilku firm PGA stało się miejscem sprzętowych premier. HyperX ogłosił tutaj rozszerzenie oferty o nowe słuchawki – Cloud Stinger – a także pierwszą w swojej historii klawiaturę – Alloy FPS. Pierwszy z produktów zalicza się do kategorii entry-level i jest wyceniany na 249 złotych. Drugi to natomiast już raczej górna półka. Klawiatura ma być idealnym wyborem dla fanów strzelanek. Oparto ją na przełącznikach Cherry MX Blue oraz wyposażono w aluminiową podstawę. Całość ma minimalistyczny i kompaktowy design.

SteelSeries na PGA również prezentowało słuchawki. Firma rozszerza ofertę o serię Arctic, na którą składają się trzy modele: 3, 5 oraz 7. Dwa pierwsze są przewodowe. Trzeci wykorzystuje Bluetooth. Wszystkie oparto na tych samych, 40-milimetrowych przetwornikach, które można było znaleźć w modelu Siberia 840. W przeciwieństwie do niego, nowe headsety cechuje bardzo minimalistyczny i elegancki design, co pewnie znajdzie wielu sympatyków.

I znowu – to zaledwie drobny wycinek tego, co można było znaleźć na halach, bo wystawców było naprawdę wielu. Tu Creative, tam Hama, po drodze ASUS i Alienware, a gdzieś indziej LG i Samsung. Atrakcji nie brakowało.

Wisienką na torcie były rozgrywki e-sportowe. Rozstawiono sceny, na których rywalizowano m.in. w CS:GO. Oczywiście nie odbywało się to na taką skalę, jak na IEM, ale emocje i tak były ogromne. W strefie Twitcha (i nie tylko tam) pojawiali się natomiast youtuberzy, którzy przyciągali rzesze fanów. Wcale nie przesadzam – podejrzewam, że Leo Messi miałby problem przyciągnąć tylu fanów, ilu zbierało się wokół zaproszonych przez firmy vlogerów. Wciąż nie potrafię pojąć tego fenomenu, a chyba powinienem…

Oczywiście nie da się ukryć, że PGA to przede wszystkim komercyjna impreza. Czułem to na każdym kroku – czy też właściwie z każdą ulotką, którą dostawałem od krążących po halach hostess. Wystawiały się bowiem tutaj też sklepy: MediaMarkt, Morele.net, Zadowolenie.pl, X-Kom. W ich strefach można było znaleźć setki produktów (oczywiście gamingowych) – często w bardzo dobrych cenach. Do tego dodajmy mniejsze stoiska z koszulkami i gadżetami dla geeków, a otrzymamy dziesiątki okazji do wydania pieniędzy. Ale to chyba nikogo nie dziwi.

Dlaczego PGA wydaje mi się o wiele bardziej interesującą imprezą niż Warsaw Games Week? Bo jest zróżnicowane. W Warszawie mieliśmy trzech wielkich organizatorów (Microsoft, Sony i Cenegę) plus kilka mniejszych firm. Tutaj szanse są o wiele bardziej wyrównane – nawet najmniejsi mieli swoje pięć minut i kilka metrów kwadratowych, na których pokazywali to, nad czym pracują. Targów nie zdominowały Xboksy i PS VR, dzięki czemu tak naprawdę każdy mógł znaleźć tutaj coś dla siebie.

Nie zmienia to faktu, że, jako gracz, bardzo się cieszę co obecności obu imprez w kalendarzu. Każda z nich ma wiele do zaoferowania fanom i ogromny potencjał, który, mam nadzieję, będzie wykorzystywany w nadchodzących latach.