8

Miałem na nosie Nosulus Rift – największe dziwactwo T-Mobile Warsaw Games Week

Wirtualna rzeczywistość wiele ma twarzy... Przekonał się o tym dziś mój nos, kiedy miał do czynienia z grą South Park: The Fractured But Whole oraz kompletnie zwariowanym urządzeniem Nosulus Rift.

Nosulus Rift nie jest nowy – informacje o tym gadżecie krążą po sieci już od pewnego czasu. Nie ukrywam, że nie jechałem dziś na WGW z myślą o tym, by przetestować to szatańskie urządzenie. Kiedy jednak nadarzyła się już okazja, nie mogłem odmówić.

Czym jest Nosulus Rift? Jest to specjalna maska na nos, którą podłączamy do komputera. Maska jest kompatybilna z grą South Park: The Fractured But Whole i ma zapewniać nam doznania związane z zapachem. Gdyby to była inna produkcja, zapewne mielibyśmy do czynienia tutaj z przyjemnym aromatem kwiatów (ewentualnie przyjemne drażniącym nozdrza aromacie ołowiu, napalmu czy trotylu). Tak jednak nie jest i wąchamy… bąki.

Zanim pojawią się głosy oburzenia, pragnę podkreślić – gramy w South Park. To ten sam South Park, który niejednokrotnie był krytykowany za kontrowersyjny, czarny i wykraczający daleko poza standardy dobrego smaku humor. Gdy zatem pojawiła się koncepcja Nosulus Rift, Ubisoft był raczej sceptyczny, a twórcy South Parka zachwyceni. Tak zatem, w wyniku dłuższego przyczynowo-skutkowego ciągu zdarzeń wylądowałem na Warsaw Games Week z taką oto maską i padem od Xboksa. Po wciśnięciu „X” zaczęły dziać się cuda… Sami zobaczcie.

To faktycznie czuć. Zapach był naprawdę odrażający i bliski do rzeczywistości (ozastosowanie tegu typu eufemizmu, w żaden sposób nie odzwierciedla moich doświadczeń…). Co gorsza, mocno zapada on w pamięć. Wracając z targów, ciągle zdarzało mi się go poczuć. Jedząc kolację… ciągle go czułem. Zapewniam, że to nic przyjemnego.

Nie łudźcie się, że za chwilę w każdej grze Ubisoftu pojawią się tego typu rozwiązania. Nosulus Rift jest produktem typowo marketingowym i stworzonym właśnie z myślą o takich imprezach, jak T-Mobile Warsaw Games Week. Nie będzie dostępny w sprzedaży i nie otrzymają go nabywcy gry. Może to i lepiej, bo ludzka kreatywność bywa niebezpieczna.