Felietony

Normalizacja patodeweloperki to rak naszych czasów

Krzysztof Rojek
32

Mieszkania w których nie możesz nawet rozprostować rąk to nie mit. To patodeweloperka, która dziś już nie wstydzi się tego, co robi.

Na samym początku chciałbym zaznaczyć jedno - nie jestem deweloperem, ani też - ekspertem od prawa budowlanego. Dlatego też w tym wpisie nie znajdziecie odwołania do konkretnych ustaw czy też - zaawansowanych elaboratów na temat chociażby kosztów postawienia współczesnego budynku mieszkaniowego.  Jednocześnie jednak, jestem osobą, która jakiś czas temu szukała "własnego M" (na szczęście z sukcesem), więc domyślacie się, że moje zainteresowanie obecnym rynkiem mieszkaniowym w Polsce jest naturalnie dosyć duże. A interesując się tematem nie ma szans, by wcześniej czy później nie natknąć się na to, co w ogólnym rozumowaniu nazywa się "patodeweloperką"

Patodeweloperka - skąd w ogóle się wzięła?

Mieszkanie to dobro podstawowe. Nie ważne, z jakiej strony politycznej ceny stoimy, nie można się nie zgodzić, że mieszkanie to centrum naszego życia i podstawa do poczucia bezpieczeństwa i jakiegokolwiek myślenia o takich rzeczach jak np. założenie rodziny. Jednocześnie jednak - dzisiejsze warunki ekonomiczne powodują, że tak naprawdę mało kogo stać na kredyt hipoteczny (w momencie pisania tego tekstu całkowity koszt kredytu na 500 000 to 1 500 000, a więc musimy oddać bankowi okrągły milion), a i wcześniej, kiedy stopy procentowe szorowały po dnie, nie było z tym różowo. Dlatego im tańsze mieszkania, tym lepsze.

Jednocześnie - deweloperzy wiedząc, że popyt na mieszkania będzie "tak czy siak", nie mają oporów, by maksymalizować swoje zyski. A maksymalizują się, tworząc budynki maksymalnie wypełnione mieszkaniami. Na początku były to "tylko" mieszkania w dziwnych, i zupełnie nieustawnych kształtach, jednak od jakiegoś czasu widać wyraźny trend na zmniejszanie powierzchni mieszkań, zwiększając tym samym liczbę potencjalnych nabywców, a co za tym idzie - zyski. To jednak jest bardzo prosta droga do nadużyć, które dziś dosłownie charakteryzują rynek mieszkań.

Patodeweloperka, czyli jak bardzo możemy upodlić człowieka

Zanim przeprowadziłem się do swojego mieszkania, miałem "przyjemność" mieszkać w dwie osoby w mieszkaniu o powierzchni... 17 m2. Jestem więc żywym przykładem na to, że jest to możliwe i nie stanowię chóru osób które twierdzą, że takie warunki są "nie do życia". Jednocześnie jednak do białości wpienia mnie fakt, że dzisiejsi deweloperzy i biura nieruchomości próbują nam wmówić, że jest to swego rodzaju norma i że tworzenie takich lokali jest po prostu OK.

Nie. Nie jest. I nie będzie.

Krew mi się gotuję, kiedy widzę ogłoszenia, w których deweloper bez mrugnięcia powieką sprzedaje "mikroapartament" o powierzchni 14 m2 za cenę 16 tys/m2. O kompletnej i absurdalnej patologii jaką jest mieszkanie 8 m2 już nawet nie chcę wspominać. Nie, to nie są warunki w których można żyć, co najwyżej można tam "przetrwać". A ze względu na to, że zapotrzebowanie na mieszkania, czy to do kupna, czy tez do wynajęcia, zawsze będzie, to znajdą się osoby, dla których zredukowanie życia do "przetrwania" będzie jedyną opcją. Jaki inny powód, iż to, że ktoś i tak to kupi, skłoniłby dewelopera do stworzenia mieszkania o powierzchni 2,5 m2 (pomijając fakt, że największe mieszkanie na piętrze ma 13 m2)?

Źródło: https://www.facebook.com/Patodeweloper

To co jednak mnie wpienia to, próba normalizacji takiego "standardu"

Obok tego, co dzieje się na rynku mieszkań ciężko przejść obojętnie. Jednak deweloperzy widząc, że za takie działania nie spotyka ich kompletnie żadna kara, zdecydowali się iść o krok dalej. Nie wiem czy zauważyliście, ale mikromieszkania w przekazie reklamowym to dziś nie absolutna ostateczność, żeby przetrwać, ale luksus, którego powinniśmy pożądać. Stwierdzenie "mikroapartament" nie wzięło się znikąd. Hitem są reklamy takich małych przestrzeni. Twittera podbija obecnie ta, która została zamieszczona przez Manufakturę Mieszkań i w której pani zachwalająca życie w małym mieszkaniu sama z braku miejsca by normalnie odsunąć krzesło zahacza o stół podczas wstawania.

Oczywiście, nie mam nic do materiałów pokazujących, jak żyć w małym mieszkaniu i ba - są one często bardzo pomocne i ciekawe. Jednak te wartościowe odróżnia jedna, główna rzecz, a mianowicie - ich twórcy wykazują się zrozumieniem dla sytuacji, wiedząc, że taka aranżacja wynika z konieczności.

Deweloperzy natomiast, mając za plecami statystyki sprzedaży, wykazują się nie raz olbrzymią butą i arogancją. Przykładem niech będzie tu warszawski Hong Kong, czyli kompleks Bliska Wola, gdzie na argumentację o patodweloperce, właściciel J.W. Construction odpowiedział "(...) Mam wrażenie, że krytyka płynie przede wszystkim od tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na mieszkanie w mieście".

Przypominam, że minimalna wielkość nowego mieszkania w Polsce to 25 m2

Ja miałem szczęście. Nie każdy je ma

Oczywiście -  w Polsce mamy wolny rynek i nikt nikomu nie przystawia do głowy pistoletu i nie każe kupować małych lokali z których możemy przeskoczyć na balkon do sąsiada. Ja miałem szczęście z kupnem mieszkania, jednak patrząc na to co się dzieje obecnie na rynku i śledząc, nawet bardzo pobieżnie, relację ludzi którzy dziś szukają "własnego M", mam wrażenie, że bez jakichś większych regulacji rynek może bardzo szybko przejawiać jeszcze bardziej patologiczne cechy. Z tematu fajnie się żartuje i powstają z tego tytułu śmieszne memy, ale to niestety w dużym stopniu może wpłynąć na to, jak będą wyglądało życie w naszym kraju w przyszłych latach. A zauważcie, że póki co mówimy tu tylko o mikromieszkaniach, bez poruszania takich zagadnień jak patologiczne dogęszczanie zabudowy, brak infrastruktury drogowej w obrębie nowych osiedli, jakości wykonania samych budynków czy chociażby mieszkań wpychanych "na siłę" o w których słowo "nieustawne" jest dużym niedopowiedzeniem.

Dlatego z niepokojem patrzę na to, co za chwilę stanie się na rynku. Jeżeli bowiem 8 m2 to dziś mikroapartament, nie chcę widzieć co za 5 lat będzie nazywane normalnym mieszkaniem.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu