Recenzja

Oral-B iO9 - szczoteczka do zębów której jedyną wadą jest cena

Kamil Świtalski
39

Szczoteczka do zębów - przedmiot codziennego użytku, po który sięgamy kilka razy dziennie. Jaka musi być? Ładna? Niekoniecznie. Efektywna? Jak najbardziej. W końcu chodzi o naszą higienę i zdrowie. Czy szczoteczka do zębów musi być elektronicznym gadżetem? No nie, nie musi. Ale kiedy zaserwujemy szczoteczce do zębów nowoczesne rozwiązania technologiczne, okazuje się że możemy uzyskać spektakularne efekty. Problemem tylko jest... cena.

Elektryczne szczoteczki Oral-B towarzyszą mi... właściwie od zawsze. Doskonale pamiętam pierwsze modele, zakupione przez rodziców wiele lat temu. To marka której nikomu przedstawiać raczej nie trzeba - co ciekawe, firma regularnie udoskonala swoje flagowe urządzenia. Ich elektryczne szczoteczki do zębów zmieniały się na przestrzeni lat, a kilka tygodni temu firma zaserwowała nam kompletną nowość: magnetyczną szczoteczkę nowej generacji. Od kilku tygodni szczotkuję zęby Oral-B iO9 - co to za sprzęt, co się zmieniło i... co warto o nim wiedzieć?

Oral-B iO9 - magnetyczna szczoteczka do zębów, pierwsze wrażenie

Oral-B od lat serwuje swoje szczoteczki jako produkty premium. I bez wątpienia zestaw z iO9 także do takiego należy. W zestawie który trafił w moje ręce poza szczoteczką do zębów i ładowarką znalazły się jeszcze: niewielkie pudełeczko na końcówki (dwie) oraz etui podróżne (z dedykowaną mu ładowarką). Szczoteczka w ciemnych barwach prezentuje się naprawdę dobrze — i jest miłą odmianą po latach korzystania wyłącznie z białych produktów tej kategorii. Jak można się spodziewać - tworzywa z których wykonana została nowa szczoteczka są solidne, no i nie ukrywam że bardzo ucieszyła mnie inna, niż ta z której dotychczas korzystałem, technologia ładowania. Tutaj podstawka oparta jest o magnesy - fajna zmiana. Podobnie jak niewielkich rozmiarów ekran OLED i opcja zmiany podświetlenia szczoteczki, które fajnie kontrastuje z czarną obudową.

Uruchamiasz i działa, po prostu

Szczoteczka do zębów to nie konsola do gier, to nie smartfon, to nie komputer. Tutaj nie trzeba niczego konfigurować, po wyjęciu z pudełka można nałożyć końcówkę i od razu zabrać się za mycie zębów. Możemy połączyć urządzenie z telefonem (o czym więcej za chwilę), ale nie musimy. Na wbudowanym w szczoteczkę ekraniku wybieramy tryb mycia (do naszej dyspozycji mamy: codzienne czyszczenie, delikatne czyszczenie, głębokie czyszczenie, pielęgnację dziąseł, pielęgnację języka, super delikatne czyszczenie, wybielanie), a także - jeżeli mamy ochotę - możemy zmienić kolor podświetlenia w ustawieniach.

Po uruchomieniu szczoteczki - na ekranie cały czas odliczany jest czas, dzięki któremu wiadomo, ile już myjemy zęby. Kiedy szczoteczka jest włączona - aktywne jest także podświetlenie. Ma ono jednak więcej walorów, niż wyłącznie te estetyczne. Dzięki czujnikowi nacisku wiemy, kiedy odpowiednio mocno dociskamy szczoteczkę do zębów (zielone światełko), a kiedy robimy to... za mocno (czerwone światełko).

Kultura pracy i nowe technologie

Jako że było to moje pierwsze zetknięcie z magnetyczną szczoteczką do zębów, byłem dość zaintrygowany technologią która stoi za tak cichym urządzeniem. Bo nie ukrywam, że na pierwszy rzut oka to największa (obok innego koloru i nowoczesnego wyświetlacza) zmiana w szczoteczce. Producent ochoczo opowiada o rewolucyjnym napędzie, który napędza szczoteczkę Oral-B iO9. To liniowy, beztarciowy, napęd magnetyczny, który dba o to, by możliwie jak najbardziej efektywnie gospodarować zasobami energii. Inżynierowie stojący za nową magnetyczną szczoteczką do zębów mieli zadbać o to, by cała energia trafiała tam, gdzie jest potrzebna - bezpośrednio na końcówkę szczoteczki, która pozwala dokładnie wyczyścić całą jamę ustną: od zębów, przez szczeliny, dziąsła oraz język. Ale poza wibracjami, szczoteczka wciąż się rusza.

Testując szczoteczkę postanowiłem odłączyć ją od prądu i zobaczyć, na jak długi urlop można wyjechać pakując ją w etui podróżne bez konieczności zabierania ze sobą ładowarki. W pełni naładowany akumulator Oral-B iO9 pozwolił mi na 22 cykle codziennego czyszczenia (warto mieć na uwadze, że inne potrafią być bardziej zasobożerne), które trwały po 2-3 minuty. Wydaje mi się, że to w pełni satysfakcjonujący wynik - na tych krótszych wyjazdach nie ma powodu, by zaprzątać sobie głowę kablami do ładowania. Ale jako że urządzenie działa tak długo na jednym ładowaniu, podchwytliwa może być konieczność... zadbania o to, by nie zapomnieć naładować sprzętu ;-).

Skoro technologie, to nie mogło też zabraknąć... aplikacji, a jakże!

Nie będę ukrywał, że choć na co dzień jestem gadżeciarzem, to... nie uważam, aby wszystkie przedmioty życia codziennego potrzebowały aplikacji, zbierania danych, statystyk itd. Poprzednia szczoteczka Oral-B z której korzystałem potrafiła już łączyć się ze smartfonem, był nawet specjalny chwytak na telefon... i po przetestowaniu nowinki i ciekawostki, nie powiem, bym korzystał z niej specjalnie często. Tutaj nie ma żadnych szalonych konstrukcji, aplikacja jest dużo bardziej intuicyjna i przydatna - ale czy będę z niej korzystał częściej? Wątpię - i nawet synchronizacja danych z applowskim Zdrowiem mnie do tego nie przekonuje.

Ale muszę pochwalić producentów za to, że pozwalają skorzystać z aplikacji bez konieczności zakładania jakichkolwiek kont. Parowanie urządzenia jest dziecinnie proste, a kiedy mamy to już za sobą... możemy umyć zęby z aplikacją. Co to oznacza w praktyce?

Dzięki zestawowi czujników, aplikacja podpowiada które strefy górnej i dolnej linii zębów zostały poprawnie umyte. Po takim zarejestrowanym myciu, możemy zbierać dokładne dane w aplikacji, a twórcy zaimplementowali także mechanizmy grywalizacyjne, żeby... mycie zębów było... przygodą?

O ile to niekoniecznie zabawa dla mnie, o tyle opcja ustawienia automatycznego powiadomienia ze strony aplikacji o tym, że najwyższy czas na wymianę końcówki w szczoteczce to fajna sprawa. Zresztą oprogramowanie w testowanej przeze mnie wersji (na iOS) działa naprawdę bezbłędnie - i trudno się do czegokolwiek przyczepić. Aplikacja jest przejrzysta, łatwa w obsłudze, a komunikacja ze szczoteczką jest naprawdę bezbłędna.

Oral-B iO9 robi świetne pierwsze wrażenie

Nie będę ukrywał - Oral-B iO9 to sprzęt z najwyższej półki, który zrobił na mnie ogromne pierwsze wrażenie. Byłem (bardzo pozytywnie) zaskoczony długim czasem pracy na jednym ładowaniu, designem, magnetyczną ładowarką — a także kulturą pracy ściśle związaną z nową technologią szczoteczki Oral-B. Aplikacja - choć w moim subiektywnym odczuciu to po prostu bajer - została przygotowana z dbałością o najdrobniejsze szczegóły i działa jak należy, bez żadnych dodatków, bez konieczności korzystania z kamery, bez problemu.

Niestety, jak za wszystkie nowinki, za tę również przyjdzie słono zapłacić. Za zestaw o którym mowa, według Ceneo, trzeba zapłacić blisko 1500 złotych — a dodatkowe końcówki to koszt co najmniej 40 złotych. Uważam, że to dużo - i tak naprawdę to największa wada opisywanego modelu. Na tę chwilę nie mogę też nic powiedzieć na temat trwałości samego urządzenia - jak wiadomo, stare mechanizmy były... niemalże nie do zdarcia, a przynajmniej moje doświadczenia z nimi są takie, że wystarczają na długie lata. Drugą wadą jest brak oznaczeń dla końcówek, co w moim odczuciu czyni ten sprzęt bardziej osobistym niż rodzinnym.

Jeżeli jednak nie odstrasza was cena, jesteście ciekawi nowej technologii Oral-B w najświeższym wydaniu, szukacie nowoczesnej szczoteczki którą sparujecie ze smartfonem i będziecie mogli śledzić wasz progres... będziecie zadowoleni.

Oral-B iO9 - plusy i minusy
plusy
  • nowa, magnetyczna, technologia
  • łatwe parowanie z aplikacją
  • długi czas pracy na jednym ładowaniu
  • kolory do wyboru
minusy
  • cena
  • brak oznaczeń końcówek kolorami, jak w starszych modelach szczoteczek firmy

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: