50

Opłatę audiowizualną uiszczą nawet ci, którzy nie mogą oglądać telewizji?

Na hasło „opłata audiowizualna” reaguję nerwowo i chyba nie jestem wyjątkiem. Pomysł co najmniej kontrowersyjny i napiszę wprost, że nie trafiają do mnie argumenty zwolenników/propagatorów nowego podatku. Do samej idei nie zamierzam jednak wracać, ponieważ już poświęciłem jej wpis. Warto jednak poszerzyć go o pewną „ciekawostkę”. Otóż na opłatę audiowizualną może się zrzucić nawet milion […]

Na hasło „opłata audiowizualna” reaguję nerwowo i chyba nie jestem wyjątkiem. Pomysł co najmniej kontrowersyjny i napiszę wprost, że nie trafiają do mnie argumenty zwolenników/propagatorów nowego podatku. Do samej idei nie zamierzam jednak wracać, ponieważ już poświęciłem jej wpis. Warto jednak poszerzyć go o pewną „ciekawostkę”. Otóż na opłatę audiowizualną może się zrzucić nawet milion Polaków, którzy… nie odbierają sygnału cyfrowej telewizji naziemnej. Przy nich czuję się wyróżniony.

Cyfryzacja telewizji to temat, który towarzyszył nam przez kilka ostatnich lat. Wiązało się to z przeróżnymi historiami (nierzadko problemami), ale ostatecznie proces został zamknięty i Polska wkroczyła w erę cyfryzacji, jak ujął to Jan Dworak, przewodniczący KRRiT. Nad Wisłę zawitała cywilizacja przez duże C. Okazuje się jednak, że nie dotarła do wszystkich: nawet milion Polaków może mieć problem z odbiorem sygnału cyfrowego. Dotyczy to przede wszystkim mieszkańcy rejonów górskich, do których nie dociera sygnał nadawany przez nadajniki naziemne.

W efekcie realizowanego przez polskie władze przechodzenia wyłącznie na sygnał cyfrowy telewizji naziemnej w lipcu ubiegłego roku w Polsce pojawiły się miejsca, w których z przyczyn technicznych ten sygnał nie dociera. Według ekspertyz UKE problem ten dotyczyć może nawet do 490 000 osób w przypadku nadajnika MUX 1, 581 000 osób w przypadku MUX 2 i 214 000 w przypadku MUX 3. Jest tak zwłaszcza na obszarach górskich, w południowych województwach. Ponadto 3 proc. Polaków nie może odbierać regionalnej telewizji publicznej. Według Roszkowskiego rozwiązaniem tej sytuacji jest doświetlenie przez satelitę. [źródło]

Przywołany przed momentem Marcin Roszkowski to prezes Instytutu Jagiellońskiego. Zwraca on uwagę na dwa problemy. Pierwszy już zasygnalizowano: nie ma sygnału, trzeba zrobić coś, by uzupełnić braki i wyeliminować białe plamy na mapie. Sensownym rozwiązaniem wydaje się być zaproponowane skorzystanie z cyfryzacji satelitarnej i uzupełnienie nią braków. To wiązałoby się jednak z kosztami po stronie odbiorców, ponieważ konieczna jest inwestycja w odpowiedni sprzęt. Kto ma je ponieść? Zdania będą pewnie podzielone, ale w tym momencie warto przedstawić kolejny problem: chociaż rzesze ludzi nie mogą korzystać z dobrodziejstw cyfryzacji, to i tak będą musieli uiszczać opłatę audiowizualną. Wszak w zamyśle ministerstwa to powszechny podatek.

Narzekałem swego czasu na to, że będę musiał płacić za możliwość korzystania z „dóbr” serwowanych przez media publiczne. Teraz powinienem się chyba cieszyć i dziękować za to, że w ogóle mogę je oglądać – jeśli nic się nie zmieni, to rzesza Polaków zapłaci, a przy tym nie będzie nawet miała owej możliwości. To jest powód do irytacji. Ludzie ci będą przynajmniej mieli poczucie, że zrobili coś dobrego dla kraju, reszty obywateli, którzy teraz mogą się cieszyć telewizją dobrej jakości. Bo przecież dostaniemy takową, gdy zaczną do niej płynąć wartkim strumieniem nasze pieniądze…

PS Problem z transmisją rozpoczęcia Mundialu miała tylko nasza telewizja czy faktycznie była to wpadka w całej Europie?

Źródło grafiki: YouTube