83

Opłata audiowizualna, czyli nowy podatek. Idę w populizm

Na początku sierpnia w mediach zrobiło się głośno na temat tzw. „opłaty audiowizualnej”, która miałaby zastąpić abonament RTV. Nosiłem się wówczas z zamiarem napisania tekstu, dotyczącego nowego pomysłu, ale stwierdziłem, że przelałbym na klawiaturę i ekran komputera zbyt dużo negatywnych emocji i pewnie uderzyłbym w populistyczny ton, a tego lepiej unikać. Po kilku dniach nadal […]

Na początku sierpnia w mediach zrobiło się głośno na temat tzw. „opłaty audiowizualnej”, która miałaby zastąpić abonament RTV. Nosiłem się wówczas z zamiarem napisania tekstu, dotyczącego nowego pomysłu, ale stwierdziłem, że przelałbym na klawiaturę i ekran komputera zbyt dużo negatywnych emocji i pewnie uderzyłbym w populistyczny ton, a tego lepiej unikać. Po kilku dniach nadal jednak zgrzytam zębami na samą myśl o nowym podatku i postanowiłem podzielić się swoją irytacją.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego kończy swoje prace nad projektem ustawy medialnej i dzięki temu kwestie związane z przyszłością abonamentu stają się coraz bardziej klarowne. Pojawia się oczywiście sporo dobrych informacji: nie będzie wymagana rejestracja telewizorów, radioodbiorników, komputerów czy sprzętu mobilnego. Zniknie również sam abonament radiowo-telewizyjny. Na tym jednak kończą się pozytywy. W przyrodzie nic nie ginie i zniknięcie abonamentu będzie oznaczało pojawienie się nowej formy opłaty. I to takiej, przed którą nikt nie ucieknie.

Wspomniana już opłata audiowizualna wyniesie prawdopodobnie od 10 do 12 złotych miesięcznie od gospodarstwa domowego. Dla porównania: opłata abonamentowa to ponad 18 złotych miesięcznie. Sęk w tym, że wiele osób nie zrzucało się na funkcjonowanie mediów publicznych (z różnych powodów). Owe media wypominały to niepłacącym np. za pośrednictwem spotów, w których piętnowano polską awersję do abonamentu. Teraz nie będzie ucieczki przed opłatami – zapłacą wszyscy, ponieważ autorzy projektu ustawy zakładają, że każdy korzysta z jakiegoś urządzenia umożliwiającego odbieranie „dóbr” proponowanych przed media publiczne.

Muszę przyznać, że to jeden z najciekawszych i jednocześnie najśmieszniejszych elementów nowego pomysłu: opłata pobierana będzie za samą możliwość ściągnięcia sygnału radiowo-telewizyjnego. Możliwość. To nawet nie brzmi dobrze. Idąc tym tropem, można sobie zadać pytanie, czy w przyszłości ktoś nie wpadnie na pomysł, by kasować ludzi za inne „możliwości” (pole do popisu całkiem spore). Równie zabawnie brzmi to, iż ustawodawca walczy z tym, by do opłaty audiowizualnej nie przylgnęła łatka kolejnego podatku. Prawda jest jednak taka, że to nic innego jak nowy podatek. Skoro płacić ma każde gospodarstwo domowe (póki co nie wiadomo, do czego zostanie dorzucony ów podatek – prawdopodobnie padnie na energię elektryczną), to trudno sklasyfikować to inaczej.

Atutem zmian ma być to, iż zachowany zostanie system ulg oraz zwolnień z opłat. Pewnie ucieszyłbym się, gdyby jedna z ulg obejmowała swym zasięgiem osoby, które z mediów publicznych nie korzystają lub korzystają w stopniu minimalnym. Niestety, trudno będzie mi zaakceptować to, że zostanę zmuszony do wyłożenia stu kilkudziesięciu złotych rocznie na egzystowanie tworu, który od lat jedynie irytuje (to oczywiście moja opinia). Pewnie, że nie on jeden (mam tu na myśli zarówno inne stacje telewizyjne, jak i instytucje, na które zrzucać musimy się wszyscy), ale świadomość tego, że będę płacił za chłam (w zdecydowanej większości – są oczywiście wyjątki) tworzony przez media publiczne denerwuje mnie szczególnie.

Parlament zajmie się projektem nowej ustawy w przyszłym miesiącu (przynajmniej taki jest plan). Możliwe, że zmiany utkną tam na dłużej i to z przynajmniej kilku powodów (jednym z nich jest Komisja Europejska, która może uznać nową opłatę za niezgodną z prawem). Można zatem napisać, że widmo kolejnego podatku pozostaje jedynie widmem. W tej kwestii najbardziej nie boli mnie jednak fakt, iż będę musiał wydawać kilkanaście złotych miesięcznie, lecz to, w jak komiczny sposób próbuje się mnie zmusić (zapewne z powodzeniem) do finansowego wspierania np. TVP.

Tyle z zapowiedzianego populizmu. Teraz czekam na komentarze przekonujące, że abonament (lub opłata audiowizualna) jest potrzebny, że płacą go ludzie w prawie całej Europie albo, że jestem złodziejem, bo radyjko pewnie gra w pokoju i umila czas, więc trzeba za to zapłacić…;)

Źródło grafiki: andrewauthor.com