VOD

Recenzja "Obi-Wan Kenobi". Na ten serial z Gwiezdnych Wojen czekaliśmy 17 lat

3

Plotki i przecieki dotyczące produkcji o Obi-Wanie Kenobim sięgają wiele lat przed pojawieniem się Disney+. Zamiast filmu dostajemy jednak serial, którego dwa odcinki już widzieliśmy. Czy powrót tej postaci był dobrym pomysłem?

Jeżeli spojrzymy na odbiór nowszych filmów sagi Star Wars, zauważymy, że każdy ma własne stanowisko. Tylko oryginalna trylogia cieszy się nieskalaną opinią, choć zdaniem wielu "The Mandalorian" to najlepsze, co spotkało całe uniwersum od czasu trzech filmów George'a Lucasa. Pomimo obecności kilku znanych postaci, serial ten nie miał na swoich barkach takiego ciężaru gatunkowego, jak "Obi-Wan Kenobi". Najnowsza seria Disney+ skupia się na jednym z kluczowych i najbardziej lubianych bohaterów i zamierza opowiedzieć nieznaną wcześniej historię. Chyba wszyscy, którzy widzieli filmy, zastanawiali się, jak wyglądało życie Kenobiego w okresie pomiędzy "Zemstą Sithów" i "Nową nadzieją". Teraz mamy szansę uzupełnić braki w tej wiedzy.

Obi-Wan Kenobi powraca. Jak wypada nowy serial z Gwiezdnych Wojen?

Debiutujące w ten piątek dwa pierwsze odcinki pozwalają nam zajrzeć w codzienne życie byłego rycerza Jedi. Robi wszystko, by nie zwracać na siebie uwagi, pozbył się swojego świetlnego miecza i przybrał nowe imię. Gdy na jego drodze staje młodszy Jedi, bez namysłu kłamie i ukrywa swoją tożsamość. Wkrótce później radzi obcemu, by zrobił to samo, jeśli chce przetrwać. Za wszelką cenę unika kontaktu z tymi, którzy przeżyli Rozkaz 66, a 10 lat spędzonena ukrywaniu się, jedynie przyglądając się dorastaniu Luke'a, wpłynęło na niego tak bardzo, że odmawia nawet pomocy tym, którzy sądzili, że będą mogli na nim polegać. W obserwowaniu jego egzystencji nie ma miejsca na nudę. Przez cały czas mamy wrażenie, że za chwilę wydarzy się coś, co go ujawni i będzie musiał się bronić. Niemal wyczekujemy tego momentu, bo chcemy ujrzeć jednego z najlepszych Jedi w akcji. Nie jesteśmy jednak pewni, że sobie poradzi z takim zagrożeniem, jakie na niego czyha, więc jesteśmy rozdarci.

Akcja serialu "Obi-Wan Kenobi" nie rozgrywa się jednak tylko na jednej planecie i nie skupia się jedynie na tytułowym bohaterze. Twórcy przygotowali nam też wątek poboczny, który łączy się z głównymi wydarzeniami. Dzięki temu Kenobi opuszcza Tatooine i rusza na ratunek, dzięki czemu akcja przyspiesza, a my odwiedzamy nowe światy. To dość znane zagranie nie tylko dla fanów Star Wars, bo nowe lokalizacje zawsze były jednymi z kluczowych elementów procesu budowania uniwersum na ekranie, ale to nadal jest odświeżające i fascynujące. Tym bardziej, że produkcja stoi na wystarczającym poziomie technicznym, by nowe planety nas nie rozczarowały. Zauważalne jest częste korzystanie z wirtualnego planu zastępującego green screen, a całkowite uniknięcie CGI nie było możliwe i można je w kilku miejscach zauważyć. Nie odbiera to jednak frajdy z seansu.

To jedynie wstęp do historii Obi-Wana, ale już narobił nam apetytu

Początek tej historii nie wrzuca nas w środek dynamicznej akcji (oprócz sceny otwierającej serial), lecz umożliwia spokojne wdrożenie się panującą sytuację. Inkwizytorzy odwiedzają kolejne planety w poszukiwaniu niedobitków po Rozkazie 66, ale jasne jest, że nie liczą na schwytanie Obi-Wana. Takie ambicje ma tylko jedna z nich i będzie gotowa uknuć nie lada intrygę, by wywabić go z kryjówki. Taki brak spójnego frontu wśród Inkwizytorów dobrze się ogląda, bo pokazuje, że nie zawsze działają jednomyślnie. Jednocześnie daje to szansę urosnąć nowym postaciom do rangi głównych bohaterów w uniwersum, które jest stale rozbudowywane.

Wielkiego Inkwizytora, znanego z "Rebeliantów", po raz pierwszy widzimy w aktorskiej wersji i wiem, że tutaj zdania będą podzielone, bo jego wygląd nie jest chyba do końca tym, na co liczyliśmy. Ewan McGregor wypada znakomicie jako Kenobi - widać, że pamięta swoją rolę sprzed lat, ale zdaje sobie sprawę, że teraz do zagrania ma jednak co innego. Jest powściągliwy, każdy gest i grymas są niezwykle ważne, a w scenach akcji przypomina wcześniejsze dokonania. Nikt inny nie mógł stanąć przed kamerą jako Obi-Wan i teraz dobrze o tym wiemy.

Przed nami jeszcze 4 odcinki - będzie się działo!

To zaledwie wstęp do 6-odcinkowej historii, więc należy uzbroić się w cierpliwość. Na przestrzeni kolejnych tygodni będziemy poznawać jej kolejne rozdziały i wygląda na to, że stawka będzie tylko rosnąć. Dzięki temu możemy liczyć na jeszcze bardziej angażujące widowisko, a ze swojej roli dwa pierwsze odcinki wywiązały się jak należy. Narobiły apetytu na więcej, dlatego te dwa epizody można uznać za naprawdę udany powrót nie tylko do uniwersum Gwiezdnych Wojen, ale także za sukces w przywróceniu tak kluczowej postaci.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu