2

O superksiężycu, dwóch sondach i niepowodzeniu NASA słów kilka

Rano pisałem, że mamy dzisiaj sporo rocznic związanych z kosmosem, ale wymieniłem zaledwie parę i to pośrednio nawiązujące do wspomnianego tematu. Na koniec dnia wracamy zatem w przestrzeń kosmiczną, by przypomnieć dwa ważne wydarzenia z tej działki. Jedno jest przykładem sukcesu, jaki ludzkość odniosła w eksploracji bliższego otoczenia naszego globu. Drugi to ewidentna wpadka, o […]

Rano pisałem, że mamy dzisiaj sporo rocznic związanych z kosmosem, ale wymieniłem zaledwie parę i to pośrednio nawiązujące do wspomnianego tematu. Na koniec dnia wracamy zatem w przestrzeń kosmiczną, by przypomnieć dwa ważne wydarzenia z tej działki. Jedno jest przykładem sukcesu, jaki ludzkość odniosła w eksploracji bliższego otoczenia naszego globu. Drugi to ewidentna wpadka, o której NASA wolałaby pewnie zapomnieć.

Nim przejdę do właściwego tematu, wspomnę, że dzisiaj wieczorem warto spoglądać w niebo – do zobaczenia będzie ostatni w tym roku superksiężyc. O tym zjawisku głośno było w pierwszej połowie sierpnia, teraz przyszedł czas na kolejną odsłonę spektaklu. Jeśli ktoś nie wie, o czym mowa, to polecam ten krótki film. Potem wypada już tylko spojrzeć w przestworza.

Surveyor 5, czyli sukces na Księżycu

W latach 60. XX wieku Amerykanie zrealizowali program Surveyor, którego celem było badanie Księżyca. Na jego powierzchnię wysyłano bezzałogowe misje z różnymi zadaniami. 8 września 1967 roku z Przylądka Canaveral wystartowała sonda Surveyor 5. Wcześniejsze misje pokazały, że łatwo nie będzie: dwie sondy wylądowały na powierzchni satelity i dostarczyły naukowcom wartościowych danych. Dwie inne roztrzaskały się o srebrny glob i nie napawały optymizmem przy kolejnych startach. Okazało się jednak, ze numer pięć był trzecim udanym projektem.

Lądownik o masie ponad 300 kg osiadł na powierzchni Księżyca 11 września i zaczął zbierać dane. Miejsce lądowania nie było oczywiście przypadkowe – misja miała wykazać m.in., czy to właściwy teren do lądowania ludzi na Księżycu. Sonda wykonywała dokumentację fotograficzną otoczenia – w ciągu kilkudziesięciu dni na Ziemię dotarło ponad 18 tys. zdjęć. Badano także grunt – liczne eksperyment pozwoliły poznać jego skład chemiczny oraz właściwości fizyczne. Misja zakończyła się pełnym sukcesem i Amerykanie mieli powody, by się nią chwalić na arenie międzynarodowej. Zwłaszcza, że trwał kosmiczny wyścig dwóch mocarstw, a następnym celem była eksploracja satelity przez człowieka.

Genesis, czyli twarde lądowanie

Sonda Genesis stanowiła część programu Discovery, który zapoczątkowywano ponad dwie dekady temu. Cel przedsięwzięcia jest prosty: ma być maksimum korzyści naukowych przy minimalnych kosztach, badane są ciała należące do Układu Słonecznego oraz planety pozasłoneczne. Należy mieć oczywisćie na uwadze, że minimalne koszty w przypadku takich projektów wynoszą kilkaset milionów dolarów – w razie niepowodzenia jest nad czym płakać i rzucać niecenzuralnymi słowami. Podejrzewam, że 8 września roku 2004 wiele osób siarczyście zaklęło, gdy sonda Genesis spotkała się w powierzchnią Ziemi.

Sonda wystartowała 8 sierpnia 2001 roku z Przylądka Canaveral, a jej celem było dostarczenie na naszą planetę próbek wiatru słonecznego. Człowiek od kilku dekad nie ściągnął na nasz glob materii pozaziemskiej, więc gra toczyła się o sporą stawkę. Początkowo wszystko szło zgodnie z planem: sonda dotarła we wskazane miejsce i przy pomocy specjalnych matryc wyłapywała cząstki wiatru. Następnie wydano jej rozkaz powrotu na Ziemię – obiekt miał wylądować bezpiecznie w stanie Utah, a zapewnić miały to autonomiczne systemy sondy oraz sztab ludzi odpowiedzialnych za przechwycenie Genesis. Niestety, sprawy nie potoczyły się po myśli zespołu badawczego:

Podczas wejścia do atmosfery nie otworzył się żaden ze spadochronów. Inżynierowie nieprawidłowo umieścili jeden z czujników akcelerometru próbnika. Kapsuła wyhamowała w atmosferze do prędkości 311 km/h i uderzyła w ziemię tworząc niewielki krater. Wszystkie matryce zostały rozbite na drobne kawałki, a jeden z pojemników, w których się znajdowały pękł. Wykonanie badań odsunięto w czasie o kilka lat. Istnieje jednak szansa, że jedna trzecia z próbek nadaje się do analizy. [źródło]

Tym samym 8 września może się kojarzyć osobom zainteresowanym tematem eksploracji i podboju przestrzeni kosmicznej zarówno z czymś bardzo pozytywnym, jak i z wpadką, za którą zapłacono kilkaset milionów dolarów. Warto oczywiście pamiętać, że nawet takie wpadki pozwalają zdobyć dodatkową wiedzę i stają się wartościowym źródłem wiedzy przy planowaniu i przeprowadzaniu kolejnych misji. Tyle w ramach rzutu okiem w przeszłość. A dzisiaj, podkreślę to kolejny raz, warto spojrzeć w niebo.