16

Nokia ledwo zaczęła swoje portfolio od nowa, a już chce je sobie popsuć

nokia
W którą stronę zmierza Nokia? Dopiero co wprowadziła porządek w swoim nazewnictwie, a już chce je sobie niepotrzebnie komplikować.

Jakiś czas temu Nokia ogłosiła „ponowne otwarcie”, pokazując, że wciąż chce liczyć się na rynku smartfonów. Dlaczego moim zdaniem zadziałało to bardziej na niekorzyść niż korzyść firmy pisałem wam w osobnym tekście. Krótko streszczając – ciężko jest oferować klientom smartfony o słabej konfiguracji i jeszcze słabszej wycenie i oczekiwać sukcesu. Jednak jedną rzecz Nokia robiła dobrze. Nowe portfolio było przejrzyste. C10 było słabsze od C20, a X20 – mocniejsze od X10. Takie rzeczy zazwyczaj są problemem w przypadku producentów mających wiele różnych półek cenowych w swoim portfolio i Nokia zastępując swoje nazewnictwo pokroju „5.3” poszła w dobrym kierunku. Ale jednak i to firma chce sobie popsuć.

Przywitajcie Nokię C20 Plus. Tylko… po co?

Wdrażając nowe nazewnictwo, utrzymanie przejrzystości portfolio to jedna z najlepszych rzeczy jakie producent może zrobić, by ułatwić klientowi wybór. Dobrym przykładem jest tu Samsung i jego zarządzanie serią „A”. Nie robi tego idealnie, ale na tyle dobrze, że w każdej generacji można się połapać, który telefon jest który. Tymczasem Nokia powiela najgorsze zachowania, które doprowadziły ją do tego momentu w którym jest, czyli wypuszcza kolejne tanie smartfony, które nie różnią się od siebie prawie niczym, a dodatkowo – posiadają niezbyt czytelne nazwy. Tak bowiem jest z mającą mieć premierę Nokią C20 Plus i C30, które od Nokii C10 i C20 mają się różnić… pojemnością baterii i tym, że jeden ze smartfonów ma mieć czytnik linii papilarnych.

Ja jak najbardziej rozumiem, że nie ma już powrotu do sytuacji, gdzie Apple raz na rok prezentowało telefon, który pasował wszystkim, ale tutaj mamy dokładną odwrotność tej sytuacji – wspomniane modele różnią się od siebie tak nieznacznie, że nie widzę innego powodu dla aż tak dużego rozstrzału niż próba dania klientowi iluzji wyboru. Jeszcze trochę, a kolejne wersje kolorystyczne będą miały inne numer modelu, bo czemu nie.

W takim tempie Nokii ta rewolucja w nazwach szybko się skończy

Kiedy Nokia wypuściła 6 nowych smartfonów, można było sądzić, że tak będzie wyglądał cykl wydawniczy producenta – po 2 smartfony z każdej serii na rok. Jednak już widać, że Nokia ma chrapkę na wypuszczanie kolejnych modeli, co z kolei pozwala sądzić, że za chwilę linie znów rozjadą się między sobą. Jeżeli na rynku jednocześnie będzie oferowane np. C60, G30 i X10 (bo zakładam, że budżetowców będzie więcej niż quasi-flagowców), wrócimy do punktu wyjścia. Konsumenci znów nie będą wiedzieli, co jest aktualnie najlepszym smartfonem firmy, a dodawanie takich aspektów jak „Plus” zdecydowanie w tym nie pomaga.

Oprócz tego podczas konferencji prasowej ktoś zadał przedstawicielowi Nokii ciekawe pytanie – co będzie, jeżeli dojdziemy do Nokii C90/G90/X90? Nokia o oznaczeniach 100 i 110? Nie sądzę – zauważcie, że bardzo mało marek chce mieć telefony zaczynające się od 11/12 – tylko Apple (i idące jego tropem Xiaomi) się na to zdecydowało. Inne marki jak Samsung czy Motorola zdecydowanie unikają takiej numeracji. Na konferencji Nokia zbyła to pytanie, twierdząc, że jest to problem „na później”. I cóż, przy takim tempie Nokia spotka się z tym problemem nie za 5 lat, ale, moim zdaniem, już za jakieś dwa lata. Czy wtedy będziemy mieli kolejne „nowe” nowe otwarcie?

Mam szczerą nadzieję, że nie. Zalewanie rynku budżetowcami to nie jest kierunek, w którym życzyłbym sobie, by firma z takimi tradycjami podążyła. Nie chodzi mi tu nawet o bałagan w portfolio, który nowe nazewnictwo miało posprzątać, ale o to, że jest to prosta droga do stania się C-brandem jak Doogee. A na taki los marka zwyczajnie nie zasługuje.