15

Nintendo jak Apple, naprawi za darmo swój wadliwy produkt

Czy raczej mój sprzęt, bo chodzi przecież o moje zepsute, wadliwe kontrolery. To miło, że japońska firma poczuwa się do odpowiedzialności za swoje błędy - szkoda jednak, że nie przyłożyła się do ich projektu i doprowadziła do sytuacji, w której masowo psują się Joy-Cony do Nintendo Switch.

Źle tego używasz, u mnie wszystko działa

Mniej więcej takie komentarze widziałem pod moim materiałem o dwóch latach z Nintendo Switch.

Przyznaję – razem z synem nie oszczędzamy Switcha – obaj gramy na nim dużo i regularnie. Jestem graczem od końca lat 80. ubiegłego wieku i nie przypominam sobie aby jakikolwiek firmowy i oryginalny kontroler zepsuł mi się tak szybko jak pierwszy zestaw Joy-Conów, czyli odpinanych padów do Nintendo Switch. Firma postanowiła zaprojektować mechanizm, w którym stykają się metalowe szyny konsoli z małymi plastikowymi zaczepami w padzie. Efekt? Plastik się ukruszył, choć zawsze – podkreślam – zawsze obaj wciskaliśmy dedykowany odłączeniu przycisk blokady. “No cóż – bywa” pomyślałem i trochę ponad rok od premiery konsoli kupiłem drugi zestaw Joy-Conów. Wiecie ile wytrzymał zaczep? Pół roku, a dbaliśmy o niego jeszcze bardziej niż wcześniej.

Stwierdziłem, że nie ma dramatu, kontroler samoistnie nie odpada i tym razem nie wydam 300 złotych. Trzy miesiące później jedna z gałek zaczęła “dryfować”. Problem objawia się samoistnym ruchem bohatera w grze lub przeskakiwaniem po kafelkach w systemie konsoli albo sklepie. Wróciłem więc do pierwszego zestawu kontrolerów, które dostałem w pudełku z konsolą. Kilka tygodni temu syn poinformował mnie, że stare pady też zaczęły “dryfować”. Problem, bo jest kilka gier do recenzji, trzeba je przejść – młody ciśnie bez wytchnienia nowe plansze w Super Mario Maker 2 i robi to przede wszystkim mobilnie. Kupiłem więc trzeci zestaw Joy-Conów. Niestety konsola jest już po gwarancji, a paragon od drugiej pary kontrolerów postanowił się wyprowadzić, a z okazji skorzystał podczas niedawnego remontu. Chyba, bo nie widziałem go na oczy od kilku miesięcy. Mój błąd, moja wina że nie schowałem papierka gdzieś w odpowiednie miejsce.

30

Przeglądając grupy i fora Nintendo Switch dowiedziałem się natomiast, że jeśli chodzi o “dryfujące” gałki kontrolera, problem dotyka wielu osób. Ba, dotyka coraz większej grupy osób – jedni próbują coś powalczyć z gwarancją, inni (częściej) naprawiają sprzęt na własną rękę.

Nintendo doskonale wie o problemie – musiałby by być głuche i ślepe nie widząc jak wielu osób ten defekt dotyka. I choć póki co firma oficjalnie nie przyznała się do problemu konstrukcyjnego, to Vice News donosi, że Joy-Cony naprawiane są za darmo. Podobno NIntendo wysłało wewnętrzny komunikat do serwisów by nie pobierać opłat za naprawdę kontrolerów – ba, nawet zwracać pieniądze za wcześniejsze naprawy. Ale wiecie, co jest najlepsze i dotyczy dokładnie mnie? Nie będzie wymagane posiadanie paragonu, który potwierdzałby ważną gwarancję. Pod koniec tygodnia planowałem wysłać swoje urządzenia do znajomego, który niejednego Joy-Cona wyciągał z grobu – a tu taka niespodzianka.

W Nintendo jesteśmy bardzo dumni z tworzenia produktów wysokiej jakości i cały czas staramy się je ulepszać. Zdajemy sobie sprawę z niedawnych doniesień dotyczących problemów z niektórymi Joy-Conami. Chcemy by nasi klienci mieli frajdę z grania na Nintendo Switch i kiedy cokolwiek staje temu na przeszkodzie, zachęcamy do odwiedzenia strony http://support.nintendo.com byśmy mogli pomóc.

To jedno z wcześniejszych stanowisk Nintendo. Zapytaliśmy jednak Conquest (dystrybutor Nintendo między innymi na nasz kraj) jak sprawa naprawy/wymiany będzie wyglądać w Polsce. Jak tylko otrzymamy odpowiedź, uzupełnią o nią ten wpis.

I oby tylko Nintendo Switch Lite nie miało tego samego problemu. Tam niestety nie da się wymienić kontrolerów, trzeba wysyłać do naprawy całą konsolę.

Nintendo nie jest oczywiście jedyną firmą, która wypuszcza na rynek wadliwe produkty. Co ostatnio najbardziej Was w tym temacie zawiodło? Który producent pokpił sprawę i sprzedał Wam sprzęt wadliwy – na tyle, że wiele osób obserwowało ten sam problem. Jaki był finał sprawy?

grafika

źródło