93

Nie zrozumiałem rewolucyjnego pomysłu rodaków

Będę niesympatyczny, ponarzekam na pomysł młodych Polaków, którzy zawojowali niedawno media. Nie tylko polskie, co rodzime serwisy skrzętnie odnotowały. Jedni po prostu opisują urządzenie, inni je chwalą i zastanawiają się już, czy będzie sukces (pewnie ze wskazaniem na tak). Pójdę chyba pod prąd i napiszę, że Mouse-Box, bo to o tym cudzie techniki mowa, hitem […]

Będę niesympatyczny, ponarzekam na pomysł młodych Polaków, którzy zawojowali niedawno media. Nie tylko polskie, co rodzime serwisy skrzętnie odnotowały. Jedni po prostu opisują urządzenie, inni je chwalą i zastanawiają się już, czy będzie sukces (pewnie ze wskazaniem na tak). Pójdę chyba pod prąd i napiszę, że Mouse-Box, bo to o tym cudzie techniki mowa, hitem raczej nie będzie. Powód? To nie ma sensu.

Weekend przyniósł doniesienia o świetnym pomyśle młodych naukowców z Opolszczyzny, rzuciłem tylko okiem i wróciłem do tematu dzisiaj. Parę dni temu zastanawiałem się, czego nie zauważam, dzisiaj nadal zadaję sobie to pytanie, ale jednocześnie biorę pod uwagę, że widzę całość i po prostu nie obdarzam projektu tak dużą dawką optymizmu i zachwytu.

Z czym właściwie mamy do czynienia? Z komputerem zamkniętym w myszce. Tak w wielkim skrócie. Komponenty ulegają miniaturyzacji, więc można je umieścić w urządzeniu, z którego i tak korzystamy (nadal, mimo rozpowszechnienia ekranów dotykowych). Efekt? Znika klasyczny pecet, ten nowy jest bardzo mobilny i wygodny w użyciu. Co dzisiaj znajdziemy w środku? Cytuję:

We wnętrzu Mouse-Box kryją się: czterordzeniowy procesor, żyroskop i akcelerometr, dwa wejścia typu USB oraz jedno micro HDMI. Urządzenie wyposażone jest też w modem bezprzewodowy oraz 128 GB pamięci wraz z możliwością dostępu do większego dysku w tzw. chmurze.

– Wystarczy podpiąć Mouse-Box do monitora i można z niego korzystać. Nadal pracujemy jeszcze nad tym urządzeniem. Dążymy do tego, by zrezygnować z jakichkolwiek kabli. Obraz byłby wysyłany na ekran bezprzewodowo, zaś akumulator urządzenia ładowany poprzez trzymanie go na indukcyjnej podkładce – opowiada Strzelczyk.[źródło]

Przemysław Strzelczyk to jeden z „ojców” myszki. To on przekonuje, że pomysł ma sens. A jego podobno utwierdzają w tym maile i telefony, jakie otrzymał po wrzuceniu do Sieci tego materiału:

Sprawa zdążyła się już tak rozkręcić, że jeden z serwisów donosi: O wynalazku rozpisują się światowe media, a potentaci branży IT chcą z nim współpracować. Z kolei na opolskiej stronie gazeta.pl Autor pyta, czy myszka zawojuje świat. Pewnie retorycznie. Podejrzewam, że sukces czuje już więcej osób. Trochę przypomina to sytuację z Oskarami, które Polacy przyznają swoim filmom na długo przed galą wręczenia statuetek. Zazwyczaj kończy się to jękiem zawodu i rozczarowaniem. Z myszką może być podobnie.

Czy chodzi o wykorzystane podzespoły? Nie, to kwestia z dalekiego planu, zawsze można je zmienić, dopracować produkt. W tym przypadku problemem jest zastosowanie, innowacyjność, pytanie o to, jaką zawiłą kwestię rozwiązuje Mouse-Boc albo jak ułatwia życie. Dlaczego miałbym to kupić? Patrzę, zastanawiam się i nie wiem. W przywołanym filmie widzę, że pracownik oszukuje szefa i naraża firmę na niebezpieczeństwo. Słyszę też, że jedynym urządzeniem potrzebnym do korzystania z myszki komputera będzie ekran. Zwróćcie przy tym uwagę na film: cały czas przewija się w nim klawiatura. To ten nieistotny dodatek, który można przecież pominąć. Zwłaszcza, gdy podłączy się myszkę do wyświetlacza bez opcji dotyku.

Laptop nie jest pewnie mobilny, gdy porówna się go z myszką-komputerem. Ta ostatnia zmieści się przecież w kieszeni. Ale dorzućcie do niej monitor, żeby popracować w parku, kawiarni, pociągu czy samolocie. Wyobraźcie sobie, że chcecie wysłać maila albo skończyć projekt przed prezentacją i nie pytacie kogoś, gdzie jest gniazdko (jeśli bateria siada), ale gdzie jest… monitor. Najlepiej z klawiaturą, bo sama myszka to chyba za mało. W wersji rozwiniętej myszka i podkładka indukcyjna do zasilania. Przydatne i praktyczne ;)

Może coś przeoczyłem, ale wydaje mi się, że tworzone są już mobilne, poręczne komputery, które można podłączyć do innych urządzeń i zamienić w wartościowe maszyny. Chyba patrzy się w ten sposób na smartfony. Kilka lat temu zaczęły się też pojawiać pecety wielkości pendrive’a. Żeby było śmieszniej na stronie tvn24.pl pisze się o supermyszy, a w tekście promowany jest inny artykulik:

Intel pendrive

Mógłbym drwić z tego pomysłu i wymyślać sytuacje, w których Mouse-Box okaże się po prostu kulawym rozwiązaniem. Wypadałoby też spytać o zagadnienia wydzielanego ciepła czy wagi produktu, ale odpuszczę. Stwierdzę po prostu, że ktoś za dużo czasu spędził na Kickstarterze. Może część z Was stwierdzi, iż przemawia przeze mnie typowa polska zazdrość i zawiść, lecz zapewniam, że nie o to chodzi. Gdy widzę innowacyjny lub przynajmniej ciekawy pomysł z Polski rodem, to naprawdę się cieszę i życzę powodzenia. Twórcom Mouse-Box też życzę sukcesów. Sęk w tym, że po prostu trudno mi sobie wyobrazić biznes oparty o ten produkt.