YouTube

Koniec, dość. Już nigdy nie zapłacę za YouTube Premium - a oto powód

Jakub Szczęsny
112

YouTube Premium to usługa, która ma na celu skupić wokół siebie użytkowników, którym nie w smak są reklamy i są w stanie zapłacić za święty spokój. Można powiedzieć o tym, że w niewielkiej być może cenie wynoszącej 24,99 zł (która najpewniej wkrótce wzrośnie), mamy wartość dodaną w formie YouTube Music. Nie przekonuje mnie to, bo mam Spotify.

Spotify było pierwszą usługą streamingu audio, z jakiej skorzystałem. Zapłaciłem raz i zostałem tam na dłużej. Więc wartość dodana w formie YouTube Music mnie nie przekonuje w żadnym wypadku. Przecież niekoniecznie muszę korzystać ze wszystkiego, co otrzymuję w ramach abonamentu Premium. Nie widziałbym również przeszkód w tym, aby zapłacić mniej - jednak bez YouTube Music. Ale o tym Google nie pomyślało. Oczywiście chodziło o to, aby podpromować nieco YouTube Music.

YouTube Premium to również dostęp do treści YouTube Originals, które... kompletnie mnie nie interesują. Serio, ja nie czuję potrzeby w tym, aby z nich korzystać. Nie ma tam absolutnie nic, co by mnie do tego przekonywało. Oferta poza Polską jest średnia, a w Polsce... właściwie nie istnieje. Serio, czy ktoś z Was ogląda jakiekolwiek treści z grona Originals? Być może nie, ale nie dziwię się. Próbowałem dobrać coś dla siebie w tym miejscu, ale się po prostu nie udało. Kolejny karny punkt dla YouTube.

Zauważyłem też, że święty spokój nie bardzo jest wartością, która jest dla mnie kluczową. Okazało się, że reklamy można przeboleć. Naprawdę - w jednym materiale wideo trwającym 20 minut może być ich nawet cztery. Ale... można się przyzwyczaić. Boli mnie brak możliwości odtwarzania treści w tle, ale po prostu przyzwyczaiłem się do tego, że jest to niemożliwe bez płacenia. Tak po prawdzie, uważam że akurat ta możliwość powinna być dostępna bez dopłacania, w ramach darmowego wariantu. Z pobierania materiałów nie korzystam tak często, by kruszyć o to kopie i burzyć swoje postanowienia. No, po prostu nie mam takiej ochoty. Pewnie, gdybym częściej podróżował, miałbym więcej powodów ku temu, aby tęsknić za pobieraniem filmów. Na szczęście tak nie jest.

Jest jeszcze jeden powód. I on szczerze powiedziawszy, skłonił mnie do zrewidowania swojego podejścia

Google jest firmą, która angażuje się czasami w kwestie światopoglądowe. I dobrze, takie przedsiębiorstwo powinno realizować politykę odpowiedzialną społecznie, w taki sposób jaki jej się podoba lub podoba się jej włodarzom. Przeciwnicy takiego podejścia mówią o tym, że gigakorporacje mają za dużo do powiedzenia w tych kwestiach, a to może być niebezpieczne. Moim skromnym zdaniem, bardziej niebezpieczna jest hipokryzja.

Kilka miesięcy temu pisałem dla Was o patokanale, w którym Krzysztof Kononowicz jest jedynie aktorem, na którym się zarabia. Wiecie, co zrobił YouTube? Powołał się na standardy społeczności, których kanał niby nie złamał na filmach. To, co dzieje się w tle Google nie interesuje. Skoro tak, to znajdę w Rzeszowie ze dwóch-trzech alkoholików, wynajmę im mieszkanie i będę codziennie nagrywał, generował "dymy" oraz realizował treści z "paczkami od widzów". Nikogo nie będzie interesowało to, że zarabiam pieniądze na czyimś nieszczęściu i tym samym pogłębiam jego stan w społeczeństwie, doprowadzając do jeszcze mocniejszego wykluczenia i utrwalania nałogu.

Temat podchwyciły po reportażu w programie Sprawa dla Reportera duże media, w tym i.pl. Mimo to, Google twardo obstaje przy swoim. Nie wiem na co czeka - pewnie reakcja odbędzie się dopiero wtedy, gdy komuś coś się stanie. Bo zawsze tak jest - póki nikt nie umarł, nikt nie ucierpiał w widoczny sposób - nie trzeba reagować. Bo po co?

Ten sam YouTube przywrócił kanał należący do Jerzego Zięby walczącego z "mainstreamem zamykającym usta przeciwnikom uznanych przez naukę prawideł". Mimo ostrzeżeń Naczelnej Izby Lekarskiej, iż treści na jego kanale mogą być niebezpieczne - YouTube po trzech latach przywrócił jego kanał wraz ze wszystkimi filmami (poza jednym). O sprawie pisała Interia, która wspomniała nawet słowa samego Jerzego Zięby, który stwierdził iż YouTube go... przeprosił!

W ostatnim czasie YouTube zablokował bez wyraźnego ostrzeżenia kanał EWTN Polska, na którym trwała nieustająca (trwająca non-stop) adoracja Najświętszego Sakramentu. Nie moja bajka, ale rozumiem że istnieje mnóstwo osób, które chcą w ten sposób wyrazić swoje przywiązanie do wiary, a nie mogą pójść do kościoła, chociażby z powodu chorób. YouTube świetnie radzi sobie ze słabymi, niepotrafiącymi się obronić kanałami (takich przypadków jest mnóstwo), ale już w starciu z mocnymi, generującymi duże zaangażowanie kanałami, podmiotami - znacznie gorzej. Na szczęście ten kanał wkrótce przywrócono, ale... jednak. Coś jest tutaj nie tak.

Mimo nacisków ze strony mediów oraz aktywistów, Google nie kwapi się z likwidacją patocontentu. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Broni się przy tym śmiesznymi moim zdaniem formułkami, tworzy bariery proceduralne lub i jego oficjele twierdzą, że "nic nie mogą". Szczerze? Nie chcę płacić firmie, która nie realizuje swoich obowiązków w odpowiedni sposób. Mnie ten aspekt przekonał do tego, aby YouTube już więcej nie przekazać swoich pieniędzy.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu