News z CNN. Swipe. Trzy rzeczy, które warto wiedzieć o początkach chińskiej cywilizacji. Swipe. Protest w North Charleston. Swipe. Daniel Radcliffe (to ten z Harry’ego Pottera) może zagrać dewelopera w produkcji BBC o serii gier GTA. Swipe. Czas mija, a ja czytam dalej. Najpierw budowaliśmy narzędzia umożliwiające nam podzielenie się czymkolwiek się da, obecnie przygotowujemy […]

News z CNN. Swipe. Trzy rzeczy, które warto wiedzieć o początkach chińskiej cywilizacji. Swipe. Protest w North Charleston. Swipe. Daniel Radcliffe (to ten z Harry’ego Pottera) może zagrać dewelopera w produkcji BBC o serii gier GTA. Swipe. Czas mija, a ja czytam dalej.

Najpierw budowaliśmy narzędzia umożliwiające nam podzielenie się czymkolwiek się da, obecnie przygotowujemy takie, które uproszczą proces ich konsumpcji i pozwolą skupić się na tym co najważniejsze. Mój przepełniony linkami strumień Twittera to prawdopodobnie dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy odnośników do (nie) zawsze ciekawych treści. Wpadłem w ten nałóg ciągłego pochłaniania kolejnych, nawet z pozorów, interesujących materiałów i czytając jeden z nich, zastanawiam sie nad tym, co przegapiłem w ciągu ostatnich 5 minut.

Nie zawsze tak jest, ale zdarza mi się. Ostatnio jakby rzadziej. Nie, to nie jest jedna z tych aplikacji, która „odmieni Twoje życie”, jeśli w ogóle takie są, ale to „Coś” rzeczywiście jest skuteczne i robi dobrą robotę. Mowa o aplikacji „Something (good to read)„, do której logujemy się za pomocą konta na Twitterze (aktualnie tylko dla iOS, wersja na Androida w drodze). Wszystkie udostępniane przez obserwowane profile linki są przez nią selekcjonowane i podawane w formie kart z artykułami. Treść jest pozbawiona wszystkich zbędnych dodatków, pozostaje sam tekst i ewentualne obrazki. Czytamy jeden po drugim, a aplikacja w międzyczasie uczy się, co nam się spodobało, a co nie. W przyszłości oszczędzi nam jakże cenne kilkunaście czy kilkudziesiąt sekund nie zaprzątając głowy treściami, które nas nie interesują. Prawdę mówiąc, tak momentalne przejście z jednego artykułu do drugiego powoduje, że przyjemność z czytania jest znacznie większa. Trudno się oderwać. Aplikacja pobiera także kilka następnych artykułów do pamięci urządzenia, więc nagłe zniknięcie zasięgu sieci komórkowej nie przysporzy nam większych kłopotów.

Teraz albo nigdy

Jeden gest wystarczy, by dać jej do zrozumienia, co przykuło moją uwagę, a co nie. Krótko mówiąc: odesłanie karty z tekstem w prawo oznacza „lubię to”, a w lewo „nie pokazuj tego więcej”. To dziwne, ale odniosłem wrażenie, że mechanizm działa. I to nieźle. Sporadycznie powracały do mnie treści o tematyce, którą wcześniej odrzuciłem, a znacznie częściej czytałem teksty ze źródeł i o zagadnieniach, które uznałem za intrygujące i warte poświęcenia na nie czasu. A propo czasu – bardzo popularne w ostatnim czasie odkładanie „do przeczytania później”, to coś, co idealnie wpasowałoby się w możliwości tej aplikacji, prawda? Otóż nie.

sthios.2

Albo czytasz od razu, albo wcale. Zagranie bardzo ryzykowne ze strony autorów aplikacji, ale doskonale przemyślane, i znów to powiem, skuteczne. Przewijając strumień nie sposób oprzeć się pokusie ciągłego wysyłania do Pocketa i innych usług, by móc później, wygodnie w fotelu czy na domowej kanapie, z kubkiem w ręku, zanurzyć się w interesujące artykuły. Problem w tym, że… wiele osób wcale tego nie robi, zwiększając jedynie liczbę nieprzeczytanych pozycji. Oczywiście, że mogę zapamiętać (lub skopiować do schowka) tytuł tekstu, następnie otworzyć przeglądarkę, odnaleźć go i dodać do listy, ale to niejednokrotnie zajmuje więcej czasu, niż samo przeczytanie tekstu. Uwierzcie mi, sprawdziłem to.

No dobra, skłamałem. Aplikacja posiada przycisk „Udostępnij”, który chcąc nie chcąc, oferuje wysłanie linku do aplikacji typu Pocket, ale znajduje się on dopiero na samym końcu artykułu. Czy to ważne? Naturalnie, lepiej po prostu coś przeczytać. Radzę byście zapomnieli kilka ostatnich zdań.

Lubię nudę, ale…

sthios3

Sam do końca nie wiem co tak szczególnego jest w tej aplikacji, że tak bardzo lubię do niej powracać. Typowałbym jedoczesne poczucie kontroli, w końcu trafi tu większość linków z Twittera, oraz swobody i braku presji, co da się odczuć przeglądając zatłoczonego Twittera. Nie wypełniam każdej wolnej chwili „smyraniem” ekranu telefonu, lubię się czasem ponudzić (czytaj odpocząć) spacerując, jadąc gdzieś czy czekając w kolejce. Ale w momentach, gdy chcę i mogę poświęcić kilka minut na przeczytanie czegoś ciekawego, mój palec dotyka szkła ekranu zaraz nad zieloną ikonką aplikacji Something.

Oficjalna strona aplikacji Something.gd