41

Nie traktujmy e-sportu jako sportu

Od wielu lat ludzie dyskutują, czy e-sport można traktować na równi z dyscyplinami sportowymi. Z piłką nożną, koszykówką, czy hokejem na lodzie. Za wszelką cenę rywalizację w grach komputerowych próbuje się porównać na przykład do szachów. „Jeśli szachiści to sportowcy, to my też możemy” – podobne komentarze można spotkać w wielu miejscach. Czy jednak podpinanie […]

Od wielu lat ludzie dyskutują, czy e-sport można traktować na równi z dyscyplinami sportowymi. Z piłką nożną, koszykówką, czy hokejem na lodzie. Za wszelką cenę rywalizację w grach komputerowych próbuje się porównać na przykład do szachów. „Jeśli szachiści to sportowcy, to my też możemy” – podobne komentarze można spotkać w wielu miejscach. Czy jednak podpinanie grania do sportu jest nam potrzebne?

Jest wiele argumentów za i przeciw, jednak ja nie widzę takiej potrzeby. E-sport to raczej subkultura. Znajomi, którzy na co dzień spędzają wiele godzin nie tylko przed grami, ale przede wszystkim na rozmowach. W tym środowisku nawiązało się wiele przyjaźni, małżeństw i pewnie wrogich relacji. Ludzie zaczęli spotykać się nie tylko na turniejach. Co jakiś czas przyjeżdżają do siebie w odwiedziny.

Jednak na co dzień mało kto zastanawia się, czy może nazwać się sportowcem. Pojawiają się tylko komentarze, czy artykuły na ten temat. Przez wiele lat mojej przygody z e-sportem przeczytałem mnóstwo takich publikacji. Pewnie i sam przekonywałem do tego, że gracze to sportowcy. Teraz jednak mogę stwierdzić, że takie przekonywanie nie jest nam do niczego potrzebne.

W Polsce mamy świetnych zawodników, widowiskowe turnieje i mnóstwo fanów. E-sport może się pewnie pochwalić większą liczbą miłośników niż popularne dyscypliny sportowe. Widać to po ilości oglądających streamy, czy odwiedzających turnieje. Zawody szachów mogą się chować. Jednak ludzie spoza branży nie przekonają się przez wiele kolejnych lat, że pro gamerzy to sportowcy. I nie muszą. Niech nazywają ich graczami.

e-sport vs sport

Chciałbym, żeby ludzie skończyli przekonywać o tym, że e-sport to sport, a zajęli się np. promowaniem tego środowiska w inny sposób. Polecając znajomym, pisząc artykuły w różnych miejscach, czy prezentując swoim szefom odpowiedni target do zainwestowania pieniędzy w promocję firmy.

Chyba nie trzeba tłumaczyć, co stałoby się w przypadku, kiedy w Polsce powstałby związek, kierujący e-sportem, a rządziłyby nim osoby niemające pojęcia o tej branży. Byłoby tak jak z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, którzy przez wiele lat zarządzany był przez niekompetentne osoby i teraz – po objęciu władzy przez Bońka – widać jakie to było bagno.

Oczywiście nie jestem przeciwny stowarzyszeniom, które zrzeszałyby drużyny, organizatorów turnieju czy graczy, ale niech to powstanie w środowisku, a nie na zewnątrz. Tam właśnie podpięliby nas pod sport. A jeszcze raz powtórzę – my tego nie potrzebujemy.

E-sport potrzebuje zaangażowania większej liczby kompetentnych ludzi, którzy będą w stanie robić więcej, aniżeli przekonywać do tego, że jest sportem. Potrzebuje promocji wśród „niedzielnych” graczy i nie tylko. To może doprowadzić do jeszcze lepszej kondycji gamingu w Polsce i oby tak się stało. Nie możemy być nudnymi szachistami. Musimy robić show. Będzie zdecydowanie lepiej, jeśli zrozumieją to także osoby spoza grupy ludzi „wyżej postawionych” w e-sporcie.