Felietony

Nie mogę żyć bez YouTube, ale źle mi z tym

Jakub Szczęsny
11

YouTube. Kiedyś nie oglądałem tam zbyt wielu treści, ale potem się wkręciłem - okazało się, że było to dla mnie całkiem dobre. Z serwisem poczułem się potem związany na tyle, że następnie wykupiłem abonament Premium. Zwyczajnie chciałem pozbyć się reklam, które w pewnym momencie stały się niesamowicie nachalne. Zrobiłem kiedyś nawet mini-eksperyment, w którym pozbyłem się opcji płatnej i porównałem ilość materiałów reklamowych z kontem, które nigdy Premium nie widziało. Na tym pierwszym było dosłownie zatrzęsienie treści sponsorowanych.

YouTube nie jest najlepszą platformą na świecie - ma swoje bolączki. Wyszukiwarka działa świetnie - wszak jest napędzana google'owskim silnikiem. Treści na YouTube mi zupełnie nie brakuje. Aplikacja na iOS przez kilka miesięcy miała problem z picture in picture - dopiero teraz utracony "PiP" powraca do użytkowników iPhone'ów i iPadów. Jednak nie to według mnie jest w kontekście YouTube najbardziej odpychające. To li tylko szczegół.

Ważne jest coś innego, co może nam czasami umykać - tym bardziej, jeżeli zamykamy się w bańkach, w których nie ma dostępu do nas dla treści, które nas po prostu nie interesują. Jak pewnie pamiętacie, napisałem niedawno materiał o tym, co dzieje się wokół Krzysztofa Kononowicza. Jak myślicie, czy w kontekście filmów z jego udziałem Google poczynił jakiekolwiek kroki? Kanał "Mleczny Człowiek" otrzymał jak dotąd tylko jednego strike'a. Zespół YouTube sprawdzał te materiały, sprawdzał i... po trzech tygodniach dalej jest cisza, dalej nie mamy oficjalnego stanowiska Google w tej sprawie. Ale obiecałem, że tego nie odpuszczę.

To cholernie niekonsekwentne - czasami filmy spadają z niewiadomych powodów lub z powodu tak prozaicznych rzeczy, jak kawałek piosenki z radia: wtedy właściciele praw autorskich wysyłają zażalenia do Google lub automat samodzielnie skanuje materiały wideo i znajduje coś takiego. Mimo, iż nie jest to wykroczenie dużego kalibru, YouTube jest wtedy nieugięty. W przypadkach jawnie smutnych, jednoznacznych wręcz - zdaje się być bezradny. Co więcej, okazuje się, że srebrne, złote, platynowe przyciski za przekroczenie konkretnych progów subskrypcji są przyznawane automatycznie: jeżeli nie naruszasz praw autorskich, nie otrzymywałeś strike'ów - możesz dostać przycisk, nawet jeżeli Twój proceder nie jest do końca fair.

YouTube nie panuje nad swoją platformą

Przy takim rozmiarze dziwne jest to, by nad tym panował. Jednak nawet po sygnałach dziennikarzy nie jest w stanie podjąć decyzji, które mają pomóc w utrzymywaniu pewnego poziomu jakości - tak, aby było to miejsce serio dobre również dla młodych ludzi. Google nie kojarzy nam się z firmą, która mogłaby u siebie tolerować patostreamy - a jednak te dalej się tam pojawiają. Można tam robić niemal wszystko - otrzymanie strike'a wśród takich twórców wydaje się być cholernie trudne. A nawet jeżeli ich kanały spadną - to po prostu założą nowe i będą dalej karmić swoją społeczność papką.

Jak to jest, że w dalszym ciągu na YouTube funkcjonuje Ela Gawin - osoba, która jest znana z prowadzenia patostreamów? Dociera do mnie sporo sygnałów, że w całej tej historii jest jeszcze dziecko, które cierpi z powodu zamieszania w Internecie. To niedopuszczalne, że w takich sprawach Google nabiera wody w usta, robi swoje i uznaje, że pilnuje "standardów społeczności", lub działa według regulaminu. Jeżeli coś takiego istnieje na YouTube mimo tych standardów, zapisów zawierających zasady - coś jest nie tak. Być może ustalone ramy postępowania nie działają?

A może to po prostu rozmiar YouTube powoduje, że procesowanie takich spraw jest cholernie trudne i nie zawsze działa tak, jak trzeba? A może problem leży jeszcze gdzieś indziej - po prostu YouTube nie opłaca się kasować takich treści, bo zwyczajnie napędzają ruch i zaangażowanie? Szczerze, nie podejrzewałbym Google o tak złą wolę, jednak widząc bezczynność... trudno jest mi jakoś to wytłumaczyć w rozsądny sposób.

YouTube na razie uznaje, że problemu nie ma. Pamięta się w dalszym ciągu ban na wizerunek Rafoniksa w tym serwisie i dopiero ta decyzja zatrzymała patostreaming ze strony tej osoby. Niestety temat patostreamów podejmują niektóre media, pisząc o "youtuberach" i ich życiu - wskazując na zarobki, newsy, nowe projekty oraz legendarne dymy. Nie wygląda to dobrze i szczerze, nie jestem zadowolony z tego, że bez YouTube nie mogę żyć. Wyszedłem poza swoją bańkę, widzę co się tam dzieje i... cóż. Nie wygląda to dobrze.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu