16

Nie mogę docenić starań Spotify, skoro nadal popełnia takie błędy

Rywalizacja na rynku muzycznych usług streamingowych staje się coraz bardziej zacięta. Jest to bardzo wygodna sytuacja dla użytkowników mogący wybrać tą, która w największym stopniu spełnia ich oczekiwania. Nie jestem przywiązany na stałe do żadnej z nich, a po premierze Kolekcji w Spotify myślałem, że wreszcie skończę z ciągłą przeprowadzką moich playlist. Wcale się jednak […]

Rywalizacja na rynku muzycznych usług streamingowych staje się coraz bardziej zacięta. Jest to bardzo wygodna sytuacja dla użytkowników mogący wybrać tą, która w największym stopniu spełnia ich oczekiwania. Nie jestem przywiązany na stałe do żadnej z nich, a po premierze Kolekcji w Spotify myślałem, że wreszcie skończę z ciągłą przeprowadzką moich playlist. Wcale się jednak na to nie zapowiada.

Moje oczekiwania były jasno określone. Kolekcje w Spotify pozwolą mi w wygodny sposób zapisywać ulubiony albumy w jednym miejscu, a później synchronizować je w aplikacji mobilnej. Playlisty to faktycznie bardzo przydatna funkcja i to właśnie dzięki nim serwis rodem ze Szwecji zyskał taką popularność. Błyskawicznie odnaleźć można listy utworów odpowiadające naszemu samopoczuciu, wykonywanej czynności czy pełne zestawy kawałków z ulubionych seriali i filmów.

Coś jednak poszło nie tak…

Dla osób przywiązanych do konkretnych wykonawców czy albumów, playlisty nie były jednak komfortowym rozwiązaniem. Utworzenie „biblioteczki” było oczywiście możliwe, lecz przeglądanie jej w formie playlisty nijak ma się do wizualnego przedstawienia naszej kolekcji w formie miniaturek okładek albumów. Zapowiedzi Spotify były więc bardzo huczne – jeden z największych problemów i jedna z najbardziej wyczekiwanych funkcji nadchodzi. Korzystając dziś z funkcji, nad którą rzekomo pracowano przez cały rok, zastanawiam się czym tak naprawdę pracownicy Spotify zajmowali się przez te 12 miesięcy. Jak możliwe było „zepsucie” tak prozaicznej funkcjonalności usługi. Ale od początku.

Clipboard03

W nowych wydaniach aplikacji mobilnej oraz tej dla desktopów pojawiła się nowa sekcja, określana mianem „Twoja muzyka”. Posiada podkategorie pozwalające przeglądać zapisaną przez nas wcześniej muzykę według utworów, albumów i wykonawców. Tutaj też znajdziemy nasze pliki lokalne. Zapisywanie pojedynczych kawałków lub całych albumów jest bardzo proste. Zrobimy to klikając na „+” przy tytule utworu lub klikając na „Zapisz” na podstronie albumu. Dodawanie możliwe jest także poprzez przeciągnięcie zaznaczonych treści do sekcji „Twoja muzyka”.

Clipboard04

I właśnie tu mam do czynienia z pierwszym „zgrzytem”. Niemożliwe jest dodanie do kolekcji plików lokalnych, które nie są dostępne w usłudze. Funkcja dopasowywania kawałków działa całkiem nieźle, ale pewnych ograniczeń nie da się przeskoczyć. O ile nieprawidłowe tagi w plikach możemy edytować, to jednak na niedostępność konkretnych materiałów w naszym kraju w żaden sposób nie wpłyniemy.

Pojawienie się kolekcji spowodowało także „zdegradowanie” naszego zestawu utworów oznaczonych gwiazdką do zwykłej playlisty. Być może jednoczesna dostępność obydwu sposobów zapisywania ulubionych kawałków byłaby dla wielu osób myląc, to dla osób korzystających ze Spotify od dłuższego czasu jest to odczuwalny brak. Kolekcje to dobry sposób do zapisywania całych albumów. Teraz, w kolekcji widoczna jest okładka płyty, z której zapisałem tylko jeden utwór. Jest to w mojej ocenie rozwiązanie nieprzemyślane i niewygodne, choć oczywiście nie każdy musi podzielać moją opinię.

Najbardziej niezrozumiałym dla mnie podejściem przy tworzeniu kolekcji jest jednak brak możliwości do zapisania offline albumów się tam znajdujących. Po prostu. Niezbędne jest stworzenie playlisty ze wszystkimi tymi albumami, by móc to zrobić. Nie zmienia to jednak faktu, że czeka nas wtedy podwójna „robota” – za każdym razem, gdy dodajemy album/utwór do kolekcji, musimy pamiętać o dodaniu go do playlisty. Wolne żarty.

Mobilne Spotify również pozostawia wiele do życzenia

Clipboard

Gdy już jednak opanowałem ten „chaos” w aplikacji desktopowej, myślałem, że przygotowanie wszystkiego na urządzeniu mobilnym będzie przysłowiową „bułką z masłem”. Nic bardziej mylnego. Interfejs nowej aplikacji bardzo mi się spodobał, jednakże braki w funkcjonalnościach są zbyt dotkliwe. Nie potrafię wytłumaczyć absencji opcji zapisania wszystkich albumów/utworów w kolekcji do trybu offline. Zmuszony byłem do przeglądania zawartości każdego z albumów i manualnie przełączać je w tryb offline. Jest to i tak pewien komfort w porównaniu do dekstopu, gdzie nawet i takiej funkcji po prostu nie ma.

Występuje też brak integracji plików lokalnych z kolekcją, więc niemożliwe jest szybkie odtworzenie wszystkich ulubionych utworów – utworzyć musimy w tym celu specjalną playlistę. Znów działamy „naokoło” za pomocą starej, dobrej metody. Gdy jesteśmy już przy aplikacji mobilnej (nowa wersja dla iOS) to nie sposób nie wspomnieć o jej niestabilności i niskiej wydajności. Do furii doprowadza mnie brak wygodnego sposobu na minimalizację ekranu odtwarzania. Chcąc szybko tapnąć w znajdujący się w lewym górnym rogu „X” można wielokrotnie chybić. Nie łatwiej byłoby umożliwić wykonanie palcem gestu ku dołowi ze środka ekranu? I dlaczego Spotify tak długo broni się przed dodaniem equalizera do aplikacji?

Drogie Spotify, Wasza aplikacja już wygląda, teraz musi zacząć działać

Spotify nie jest usługą idealną, ale nie oszukujmy się – takowe nie istnieją. Nie znaczy to jednak, że włodarze serwisu nie powinni mieć takich aspiracji. Długo musieliśmy czekać na pojawienie się Spotify w Polsce i choć zdaniem wielu jest to najlepszy z możliwych wyborów, to jednak jest jeszcze tak wiele do zrobienia na podstawowym poziomie funkcjonalności usługi, że aż sam dziwię się, że takie braki w ogóle jeszcze istnieją.