Moje przemyślenia

NFT „zdobywa” kolejną umiejętność, ma zapewnić... pieniądze politykom

17

Nie jestem fanem kryptowalut, uważam je za instrument kolejnego poziomu bańki spekulacyjnej, która ogarnia coraz bardziej absurdalne rzeczy. „Wyżej” na tej skali pozycjonuję tylko, wyrosłe z krypto tokeny NFT. Finansowanie przy ich pomocy polityków mocno do ich charakteru pasuje.

Non-fungible co?

NFT to token wytworzony w sieci Ethereum, którego cechą wyróżniającą jest to, że nie jest powtarzalny, każdy reprezentuje jedną, unikalną rzecz. W ostatnich czasach tokeny stały się bardzo medialne, jako narzędzie do sprzedaży za duże pieniądze... niczego, np. potwierdzania cyfrowej własności gifów, rozsianych masowo po całym internecie.

Jeśli jesteś przykładowo autorem znanego mema, możesz w ten sposób spróbować zarobić na jakimś spekulancie lub naiwniaku całkiem niezłą kasę. O ile oczywiście ktoś już wcześniej twojego obrazka tak nie opchnął, NFT nie ma dziś żadnego przełożenia na prawo autorskie, więc sami wiecie...

Generalnie, ta nowa krypto-hucpa z logiką ma jeszcze mniej wspólnego niż biznes kryptowalutowy, ale podobnie jak na każdym mechanizmie spekulacyjnym, pozwala niektórym nieźle zarabiać... Ponieważ jest obecnie na topie, więc sporo osób, a nawet instytucji i firm stara się na ten pociąg, choćby marketingowo, załapać.

NFT na prezydenta!

Informacja, że w Korei Południowej to narzędzie trafiło w ręce polityków, nie może więc raczej zaskakiwać. Przedstawiciele rządzącej w tym krajem Demokratycznej Partii Korei, której lider i aktualny prezydent będzie walczyć o reelekcję, postanowili ten „hype” wykorzystać, żeby przypodobać się młodszej części potencjalnego elektoratu.

Osoby, które wesprą jego kampanię finansowo mają otrzymać NFT składające się ze zdjęcia tego polityka i opisu jego osiągnięć (nie znalazłem info, jak będą zindywidualizowane...). Partia zamierza też przyjmować darowizny w kryptowalutach, więc Techno King Elon Musk, może mieć niedługo konkurencję w postaci Techno Prezydenta Park Jae-hyuka.

Takie NFT w praktyce niczym nie będzie różnić się od spersonalizowanych maili z podziękowaniami, od lat wysyłanych przez automaty mailingowe polityków zbierających datki na całym świecie. Czy jednak „magię” NFT faktycznie będzie dało się przeliczyć na kilka punktów procentowych, czas pokaże.

Oczami wyobraźni widzę implementację tego trendu w Polsce. Konfederacja wypuści NFT „Zakupowego krula w slipach”, Tusk plakietki z sowami i ośmiornicami, a PiS... żadnego, bo sprawę powierzyłoby przecież Sasinowi. Hitem powinny być za to łzy-NFT Szymona Hołowni czy, wyjątkowo niskonakładowa, edycja wirtualnych szarych komórek Anny Marii Żukowskiej, dzięki którym ta zdołała ukuć pojęcie „biedafirmy”.

Tak, NFT wyjątkowo do świata polityki pasuje...

Token tu, token tam

Pisząc już nieco bardziej serio, tokeny NFT mogą mieć jakiś sens, jeśli faktycznie będą mogły poświadczać zobowiązanie kogoś do czegoś. Kupujemy token, który daje nam prawo do butelki whisky, która zostanie rozlana za 12 lat... Musi to być jednak jakoś umocowane prawnie i należy pamiętać, że będzie wtedy tylko, być może wygodniejsza, inna forma obowiązujących od stuleci umów.

Natomiast kupowanie tokenów nieistniejących realnie rzeczy... przypomniało mi baśń Andersena „Nowe szaty króla”. Oczami wyobraźnie widzę postać ubraną w NFT-buty Nike, NFT-ciuchy innych „nowoczesnych” firm, która będzie siedzieć w majtach i siatkowym podkoszulku przed ekranem komputera czy okularach VR, w tym czy innym metaversie.

Nie wierzę w taką przyszłość i w spełnienie mokrych snów Zuckerberga i paru innych techno-CEO. Jeśli jednak takie coś miałoby kiedyś nadejść, wolę zostać techno-amiszem czy innym cyfro-dziadersem, który nie będzie miał z tym nic wspólnego  ;)

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu

Więcej na tematy: