19

To nie tylko przepiękny dokument. To wzruszająca wiadomość do nas wszystkich. „Nasza planeta” już na Netflix

Raczej dosyć rzadko pisze się o filmie, serialu lub dokumencie w ten sposób, ale tym razem jestem pewien: Naszą planetę powinien zobaczyć każdy. Bez wyjątków.

„Nasza planeta” to najnowszy dokument Netfliksa, za którym stoją twórcy takich dzieł jak „Planeta Ziemia” czy „Niebieska planeta” oraz wielu innych. Każdy z tytułów to klasa sama w sobie. Pod każdym względem serie te deklasowały konkurencję, dlatego nie jest żadną niespodzianką, że Netflix zatrudnił do pracy właśnie osoby odpowiedzialne za produkcje wymienionej powyżej. Na przestrzeni ośmiu odcinków mamy szansę odwiedzić tak zróżnicowane tereny i zakątki naszej planety, że podczas seansu niejednokrotnie zastanawiałem się, jakim cudem ja jeszcze nigdy wcześniej nawet nie słyszałem o tych gatunkach zwierząt, miejscach czy zjawiskach.




A wrażenie dokument robi pio ru nu ją ce. Oglądając kolejne odcinki miałem w głowie mętlik, bo roiło się w niej od pytań, najczęściej dotyczących kulisów produkcji. Wiemy, że pracowało nad nią ponad 600 członków ekipy filmowej, a zdjęcia odbywał się w 50 krajach wokół globu. Oczywiście na każdym z kontynentów. Przyglądając się niektórym ujęciom wciąż nie potrafiłem sobie wyobrazić, gdzie mogła znajdować się kamera, która uchwyciła tak niewiarygodne kadry.

„Nasza planeta” powstawała przez 4 lata, a efekt to osiem epizodów, z których każdy ma po około 50 minut. Wydaje mi się, że jest to nawet nie fair wobec tych, którzy pracowali nad dokumentem, bo z całą pewnością chcieliby nam pokazać jeszcze więcej. Prawa rynku są jednak nieubłagane i nawet tak nietypowa platforma jak Netflix – bez ramówki, cięć na reklamy i tak dalej – nie może sobie pozwolić na kompletną swobodę. Umieszczenie w serwisie kilkuset godzin materiału nie wchodzi w grę, ale pigułka wiedzy i emocji, jaką dostajemy w „Naszej planecie” ma niesamowite zagęszczenie.

W wersji oryginalnej, z której możecie skorzystać na Netflix, usłyszymy głos niezastąpionego Sir Davida Attenborougha. Polska wersja językowa to nikt inny jak niezastąpiona Krystyna Czubówna. Nie byłbym zdziwiony, gdyby znaleźli się widzowie, którzy obejrzą całość dwukrotnie dla dwóch różnych ścieżek audio. O tym, jakie wrażenie na Krystynie Czubównej wywarł dokument mogliśmy usłyszeć na polskiej premierze programu, którą zorganizowano w urokliwym i nieprzypadkowym miejscu – Netflix zaprosił nas do Muzeum Geologicznego w Warszawie.

Na miejscu, jeszcze przed pokazem, mieliśmy szansę usłyszeć, poza Krystyną Czubówną, Michała Piroga, który odwiedził jedną z ukazywanych w 3. odcinków lokalizacji i mógł przekonać się na własne oczy, jak wygląda walka o przetrwanie przyrody, a także Aretę Szpurę, działaczkę na rzecz ochrony Ziemi oraz Michała Krauze z organizacji WWF (World Wide Fund for Nature). Takie grono nie znalazło się przypadkowe, bo program Netfliksa ma nas skłonić nie tylko do refleksji i przemyśleń na temat tego, jak będzie wyglądała przyszłość naszej planety, ale także do podjęciach konkretnych działań.

I wcale nie mówiono tu o wychodzeniu na ulicę, pikietowaniu i głośnym wyrażaniu swojego zdania (choć może to być pomocne), lecz o podejmowaniu niewielkiego (z naszej perspektywy) wysiłku, który będzie brzemienny w skutki. Odmówienie sobie napoju ze słomką czy wybór produktu gastronomicznego pozbawionego składników uzyskiwanych w procesach szkodzących Ziemi będzie dobrym początkiem – przekonywali uczestnicy panelu.

„Nasza planeta” już na Netflix.