120

Nasz tekst o e-podręcznikach zniknął z wyborczej, pojawił się za to inny..

Na początku dwa słowa od ojca, który codziennie odprowadza dzieci do szkoły. Bardzo głęboko mam schowane (wiecie gdzie) współczucie dla wydawców w branży edukacyjnej kiedy patrzę jak moje dzieci ciągają do szkoły blisko 10 kilogramowe plecak. Dość negatywne odczucia mam też kiedy patrzę jak nauczycielka co roku wybiera sobie inny zestaw podręczników do szkoły składających […]

Na początku dwa słowa od ojca, który codziennie odprowadza dzieci do szkoły. Bardzo głęboko mam schowane (wiecie gdzie) współczucie dla wydawców w branży edukacyjnej kiedy patrzę jak moje dzieci ciągają do szkoły blisko 10 kilogramowe plecak. Dość negatywne odczucia mam też kiedy patrzę jak nauczycielka co roku wybiera sobie inny zestaw podręczników do szkoły składających się z kolejnych serii ćwiczeń i zeszytów za które co roku trzeb płacić od nowa. To się kiedyś musi zmienić czy tego nasze grono wydawców chce czy nie.

O problemie e-podręczników pisał ostatnio na Antyweb Piotr Peszko (który mocno siedzi w tym temacie), napisał ostro i dobitnie co myśli o sposobach lobbowania przez wydawców i chęci utrzymania status quo w tej dziedzinie edukacji. Nie ma się zresztą czemu dziwić skoro mówimy o rynku wartym miliard złotych.

Tekst Piotra na AW ukazał się dokładnie 8 czerwca. Tego samego dnia Piotr dostał propozucję przedruku na stronie wyborcza.pl. Ustaliliśmy wspólnie, że jeśli będzie link do AW i dobrze podpisany autor to nie ma problemu. I tak tekst został opublikowany na portalu w sekcji Listy Czytelników.

Wczoraj czyli 14 czerwca Piotr zadzwonił do mnie i powiedział, że wyborcza zdjęła ten tekst. Nie wiemy kiedy to się wydarzyło wiemy jednie, że wczoraj Piotr został o tym poinformowany. Oficjalny powód zdjęcia tekstu nie został przedstawiony.

Mniej więcej tym samym czasie na łamach wyborczej w tej samej sekcji co nasz tekst pojawił się artykuł Bartosza Lewickiego, który w podpisie tytułuje się reprezentantem „Porozumienie Nowoczesna Edukacja”. Przypomnę, że to właśnie Pan Lewicki był jednym z głównych bohaterów tekstu Piotr.

Artykuł Lewickiego (nie pierwszy zresztą w sieci znajdziecie więcej podobnych tego samego autorstwa) jest skrajnie lobbujący na rzecz utrzymanie obecnego stanu rzeczy jeśli chodzi o podręczniki. Zacytuję aby nie być gołosłownym:

I jeszcze jedno pytanie, do rodziców: skoro wprowadzanie e-podręcznika nigdzie do tej pory nie powiodło się na świecie, a polski program jest bardzo nowatorski, czy godzą się na eksperymentowanie na swoich dzieciach, zwłaszcza, że oszczędności mogą być pozorne lub może nie być ich wcale?

Z zainteresowani postanowiłem sprawdzi czymże jest to „Porozumienie Nowoczesna Edukacja”, które reprezentuje Pan Lewicki. Niestety w sieci nie udało mi się odnaleźć żadnej strony ani informacji o tym „porozumieniu”. Fraza ta występuje jedynie w tekstach Pana Lewickiego.

Pan Lewicki, który tak aktywnie działa na rzecz dobra wydawców jest natomiast również pracownikiem agencji PR-owej Multi Communications, która wśród swoich klientów ma między innym Gazetę wyborcza.pl (nie wiem czy jeszcze aktywnie współpracują czy nie).

To tyle jeśli chodzi o fakty, informacji nie potwierdzonych i nie oficjalnych nie będę tutaj opisywał.

Ps. Napiszę też na wszelki wypadek – proszę nie straszyć reakcji AW konsekwencjami związanymi z opublikowanymi tekstami. Mamy już wprawę z radzeniem sobie z tego typu „pogróżkami” i „naciskami” oraz wypracowane metody odpowiedzi na silne sugestie poprawy tekstów :)

[Aktualizacja]

Aby oddać głos drugiej stronie czyli Wyborczej, zamieszczam komentarz Grzegorz Piechoty z wyborcza.pl (jest również w formie komentarz do tego wpisu):

Nazywam się Grzegorz Piechota, jestem redaktorem ‚Gazety Wyborczej’, odpowiadam za serwis Wyborcza.pl. To ja podjąłem wczoraj decyzję o zdjęciu przedruku tekstu Piotra Peszko, ponieważ jego forma w mojej ocenie nie odpowiadała standardom publikacji w ‚Gazecie’ i jego przedruk w oryginalnej formie był błędem podległego mi redaktora. Moja krytyczna ocena dotyczy nie wymowy tekstu, nie argumentów merytorycznych w nim podnoszonych, ale formy – tego, że bez uzasadnionego powodu pojawiały się w nim sformułowania wulgarne oraz argumenty ad personam pod adresem adwersarzy. Być może taka forma nie razi Redaktora i CzytelnikówAntyweb.pl, ale razi w ‚Gazecie’. Ponieważ to nie my zamawialiśmy tekst, a jedynie go przedrukowywaliśmy, nie czuliśmy się władni go redagować, skracać itp. Dzisiaj poprosiłem Piotra Peszko, by jeśli jest zainteresowany publikacją w ‚Gazecie’, sam poprawił tekst, zachowując jego wymowę oraz argumentację merytoryczną. Wtedy tekst przywrócimy na Wyborcza.pl. Jednocześnie pragnę zapewnić, że będziemy kontynuować na naszych łamach debatę o e-podręcznikach i w jej ramach jesteśmy gotowi publikować teksty publicystyczne zarówno ‚za’, jak i ‚przeciw’. Jeżeli wśród Czytelnikw Antyweb.pl są zainteresowani, proszę o kontakt. Nasz e-mail: listydogazety@gazeta.pl oraz mój osobisty: grzegorz.piechota(at)agora.pl

Tekst Piotr ukazał się w „poprawionej formie” ponownie na stronach wyborczej.

[Komentarz]
Ja pozwolę sobie tylko na krótki komentarz do powyższego. Abstrahując od tekstu Piotra nadal dziwię się, że Wyborcza opublikował PR-owy tekst porozumienia wydawców.

Trudno mówić o dialogu publicznym skoro publikuje się teksy profesjonalnych speców od komunikacji, którzy zasypują podobnymi tekstami internet. Kto ma na nie odpowiedzieć? Z kim w ogóle jest ta dyskusja skoro porozumienie nie przedstawia wydawców jakich reprezentuje?

Kolejny artykuł na wyborczej (gościnny) to też kolejny głos wydawców (Grzegorz Boguta – obecnie doradca międzynarodowych korporacji wydawniczych i analityk rynku książki). Jaka to w tym tekście korporacja się znowu wypowiada?

Wydawcy chcą współpracować z MEN przy „Cyfrowej szkole” [list] i kolejny raz użyte są te same argumenty co w poprzednim tekście:

„Za błędy w podręcznikach nie zapłacą politycy ani urzędnicy. Konsekwencje poniosą nasze dzieci – na egzaminach lub w dorosłym życiu. Zrozumieli to Brytyjczycy, Hiszpanie, Skandynawowie, którzy wyciągnęli wnioski ze swoich błędów oraz zbyt entuzjastycznego i bezkrytycznegopodejścia do rządowych podręczników czy „wiki-podręczników”.

Czy teraz teksty społeczne i czytelników mają zrównoważyć na wyborczej dyskusje aby balans wypowiedzi był odpowiedni? Przecież wiadomo, że tego nie zrobią.