7

Nareszcie konkretne zmiany w Content ID. Może wreszcie twórcy wideo nie będą pozbawiani zarobku

Twórcy nie mają na YouTubie łatwego życia. Chodzi przede wszystkim o nieludzki i bezlitosny Content ID, który wysyła roszczenia nawet w związku z materiałami, w których nie zostały naruszone żadne prawa autorskie. Problem pojawia się wtedy, gdy któryś z twórców traktuje publikację wideo w serwisie jako swoją główną pracę, a roszczenie pozbawia go pieniędzy, które mógłby na swoim filmie zarobić. Na szczęście idzie dobra zmiana.

Co w zasadzie dzieje się z pieniędzmi z monetyzacji, kiedy automat YouTube złapie Was na naruszeniu praw do fragmentu materiału? Na naszym kanale mamy wyłączoną monetyzację i za każdym razem, kiedy pojawia się tak zwany „claim”, otrzymujemy następującą informację:

W tym wypadku chodzi o fragment zwiastuna gry Nintendo, wykorzystany w materiale podsumowującym kwietniowe premiery. Ja wiem, że to automat, ale kompletnie nie rozumiem logiki takiego działąnia. Promujemy grę Nintendo, firma podkłada nam kłody pod nogi. Nie zarabiamy na tym materiale, fragment jest krótki, podpisany. Nie włączaliśmy reklam na naszym filmie (jak i pozostałych), zrobił to za nas automat w związku z roszczeniem. W tym wypadku nie składam nawet odwołania – raz zdarzyło się, że jeden z odcinków mojego vloga Niezgrany zniknął z serwisu właśnie w związku z naruszeniem praw do wykorzystanego w nim materiału. Odwołanie pomogło i film wrócić na kanał następnego dnia. „Nie będziesz mieć możliwości zarabiania na nim” jest dla mnie jasne, tylko kto w takim wypadku zarabia na włączonych przez automat reklamach? Japoński koncern, a może sam YouTube? Podobno nikt, aż do momentu kiedy sprawa się rozwiąże.

Twórcy są źli na aktualnie obowiązujący mechanizm i doskonale ich rozumiem. Niektóre materiały zarabiają najwięcej przez pierwszych kilka dni od publikacji, a automat jest bezlitosny i często nie czeka, tylko od razu pcha do wideo swoje łapska. Dla osób, które zrobiły sobie z YT podstawowe źródło dochodu to realne straty – i nawet jeśli wygrają spór (co się często zdarza), pieniędzy nie odzyskują. Tymczasem YouTube planuje zmienić ten mechanizm. I na pierwszy rzut oka to zmiany na lepsze.

Kiedy twórca lub ktoś wysyłający roszczenie zdecyduje się na monetyzację filmu, będziemy wciąż wyświetlać reklamy, a zarobki z ich wyświetleń odłożymy w osobnym miejscu. Kiedy sprawa związana z Contend ID zostanie załatwiona, wypłacimy dochód odpowiedniej ze stron.

– wyjaśnia YouTube.

Nowy system ma wejść w życie w nadchodzących miesiącach i YouTube wierzy, że przyniesie dobre zmiany. Firma chwali ponadto swój system związany z roszczeniami – podobno w przeciągu minionego roku udało się stawić czoła milionom nieprawidłowych roszczeń (zanim jeszcze te uderzyły w twórców), a to wszystko dzięki skomplikowanym algorytmom i prawdziwemu zespołowi zajmującemu się tematem. Wspomniany zespół potrafi nawet odciąć partnerów od Content ID jeśli stwierdzi, że ten jest przez nich źle wykorzystywany.

Zmiana jak najbardziej na plus, pozostaje trzymać kciuki, by sprawy były rozpatrywane jak najszybciej i nieprawidłowe roszczenia odpowiednio rozstrzygane. Mam bowiem wrażenie, że automat w połączeniu z firmami zajmującymi się ochroną praw do materiałów działa często po prostu źle, czego doskonałym przykładem jest niedawna akcja dotycząca materiałów leciwej już polskiej grupy filmowej Diabolic Team (Dakann i reszta ekipy odpowiedzialna za „kultowy” już Piątek). Materiały zostały pozbawione dźwięku po 10 latach od publikacji.