Felietony

Znak czasów. Boimy się zagłady, więc śledzimy Nancy Pelosi na Flightradarze

JS
Jakub Szczęsny
6

Nie spałem tej nocy, gdy Rosjanie wkraczali na Ukrainę. Było to tym bardziej surrealistyczne, że granicę z Ukrainą właściwie mam pod nosem - z Rzeszowa to rzut beretem. Śmiano się z takich ludzi jak ja - bo przecież "każdy normalny wiedział", że nic się nie wydarzy. Wiecie, strach to zupełnie normalne uczucie. Nie wszyscy muszą być specjalistami od wojny i pokoju. Ludzie bali się wtedy, bali się również dzisiaj - gdy Nancy Pelosi, pikerka Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych leciała na Tajwan.

Reuters słowami jednego z chińskich polityków "ostrzegał" przed taką ingerencją w wewnętrzne interesy Chin. Nieco bardziej powściągliwy był natomiast reprezentant "kontynentalnych" przy ONZ, który wskazał że wizyta Pelosi na Tajwanie mogłaby osłabić relacje między Chinami, a Stanami Zjednoczonymi. Agencja przekazała informację o tym, że mogłoby to "wywołać poważne konsekwencje i wydarzenia". Czyli to trochę takie "jak przyjedziesz, to zobaczysz". No, ale co zobaczysz? Ekran "game over"? Transparent z napisem "it's a prank, bro!"? A może to wszystko jest po prostu tylko teatrzykiem i wszystkim chodzi tylko o TSMC i rynek półprzewodników. Jeszcze zatęsknimy za średnio-słabym stanem, na który narzekaliśmy przy zakupie nowego auta?

Ale nie to jest istotne. Kupno nowego auta jest najmniejszym problemem, jeżeli jutro będziemy polować na jaszczurki, a pojutrze one zapolują na nas. Ludzie serio nie muszą być najlepsi w rozeznawaniu się w zakresie rangi lotów najważniejszych osób najmocarniejszych z mocarnych (Nancy Pelosi jest "numerem trzy"). Lot US Air Force na Tajwan z nią na pokładzie był zarówno i elementem mającym na celu wywołanie określonej reakcji, a także zaznaczeniem dominacji.

I dlatego ludzie wystraszyli się Fallouta. Więc siedzieli na Flightradarze i śledzili lot Pelosi

Twórca Flightradar24 musiał zadbać o to, by "dostawić" zasoby będące w stanie obsłużyć ogromną ilość zapytań o ten lot. W szczytowym momencie, losy lotu z Pelosi na pokładzie śledziło ponad 300 000 osób. Pół miliona śledziło lot Nawalnego, który tak na dobrą sprawę oddał się w ręce rosyjskich władz i wrócił do kraju po próbie otrucia go. Trzeba przy tej okazji zaznaczyć, że Nancy Pelosi jest najwyższym przedstawicielem USA na Tajwanie od 25 lat. Nic dziwnego - od dawna ta wyspa uchodzi za "zapalną" w relacjach Chin ze Stanami Zjednoczonymi. Chiny kontynentalne niejednokrotnie albo ćwiczyły, albo markowały, albo próbowały sprowokować sytuację, w której wskakują na wyspę i "odzyskują ją" dla idei.

Ludzie nie potrafią czytać języka polityków: bazują na prostych komunikatach. Jeżeli ktoś mówi Wam, że użyje konkretnych narzędzi, jeżeli coś zrobicie - to liczycie się z tym, że ich użyje po przekroczeniu zaznaczonej granicy. I to jest normalne, że ludzie się boją. Tym bardziej, że Komunistyczna Partia Chin już teraz wskazuje na to, że Amerykanie poniosą wszelkie poważne konsekwencje swojej manifestacji siły na de facto ich terytorium. Ich, ale nie ich.

Jutro znowu pewnie obudzimy się na tej samej Ziemi, przy całkiem normalnie wyglądającym wschodzie słońca (który nie przypomina dziwnie grzybka, a potem kilku kolejnych), wszystko potoczy się tak jak zwykle. Ale ludzie będą się bać. I będą robić to, co będą uważali za słuszne, aby sobie ten strach kompensować. Jeżeli uznają, że będzie to śledzenie samolotu z Pelosi na Flightradar24, to skoro nie robią tym nikomu krzywdy - nie zabraniajmy im tego robić. To wcale nie jest głupie. Ludzie chcą czuć się bezpiecznie nawet, jeżeli to może im niczego nie gwarantować.

Dziwi mnie więc to wyśmiewanie "głupich", którzy śledzili ten lot. Ja nie mogłem, miałem inne obowiązki. Ale w biurze ktoś mnie co chwila informował, że dalej wszystko jest okej, że dalej leci i nic się nie stało. A ja dziwnie w duchu cieszyłem się, że jednak w tych ciekawych czasach, nie stało się jeszcze ciekawiej.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu