Moje przemyślenia

Największe targi na świecie, a ja przyjechałem z samym tabletem. Głupota?

56

Na łamach AW niejednokrotnie poruszałem już kwestię Androida jako narzędzia do pracy. Przy czym pisząc praca, mam na myśli realizowanie zadań stricte dziennikarsko-blogerskich. Nie ukrywam, że dotąd system Google wywoływał na tym polu u mnie wyłącznie frustracje. Aż do minionych targów MWC. Galax...

Na łamach AW niejednokrotnie poruszałem już kwestię Androida jako narzędzia do pracy. Przy czym pisząc praca, mam na myśli realizowanie zadań stricte dziennikarsko-blogerskich. Nie ukrywam, że dotąd system Google wywoływał na tym polu u mnie wyłącznie frustracje. Aż do minionych targów MWC.

Galaxy Taba S 10,5 upolowałem podczas sławetnej promocji Samsunga, w ramach której największe sklepy z elektroniką w Polsce wyprzedawały tablety właściwie po kosztach. Założenie było proste - potrzebowałem lekkiego i poręcznego narzędzia, które mógłbym zabrać ze sobą na konferencję i przygotować szybko relację ze zdjęciami. Mój ówczesny Vostro 3450 nie nadawał się do tego, bo był za ciężki, za duży i nieszczególnie dobrze już trzymał na baterii (zresztą teraz mam Acera V17 Nitro z 17,3-calową matrycą, więc komputer jeszcze mniej mobilny). Dlatego krótko po zakupie Galaxy Taba S, wyposażyłem się w etui z klawiaturą Logitecha - Type S. O tym zresztą również mogliście czytać na łamach Antyweba.

Pierwszy wielki sprawdzian nastąpił we wrześniu - na IFA do Berlina pojechałem tylko z tabletem i szybko tego pożałowałem. Aplikacja Wordpressa na Androida okazała się koszmarnym doświadczeniem - miałem problemy z odpowiednim zakodowaniem tekstu i opublikowaniem go na stronie. Szybko zatem zastąpiłem ją przeglądarką internetową, gdzie panel Wordpressa sprawdzał się jeszcze gorzej. Nie był to jedyny problem. Szybko pojawiła się kwestia zdjęć, które trzeba było przenieść z lustrzanki. I tutaj znów gimnastyka, bo nie miałem w aparacie karty MicroSD z adapterem SD, tylko klasyczną wersję nośnika. Podłączenie do tabletu wymagało oczywiście przejściówki, której nie miałem. Zamiast tego zabrałem ze sobą bezprzewodowy czytnik Kingston MobileLite Wireless G2, naiwnie wierząc, że szybko i sprawnie prześlę w ten sposób fotki z karty SD do tabletu. Niestety, aplikacja do obsługi tego cuda kompletnie rozczarowywała brakiem stabilności i funkcjonalności. Natomiast szybkość transferu wołała o pomstę do nieba. Gdy już się udało przesłać kilka zdjęć, wyniknął kolejny problem - brak narzędzia do edycji plików RAW. Z IFA wracałem z myślą: "nigdy więcej tabletu z Androidem w pracy!".

Podobno dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi, mądry Polak po szkodzie itd. Otóż nie. Na tegoroczne targi MWC w Barcelonie zabrałem ten sam tablet z tą samą klawiaturą. Skłamałbym, pisząc, że nie zabezpieczyłem się w żaden sposób - W bagażu miałem jeszcze 13-calowego Chromebooka Acera. Ten sprzęt zostawiłem jednak w hotelu, gdzie wracałem późno w nocy i prawdę mówiąc nie miałem ochoty ani siły, by chociaż raz go w trakcie całego wyjazdu uruchomić.

Jak tym razem spisał się Galaxy Tab S w pracy? Przede wszystkim trzeba zacząć od tego, że pojechałem do Barcelony lepiej przygotowany: z czytnikiem kart SD marki Delock, o którym niedawno pisałem oraz aplikacją PhotoMate R2. O ile ten pierwszy jest stosunkowo tani (ok. 20-30 zł), to za aplikację zapłaciłem aż 30 złotych. Jednak było warto. To prawdopodobnie najlepszy program do zarządzania plikami RAW, odczytywania ich i dostosowywania parametrów obrazu, a także zbiorowego konwertowania na JPG i zmiany rozmiaru (co szczególnie ważne, przy publikowaniu w internecie). Ani razu nie czułem, że wyrzuciłem pieniądze w błoto. Lepszej i bardziej intuicyjnej aplikacji do tego celu zwyczajnie w Google Play nie ma.

Zmieniło się wiele również na innych polach. Aplikacja mobilna Wordpressa ciągle nie jest idealna, ale przez te kilka miesięcy mocno ją poprawiono. Podczas wyjazdu ani razu nie korzystałem z przeglądarki, bo wszystko byłem w stanie załatwić z poziomu oficjalnego klienta. Dużym plusem był też niedawno wydany na Androida iA Writer (kolejna płatna i droga aplikacja - 20 złotych), który pozwalał bardzo szybko przygotować treść artykułu, a następnie błyskawicznie przekleić ją do Wordpressa. Teoretycznie mogłem to robić bezpośrednio w aplikacji WP, ale, jak wspomniałem, nie jest ona idealna i przy pracy na tekście iA Writer był po prostu bardziej efektywny i funkcjonalny.

Bilans? Musiałem wydać 80 złotych (+ 420 zł klawiatura, którą kupiłem w sierpniu 2014), żeby uczynić tablet z Androidem zdatnym do pracy. Dużo? Mało? Biorąc pod uwagę, że chodzi o działalność stricte zarobkową, nie jest to chyba zbyt wygórowana kwota. Nie ukrywam, że przy takim wsparciu praca przebiegała o wiele sprawniej i wygodniej. Powiem więcej, PhotoMate R2 o wiele szybciej edytował grupowo zdjęcia niż Photoshop na moim domowym pececie. Podsumowując - nie żałuję, że zaryzykowałem drugi raz.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu