1

Moving Out – recenzja. Świetna gra na wspólną zabawę na jednej kanapie

Nigdy nie korzystałem z usług ekipy do przeprowadzek i po tym, co widziałem w nowej grze Moving Out, raczej na pewno nigdy nie skorzystam. Tak, ktoś zrobił grę o przeprowadzkach i pomysł w praktyce wypadł nawet lepiej niż na papierze.

Lubię humorystyczne produkcje, miłe, lekkie i przyjemne. A już sam skrót firmy przeprowadzkowej, której pracownicy są bohaterami Moving Out zapowiada, że będzie zabawnie (FART). Bez jakiejś wciągającej fabuły, szemranych interesów, strzelanin, przestępców, ukrytych przekazów – to tytuł, w którym będziemy odwiedzać kolejne lokacje i pakować ich zawartość na ciężarówkę. Nie jako złodzieje (choć to też byłby fajny pomysł), ale jako szalona firma do przeprowadzek. Na tyle szalona, że wyrzuca meble przez okna, a cały proces to jeden wielki chaos – byle tylko zdążyć na czas.

Moving Out jest przystępne już od pierwszych minut. Gra w szybkim samouczku tłumaczy podstawowe zasady przenoszenia mebli, zachęcając wręcz do rzutów czym popadnie. I w sumie po zaliczeniu tutoriala będziecie wiedzieć wszystko, co trzeba – ale kluczowe jest tu też doświadczenie i dobre oko. Izometrycznie ustawiona kamera nie zawsze pozwala odpowiednio wymierzyć szerokość drzwi, więc po jakimś czasie będziecie już doskonale wiedzieć, czy kanapa się przez nie zmieści i przy którejś przeprowadzce pewne rzeczy zaczniecie robić niejako z automatu.

Ale nie tylko ciasne drzwi mogą stanowić wyzwanie, ponieważ z każdym kolejnym zdaniem twórcy starali się uprzykrzyć naszej sympatycznej ekipie pracę, podsyłając różnego rodzaju „przeszkadzajki”. Momentami bywają naprawdę irytujące, ale spokojnie – na wszystkie jest jakiś sposób.

Jak nie drzwiami, to oknem

Moving Out rozwija skrzydła w kooperacji – sam grałem w ten tytuł przede wszystkim z synem i kluczowe było dogadanie się co do współpracy polegającej na czymś więcej niż podziale pomieszczeń do ogarnięcia. Ciężkie przedmioty zdecydowanie łatwiej przenosić wspólnie, a to wymaga pewnej koordynacji – na szczęście da się to wyćwiczyć. Trzeba też od razu ustalić by na pace ciężarówki układać graty rozsądnie. To nie jest dziura bez dna, więc może się okazać, że w którymś momencie wszystko zacznie wypadać i więcej czasu spędzicie na układaniu zapakowanych już przedmiotów niż na ich wynoszeniu z lokalu. Na szczęście nikt nie ucina pensji za uszkodzenia, więc śmiało rzucajcie czym popadnie, gdzie popadnie. Okna przez które można coś wyrzucić są tak samo dobre (jeśli nie lepsze) niż drzwi. Mówię serio.

Moving Out nie jest prostą grą i zacznie stawiać wyzwanie już po kilkunastu minutach zabawy. I dobrze, bo ciągłe robienie tego samego w ten sam sposób byłoby zwyczajnie nudne. A tak w pewnym momencie poza szybkimi palcami na padzie, które gwarantują wyniesienie rzeczy odpowiednio sprawnie, liczy się również obranie odpowiedniej strategii, przeanalizowanie lokalu, drogi do ciężarówki i rozplanowanie pracy tak, by wykręcić jak najlepszy czas. A warto, bo a zaliczenie czasowych wyzwań gra potrafi przyjemnie wynagrodzić.

Nie wszystko jest tu oczywiście idealne. Zdarzały się sytuacje, w których przedmioty wypadały z wirtualnych dłoni, któryś z nas nie mógł dołączyć do wspólnego przenoszenia. Raz nie mogłem wyrzucić czegoś przez okno, bo to nie chciało się zbić – przy kolejnym podejściu tego problemu już nie było. Ale generalnie to drobiazgi na które nie zwraca się uwagi – szczególnie podczas wspólnej zabawy przed jednym ekranem, gdzie emocje biorą górę. A tych jest naprawdę sporo i to na dobrą sprawę największy plus Moving Out. Gra ekscytuje, daje frajdę. To jeden z tych tytułów, który przypomniał mi jak fajne jest wspólne granie na jednej kanapie – o czym trochę zapomniałem spędzając dużo czasu przy sieciowych grach multiplayer.

Wizualnie jest poprawnie, komiksowo, ale bez fajerwerków. Tytuł przypomina raczej gry indie, gdzie bardziej od jakości oprawy liczy się wizualny projekt. I w tym temacie Moving Out jest spójne. Niezbyt ładne, ale miłe dla oka, kolorowe i przyjemnie – sprawia wrażenie gry dla dzieci.

Przeczytaj też: Recenzja Final Fantasy VII Remake

Werdykt

Moving Out traktuję jako ciekawą odskocznię od dużych, poważnych gier i z tego zadania wywiązuje się bardzo dobrze. Ale tylko kiedy siadamy do niej z synem przy jednej konsoli, wtedy frajda jest największa – choć i praktycznie przy każdym zadaniu robimy niezłe zamieszanie próbując zdążyć na czas. Fajnie, że naszkicowany na kartce pomysł udało się tak dobrze przenieść do wirtualnej przestrzeni, posypać go humorem i przyjemną oprawą. Solidna, zabawna produkcja, którą zostawię na dysku konsoli na wypadek wizyty znajomych po pandemii i chęci wspólnego pogrania w typowo imprezową produkcję. Jeśli szukacie tytułu na takie okazje, Moving Out będzie naprawdę spoko.