Google

Monetyzację Google+ czas zacząć!

Tomasz Popielarczyk
5

Google stopniowo monetyzuje swój serwis społecznościowy. Chyba nikt nie wątpił w to, że niebawem zobaczymy tutaj reklamy oraz mniej lub bardziej ścisłą integrację z AdSense. Ta ostatnia stała się faktem już jakiś czas temu, a teraz jest już dostępna dla wszystkich (no, prawie...). Mało tego, kalifor...

Google stopniowo monetyzuje swój serwis społecznościowy. Chyba nikt nie wątpił w to, że niebawem zobaczymy tutaj reklamy oraz mniej lub bardziej ścisłą integrację z AdSense. Ta ostatnia stała się faktem już jakiś czas temu, a teraz jest już dostępna dla wszystkich (no, prawie...). Mało tego, kalifornijski gigant przygotowuje się do wdrożenia innych, nietuzinkowych formatów. Czy jest czego się obawiać?

Zapewne niektórzy z Was już słyszeli o +PostAds, albo mieli (nie)szczęście natknąć się na tego typu reklamy. Jest to sposób Google'a na monetyzację serwisu, który w grudniu ubiegłego roku udostępniono wąskiemu gronu użytkowników (czy też właściwie firm). Sposób działania jest bardzo prosty - możemy przekształcić dowolny post opublikowany w Google+ w reklamę. Może to być zwykły status tekstowy, ale również zdjęcie, wideo lub zaproszenie do konferencji w Hangoutach. Atutem tego modelu ma być możliwość zdobycia stałych subskrybentów (wyeksponowany przycisk dodawania do kręgów) właściwie z całego internetu. Dla samego Google to natomiast rewelacyjny sposób na promocję swojej platformy.

Teraz dostęp do +PostAds mogą uzyskać wszyscy. Oczywiście nie bezwarunkowo. Ograniczeniem jest liczba osób obserwujących - należy ich mieć na stronie minimum 1 tys. Należy też aktywować funkcję udostępniania rekomendacji. Google ma zwracać uwagę na tematykę postów reklamowych i je skutecznie odsiewać w przypadku, gdy nie są związane z tematyką strony.

+PostAds to fenomenalny pomysł z punktu widzenia zarówno Google, marketingowców jak i użytkowników. Gigant nie musi się martwić sprzeciwami spowodowanymi umieszczaniem reklam w serwisie. Interfejs jest czysty, a użytkownicy nie muszą (przynajmniej na razie) oglądać żadnych dodatkowych treści, jak to się dzieje na Facebooku.

Spece od marketingu otrzymują instrument, który pozwala im znacząco rozszerzyć zasięg swoich postów, a nawet zwiększyć zaangażowanie. W ten sposób można bowiem również promować Hangouts on Air, czyli publiczne spotkania z dużą liczbą użytkowników. Reklamy tego typu są opatrzone od razu przyciskami potwierdzającymi uczestnictwo. Wisienką na torcie jest model rozliczania, w którym reklamodawca płaci jedynie za zaangażowanie użytkowników, a nie wyświetlenia.

 

Korzyści dla użytkowników są oczywiste. Nie oglądamy reklam w serwisie, nie musimy walczyć z obcinanym zasięgiem postów naszych ulubionych marek. Wszystko wydaje się w miarę transparentne i przejrzyste. Myślę, że pod tym względem Google dobrze kombinuje. Zresztą w przeciwieństwie do Facebooka kalifornijski gigant nie musi na gwałt agresywnie monetyzować swojej platformy na wszystkie możliwe sposoby. Zamiast tego obserwujemy spokojne, przemyślane i konsekwentne działania, które mają szansę zaprocentować. Oczywiście otwartą kwestią pozostaje skuteczność tego typu formatu. Nie sądzę jednak by była najgorsza, skoro po czterech miesiącach testów zdecydowano się wdrożyć projekt.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu