Militaria

MON tłumaczy się z zakupów w Korei. Myślenie życzeniowe ciągle w modzie cz. 2

Krzysztof Kurdyła
10

Umowy ramowe z Koreą zostały podpisane, pora więc omówić największy z zaplanowanych zakupów, czołg K2 Black Panther. Także tutaj myślenie życzeniowe i nieliczenie się z realiami, szczególnie czasowymi widać jak na dłoni.

Co kupujemy?

To, co na dziś jest w zasadzie pewne, to że Polska kupuje 180 czołgów w K2 Black Panther w standardzie takim, jaki jest obecnie dostarczany tamtejszym wojskom. Polskie maszyny mają mieć od początku systemy łączności i BMS kompatybilne z używanymi u nas, ale nie wiadomo, czy będą produkcji polskiej, czy zagranicznej.

Choć podpisana dziś umowa ma charakter ramowy, a ostateczny kształt zakupów może być modyfikowany przy zawieraniu umów wykonawczych, ten zakup można uznać w zasadzie za zaklepany. Pierwsze czołgi w opisanym standardzie mają do nas dotrzeć jeszcze w tym roku, więc za chwilę można trzeba spodziewać się kolejnej konferencji. Widać, że min. Błaszczak bardzo je polubił...

To jednak nie koniec. W kolejnych latach ma pojawiać się bardziej spolonizowana i trochę lepiej opancerzona wersja K2 PL w ilości 820 szt. Nie będzie to jednak czołg według standardu znanego z renderów i modeli pokazywanych kiedyś na MSPO, ale coś w stylu K2NO (zwykły K2 na sterydach). Następnie, gdy fabryka w Polsce będzie już gotowa, po zaledwie kilku latach 180 kupowanych na wariata K2KR zostanie tam zmodyfikowane do naszego docelowego standardu.

Ostatnią z zapowiedzi, choć chyba nieuwzględnioną w umowie ramowej, mają być wspólne prace nad K3PL, czymkolwiek miałby być. I tu dochodzimy do tematu myślenia życzeniowego. MON postawił w obecnych zakupach tylko i wyłącznie na czas dostaw, ale jednocześnie to właśnie w kontekście czasu mamy do czynienia z największą ilością podejrzanych założeń.

Względność czasu

Po pierwsze, przyjęto że do 2026 r. od zera powstanie działająca fabryka czołgów. Jest to tempo godne błyskawicznie budowanych fabryk Tesli. Problem w tym, że Elon Musk robi to według przygotowanego z góry szablonu (dostosowując go tylko do konkretnych miejsc) i mając mocno wertykalnie zintegrowaną firmę. Trzeba jednak pamiętać, że nawet u niego, jeśli policzymy czas potrzebny na przygotowanie inwestycji, trzy lata to za mało.

Załóżmy jednak że Polska, w której dotychczas każdy program tego typu szedł jak po grudzie, dokona tego cudu. W ciągu nieokreślonego, ale zapewne obejmującego 10 - 15 lat czasu, mamy zamiar wyposażyć armię w 1000 czołgów K2PL. Do nich dojdzie jeszcze 366 Abramsów wyprodukowanych lub doprowadzonych do standardu M1A2 SEPv3. Czas życia nowego czołgu, o ile oczywiście nie będzie po drodze wojny, to jakieś 30 - 40 lat.

Kiedy więc miałby i dla kogo powstawać wspomniany K3 PL? Przecież jeśli zamierzamy posiadać te 1400 nowych czołgów (temat realności 6 dywizji to jeszcze inna sprawa) to czołg IV generacji będziemy sobie mogli kupić, jeśli będzie nas na to stać, najwcześniej w okolicach 2060 r.  Może i można by na to machnąć ręką, gdyby nie fakt, że przez Rosję czołgowa rewolucja właśnie nabiera tempa.

Widać jej zajawki już w pomostowych projektach, takich jak choćby KF51 Panther, na jesieni zobaczymy nowego Abramsa. Trzeba się liczyć, że i francusko-niemiecki projekt (albo projekty rozwodowe) ruszy z kopyta. Tymczasem my ubieramy się w dostarczenie do armii  i produkcję bardzo dużej ilości czołgów o nienajlepszych już dziś parametrach. Czy jak już nasycimy K2 PL (+ i bazującymi na nich WZT itd.) naszą armię, to za 20 lat będą na ten czołg inni klienci?

A może to właśnie K3 PL miałby być czołgiem na eksport? Zadajcie sobie w takim razie pytanie, czy w sytuacji, gdy sami tych czołgów nie będziemy kupować, dla Korei nasz poważny udział w projekcie K3 będzie miał finansowe uzasadnienie? Po co dzielić się własnością intelektualną...

Według mnie, K3PL to wymysł marketingowców z Korei, wabik na łasych na takie propozycje polityków, w który nikt tam nie wierzy, a na który po naszej stronie nie ma nawet czasowo miejsca. No chyba, że ktoś liczy, że czołgów będziemy kupować znacznie więcej, niż już wstępnie zamówione, 1366 szt.

Zbrojeniówka Schrödingera

Po raz kolejny zwrócę też uwagę na absurdalne podejście MON i polityków do naszych zdolności produkcyjnych. W przypadku K9 króluje narracja, że nie jesteśmy w stanie produkować odpowiedniej ilości Krabów, że to ponad nasze możliwości, że nie da się dostawić kolejnych linii produkcyjnych. W przypadku K2 Ci sami ludzie wierzą, że w 3 lata postawiamy od zera fabrykę czołgów, a zaraz będziemy współtwórcami czołgu IV generacji.

Skończy się tak, że nasze fabryki okażą się przede wszystkim prostymi montowniami, do których większość rzeczy z Korei będzie trafiać w kontenerach. Będziemy je sobie skręcać, coś tam może od siebie dodając, ale śmietankę w postaci praw intelektualnych, opłat licencyjnych będą spijać w Azji. Jednocześnie nie wierzę w efekt skali tego zamówienia, ponieważ nie wierzę w budowę 6 dywizji. Skończy się na 180 K2KR, podobnej ilości K2PL i mozolnej i nieefektywnej finansowo modernizacji tych pierwszych.

Jak już pisałem przy K9, całe to „zamieszanie” spowodowane jest faktem, że MON chce zastąpić cały sprzęt wysłany na Ukrainę w 3 lata. Jednak nawet przyjmując absurdalne założenie, że Rosja zaatakuje nas za jakieś 5 lat, tak nakreślony plan na K2 nie ma sensu. W takiej sytuacji efektywniej byłoby iść w kolejne Abramsy, a nie wdrażać równolegle dwa nowe ciągi szkoleniowo-logistyczne, które będą musiały działać wraz z tymi dla Leopardów 2 i PT-91 (nawet jak pójdą wszystkie na Ukrainę, musimy im zabezpieczać serwis).

Jeśli nie mamy czasu, powinniśmy wszystko maksymalnie upraszczać, ponieważ wdrożenie czołgów do armii to bardzo trudne zadanie, co pokazała choćby historia z Leopardami. Natomiast jeśli mamy czas... to po co zakupy na wariata?

KAPS zamiast pancerza

Wróćmy jednak do tego, co dostaniemy na pewno. Głównym problem z K2 Black Panther polega na tym, że został skrojony pod stricte koreańskie potrzeby. Jest to czołg mniejszy, znacznie lżejszy (55 ton) od konkurentów, co ma swoje konsekwencje. We wnętrzu jest mało miejsca, automat ładowania mieści 16 pocisków, a reszta jest przechowywana w niezabezpieczonym magazynie. Boki czołgu są jak na europejskie warunki chronione zbyt słabym pancerzem .

W polskim internecie spora część komentatorów została „ugłaskana” informacją, że nasze docelowe czołgi dostaną wzorem K2 proponowanego dla wojsk Norwegii trochę lepsze opancerzenie (K2NO po zmianach przytył 6 ton i ma ważyć ostatecznie ~61 t), a przede wszystkim koreański system ASOP o nazwie KAPS.

Niestety, bez poważnych zmian konstrukcyjnych kadłuba i wieży, wielkiej różnicy się tym sposobem nie osiągnie, a jednocześnie musi to pogorszyć jego dzielność w terenie i ogólną mobilność, często podnoszoną w polskim internecie, jako kluczową zaletę w stosunku do konkurencji.

Na zabezpieczenie magazynu amunicji miejsca również nie przybędzie, nie ma co liczyć na takie rozwiązanie. Także ze wspomnianym systemem typu hard kill związanych jest sporo kontrowersji. Pomijając fakt, że niezwykle trudno znaleźć na jego temat sprawdzone informacje, z tych dostępnych można odnieść wrażenie, że KAPS po prostu nie jest do końca gotowy i sprawia problemy.

Po pierwsze, chodzą słuchy, że system wciąż ma problemy z niezawodnością. Po drugie, jego poważną i potwierdzoną wadą jest brak możliwości używania równolegle z koreańskim systemem soft kill VIRSS. Po trzecie, 70 mm granaty wystrzeliwane przeciw nadlatującym pociskom mają wybuchać z siłą większą niż u konkurencji (być może kompensując brak precyzji), stwarzając większe zagrożenie dla piechoty towarzyszącej czołgowi.

Trudno te zarzuty zweryfikować z dość prozaicznego powodu, system opracowany ponad dekadę temu nie znalazł jak na razie ani jednego klienta. Nie kupiła go koreańska armia, nie został też dopuszczony do norweskiego konkursu. Musicie przyznać, że cieżko w takich warunkach dać temu systemowi kredyt zaufania, podobny do tego, jaki ma wielokrotnie przetestowany, także w boju, Trophy.

Koniec końców, KAPS jest po prostu drogi. Jego cena ma wynosić mniej więcej tyle, ile Izrael rząda za wspomnianego tu już Trophy, 1 mln dolarów za zestaw. Czy MON planuje kupić taki zestaw dla każdego czołgu? To miliard dolarów tylko za sam ASOP. Jeśli nie, to wracamy do tematu słabego opancerzenia.

Zresztą, trzeba pamiętać, że KAPS ma być skuteczny w zwalczaniu wyłącznie pocisków kierowanych PPK, RPG i tym podobnych, ale nie amunicji kinetycznej i EFP. Nawet w pełni dopracowany KAPS nie zastąpi porządnego, klasycznego pancerza, jest jego uzupełnieniem. Tymczasem jak na warunki jakie stawia czołgom wschodni teatr działań wojennych, powtórzę, pancerz boczny tego czołgu jest za słaby.

Nie to K2PL co trzeba

Odpowiedzią na większość problemów z K2 byłaby (jeśli ktoś bardzo chce dywersyfikować czołgi) realizacja projektu K2 PL we wspomnianej już wersji z MSPO. Na to jednak wg MON nie ma czasu. Faktycznie, dodanie koła nośnego, znaczące przeróbki kadłuba i praktycznie nowa wieża oznacza w praktyce nowy czołg, nawet jeśli składany częściowo z istniejących już elementów. Czołg który trzeba opracować, przetestować i wdrożyć do produkcji, co zajęłoby z pewnością najbliższe 5 lat. Tutaj więc ocena działań MON będzie wiązać się z tym, czy ktoś wierzy w narrację o możliwym ataku Rosji już za parę lat. Ja nie wierzę.

Czy „zwykły” K2 PL ma zalety? Oczywiście, będzie to czołg lepszy zarówno od T-72, jak i PT-91, strzelający NATO-wską amunicją, z świetną armatą i SKO, nowoczesnym zawieszeniem hydropneumatycznym i zaprojektowany generalnie z wyższą „kulturą” technologiczną. Nie można powiedzieć, że będą to najbardziej efektywnie wydane pieniądze, szczególnie jeśli oceniamy go w perspektywie dłuższej, niż najbliższe 5 lat, ale tragedii być nie powinno. Ze wszystkich koreańskich zakupów, to właśnie ten budzi najmniejsze kontrowersje.

Ostatniego Koreańczyka, pseudo-myśliwiec FA-50, zostawiam na kolejny artykuł. A teraz zapraszam do, mam nadzieję kulturalnego, zgadzania się lub niezgadzania z moimi wnioskami...

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu