Militaria

MON chce zamówić 96 helikopterów szturmowych AH-64E Apache. Ciekawe za co?

Krzysztof Kurdyła
103

Człowiek chciałby skończyć artykuł o MSPO, w którym nawet i MON by pochwalił, ale się nie da. Min. Błaszczak, po obejrzeniu w Kielcach który z helikopterów szturmowych jest bardziej fotogeniczny, ogłosił, że chce kupić 96 szt. AH-64E Apache. Ciekawe czy sprawdził metkę z ceną...

Program Kruk2

Polska armia helikopterów szturmowych potrzebuje od dawna. Żeby wymienić starzejącą się flotę poradzieckich maszyn Mil Mi24, już ponad dekadę temu stworzono program Kruk, który toczył się typowo „monowym” tempem. W ostatnim czasie wyklarowało się, że będziemy wybierać pomiędzy Boeing AH-64E Apache, a Bell AH-1Z Viper. Oba helikoptery grzecznie zjawiły się w Kielcach, ale tylko jeden wyleci zadowolony.

Wybrano, ocenianego przez specjalistów lotniczych znacznie wyżej maszynę Boeinga. Czyli co? Fantastyczna wiadomość i otwieramy szampany? No nie do końca, ponieważ realność tego chciejstwa jest mocno problematyczna. Wszystko przez skalę zamówienia, która wygląda na kompletnie oderwaną od jakichkolwiek realiów. Minister Błaszczak pochwalił się, że zapytanie będzie dotyczyć 96 sztuk śmigłowców, co jest ilością porównywalną z innym oderwanym od realiów zamówieniem, 500 Himarsów.

O jakich kosztach mówimy tym razem? Tak się składa, że całkiem niedawno na zakup tych samych maszyn zdecydowała się Australia. Za 29 nowych Apache zapłaci 3,83 mld dolarów, a za koszty dostosowania zaplecza do ich obsługi wyceniono na kolejne 350 mln dolarów. Przeliczając to na nasz zapytanie, wyjdzie 12,6 mld dolarów, tylko w cenie helikopterów. To 60 mld złotych po obecnym kursie.

Do tego trzeba dodać koszt infrastruktury, w którym mam wrażenie nie można liczyć, że wyjdzie nam taniej niż Australijczykom, szczególnie że Ci mają w wojsku nowoczesne helikoptery Tiger, do których część rzeczy zapewne będzie taka sama lub podobna. Zamówienie na Abramsy z 4,75 mld dolarów wygląda przy cenie za helikoptery, przyznajcie żałośnie.

Piloci, serwis i amunicja

Warto też dodać, że w przypadku realizacji tego pomysłu, polska armia na gwałt musi szkolić pilotów dla takiej kategorii, bardzo specyficznych maszyn. Dziś dysponujemy około 30 szt. Mi-24, wcześniej mowa była o zakupie nowych maszyn praktycznie 1:1 (długi czas mówiono o 32 szt.). Koszt i czas wyszkolenia pilota takiego helikoptera jest ogromy.

Trzeba też pamiętać, że Polska oprócz samych maszyn i pilotów trzeba zabezpieczyć do nich amunicję. To ten sam problem, który podnoszono przy 500 Himarsach, przyjęcie sensownych liczb jednostek ognia dla tylu maszyn oznacza kolejne potężne wydatki. Do tego dochodzą inne, równie wysokie koszty użytkowania i serwisowania tych maszyn. A kiedyś nadejdzie też czas., gdy niezbędna stanie się ich modyfikacja.

Fundusz wytrzyma...

Jeśli zliczyć wszystkie zapytania i zamówienia z ostatnich miesięcy wychodzą takie kwoty, że realność tych założeń musieli wyliczać panowie Sasin z Glapińskim. Rząd stworzył co prawda Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych, w którym na przyszły rok ma się według szumnych założeń znaleźć 142 mld złotych, ale jest z nim kilka problemów.

Po pierwsze, są to głównie pieniądze ze sprzedaży papierów dłużnych, czy te się sprzedadzą na takich warunkach i w takiej ilości jak założono? Po drugie, nie wiadomo jaką, szczególnie w przypadku rozłożonych na lata płatności w dolarach, będą miał wartość nabywczą złotówki w funduszu. Po trzecie, nawet w idealnych warunkach wszystkie plany MON do kupy są za duże. Jego zaletą, ale tylko dla polityków, jest to, że jest wyprowadzony poza budżet...

Na początku wydawało mi się, że min. Błaszczak robi partii drogą i spektakularną kampanię wyborczą, może walczy o pozycję następcy Jarosława Kaczyńskiego w partii. Jednak kolejne i kolejne gigantyczne plany zakupowe powodują, że nie mam już żadnego pomysłu na to, co stoi za tymi decyzjami. Natomiast jestem przekonany, że i wojsko i my wszyscy drogo za to zapłacimy. Oby tylko finansowo.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu