Felietony

MOBA – gatunek dwóch gier. Czy ktoś jest w stanie zagrozić dominacji League of Legends i DotA?

PK
Patryk Koncewicz
6

Jeden z najpopularniejszych gatunków gier na świecie, spisany historią tytułów należących do Riot Games i Valve. Ich pozycji próbowali zagrozić liczni konkurenci. Jak dotąd bezskutecznie.

Gatunek MOBA to League of Legends, Dota 2 a później… długo, długo nic. Rzadko się zdarza, aby gatunek był zdominowany tylko przez dwie pozycje. Od dobrej dekady każda próba detronizowania tych gier lub eksperymentowania z innymi formami rozgrywki opartymi o ten gatunek kończy się fiaskiem. Jak to się stało, ze produkcje Valve i Riot Games zdefiniowały MOBA i od lat stanowią jego trzon? Na to spróbuje odpowiedzieć w tym artykule.

Strategia na sterydach

Zacznijmy najpierw od definicji i historii. MOBA, czyli Multiplayer Online Battle Arena to gatunek gry komputerowej, będący ewolucją strategii czasu rzeczywistego. Rozgrywka opiera się na starciach dwóch drużyn graczy, wspieranych przez sterowane przez komputer stwory. Zawodnicy dążą do zniszczenia strategicznych celów przeciwnika, wykorzystując indywidualne umiejętności bohaterów, a wszystko to obserwowane jest przez gracza z widoku izometrycznego.

Źródło: Valve/Steam

Historia gatunku jest dość zawiła i wielowątkowa. Czerpie on wzorce z klasycznych RTS-ów – stąd charakterystyczna praca kamery – jednak zamiast przejmować kontrolę nad całą armią, sterujemy pojedynczym herosem. Początków gatunku należy szukać w fanowskiej modyfikacji mapy do pierwszego Starcrafta o nazwie Aeon of Strife, z uwagi na pewne elementy, które pojawiły się później w grach uznawanych już pełnoprawnie jako Multiplayer Online Battle Arena. Za faktycznego prekursora przyjmuje się zaś – ponownie fanowski – projekt Defense of the Ancients, będący modyfikacją Warcraft III: Reign of Chaos. Dzięki zawartemu edytorowi map gracze mogli dać upust wodzom fantazji, tworząc indywidualne wersje rozgrywki.

Mod Defense of the Ancients (w skrócie DotA) był dość prosty i niedopracowany, ale wystarczyło to do osiągnięcia sporej popularności. Kolejni gracze dodawali swoje cegiełki aż do momentu, gdy amerykański projektant Steve Feak zebrał wszystkie pomysł w jeden twór zwany DotA Allstars. Od tego momentu gra przechodziła kilka wzlotów i upadów aż do momentu, gdy wpadła w ręce Valve, które uczyniło z niej międzynarodowy hit.

Steve Feak dołączył do zespołu Riot Games i razem z innymi byłymi graczami Doty stworzył w 2009 roku nową produkcję zwaną League of Legends. Gra została wypuszczona w modelu free to play i charakteryzowała się nieco bardziej przystępnym poziomem trudności. Cztery lata póżniej światło dzienne ujrzała DotA 2. Pomimo faktu, iż na Valve spłynęła fala krytki – gracze uważali, że DotA jest dziełem społeczności i nie może zostać zawłaszczona przez firmę – produkcja błyskawicznie rozlała się po świecie, bijąc rekordy popularności. No ale właśnie, skąd ta popularność i oddanie fanów? Cóż, wpływa na to kilka czynników.

Po pierwsze mechanika i rywalizacja

Zarówno League of Legends jak i DotA posiadają stosunkowo wysoki próg wejścia. Początkowo ogromna ilość bohaterów, przedmiotów, obiektów i umiejętności może przytłoczyć a wręcz zniechęcić. Mogę powiedzieć z doświadczenia, że sam od MOBA odbijałem się trzy razy. W grze faktycznie czuć hermetycznego ducha zajawkowiczków. Dziś obie korporacje starają się, aby ich tytuły przyciągały jak największe ilości graczy, ułatwiając im start poradnikami i samouczkami. Dawnej jednak zasad trzeba było uczyć się na błędach lub od doświadczonych kolegów. I tu właśnie drzemie pierwszy przykład siły gatunku.

Źródło: Depositphotos

Interakcja między graczami jest w MOBA niezbędna. To jeden z nielicznych gatunków gier, gdzie indywidualne umiejętności muszą iść w parze z dobrym zgraniem zespołu. Możesz być świetnie wyszkolonym zawodnikiem z bazą wiedzy o mechanice w głowie, jednak bez odpowiedniej kooperacji i wsparcia nie będziesz w stanie odnieść sukcesu. To z jednej strony motywuje do podnoszenia indywidualnego poziomu, z drugiej zaś zacieśnia więzy między graczami.

Satysfakcja z dobrze wykonanej akcji drużynowej jest fantastyczna. Jeśli dodatkowo udało się wygrać spotkanie w gronie bliskich znajomych, to potrzeba rozegrania kolejnego meczu jest nie do powstrzymania. Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że każdy z graczy steruje bohaterem o jasno sprecyzowanej roli i specyficznych umiejętnościach, które mają wpływ na pozostałych uczestników zabawy. No właśnie, bohaterowie. To właśnie oni stanowią kolejny klucz do sukcesu.

Po drugie postacie i lore

W grach MOBA każda postać posiada swoją indywidualną historię, motywy, skórki i umiejętności. Są bohaterowie wspierający, zabójcy, magowie, strzelcy czy typowi wojownicy. Zarówno w League of Legends jak i DotA, istnieją dziesiątki zróżnicowanych bohaterów, z którymi gracze mogą się identyfikować. To trochę tak, jak z fenomenem bohaterów Marvela i DC. W tej kwestii zwłaszcza Riot Games odwalił kawał dobrej roboty. Developerzy szybko zorientowali się, że gracze potrafią być naprawdę ortodoksyjnymi sympatykami danego bohatera i na przestrzeni lat poszerzali jego historię o kolejne wątki, dodając płatne zmiany wyglądu postaci, które generują wielomilionowe dochody.

Źródło: Riot Games

Dodatkowo postacie wchodzą ze sobą w interakcję. Gdy spotykają się na mapie, żartują z siebie lub wygrażają, nawiązując do indywidualnych historii, które można przeczytać z poziomu launchera gry. To powoduje, że grając, czujesz się trochę tak, jakbyś uczestniczył poniekąd w fabule ulubionego serialu.

No dobrze, ale przecież chyba to samo można powiedzieć o każdej grze gatunku MOBA tak? Otóż nie do końca.

Konkurencja szybciej znika niż się pojawia

Nie myślcie, że żaden inny developer nie wpadł na stworzenie swojej wersji MOBA. Wręcz przeciwnie, tych było na pęczki. Sęk jednak w tym, że to właśnie DotA i LoL są uznawane za prekursorów gatunku. Jak już wspomniałem, wywodzi się on z wąskiego grona fanów Warcrafta, którzy źle znieśli komercjalizację idei. Tym bardziej chłodno przyjmowane były wszelkie próby powielania schematów uznawane przez graczy jako marne klony. Na przestrzeni lat po wybiciu się League of Legends powstały takie tytuły jak Avalon Heroes, Relams of Titans czy Battle of Kingdoms, jednak wszystkie te tytuły trafiały do wąskiego grona odbiorców i po krótkim czasie padały jak muchy.

W przypadku gier MOBA problem polega na tym, że ciężko jest wymyślić koło na nowo. Zarówno DotA jak i League of Legends wprowadziły wiele oryginalnych mechanik i umiejętności (tu warto zaznaczyć, że Riot Games także wiele podkradł od oryginału), które siłą rzeczy pojawiały się w konkurencyjnych produkcjach, przez co sprawiały wrażenie perfidnie ściągniętych. Jedynym faktycznym konkurentem, mogącym jak równy z równym konkurować z League of Legends i DotA, był Blizzard.

Blizzard miał wszystko, co konieczne do stworzenia pełnoprawnej MOBY. Oryginalne i lubiane postacie z własnym zestawem umiejętności. Mapy nawiązujące do kultowych gier rozpoznawalne przez graczy i potężne nakłady finansowe na marketing. I tak oto powstało Heroes of the Storm.

Źródło: Blizzard

HotS zaliczył naprawdę udany start. Pamiętam, jak na jednym z pokazów po raz pierwszy miałem okazję spędzić parę chwil z nowym tytułem Blizzarda. Byłem już wtedy zaprawionym w boju (i lekko znudzonym) graczem League of Legends, poszukującym nowej rozrywki. Przyznam szczerze, że już wtedy wiedziałem skąd ten nagły sukces. Gra wprowadzała kilka ciekawych mechanik i postaci, z którym każdy fan gier komputerowych miał styczność chociaż raz. HotS nie był kolejnym klonem, a długo wyczekiwanym powietrzem świeżości. Spędziłem w nim dobrych kilkadziesiąt godzin i raz nawet udało mi się uczestniczyć w amatorskim turnieju.

Na początku lipca Blizzard ogłosił, że kończy ze wsparciem Heroes of the Storm, a gra nie otrzyma już nowych zawartości. Co więc poszło nie tak, że nawet potężny gigant jak Blizzard nie jest w stanie konkurować z Valve czy Riot Games? HotS okazał się zbyt casualowy. Wysoki stopień konkurencyjności i idąca z nim potrzeba stałej komunikacji i współpracy z drużyną nie były w nim tak silne jak w League of Legends czy DotA. Gra po prostu nie dostarczała tylu emocji – tych pozywanych jak i negatywnych – co inne produkcje. Dodatkowo dla osoby, która spędziła setki godzin na czytaniu poradników i uczeniu się postaci w dwóch wiodących tytułach jest to po prostu strata czasu. Jeśli bowiem chcesz faktycznie trzymać poziom w danej produkcji, musisz skupić na niej pełną uwagę. HotS nie był tego wart.

Czy tworzenie kolejnych MOBA ma sens?

Riot Games i Valve trafiły w dziesiątkę. Producenci mieli szeście, wypuszczając swoje gry w momencie, gdy gatunek MOBA nie był jeszcze do końca sprecyzowany i mogli dzięki temu bez przeszkód wprowadzać i rezerwować własne pomysły i zasady. To fenomenalne, że cokolwiek by nie powstało i tak w opinii graczy League of Legends i DotA zawsze będą tymi pierwszymi, co skutecznie utrudnia innym studiom tworzenie gier w tym gatunku. Nie oznacza to jednak, że nie próbują.

W lipcu ubiegłego rok swoich sił spróbowali twórcy jednej z najpotężniejszych marek popkultury – Pokemonów. Stworzyli oni grę MOBA opartą o popularne stworki, wykorzystując pełen zakres gatunkowych mechanizmów i trzeba przyznać, że wyszło im to całkiem nieźle. Postacie w Pokemon Unite wydają się idealnie pasować do schematu. Mają swój indywidualny charakter i zestaw umiejętności, a dzięki pokemonowym ewolucjom nadają rozgrywce nieco świeżości. Gra szturmem przebiła próg 9 milionów graczy, jednak jest pewien haczyk. Pokemon Unite dostępne są tylko na urządzenia mobilne i Nintendo Switch. Twórcy nie mają zamiaru wydać jej na PC, co niejako wyklucza tytuł z konkurencji DotA, ale może zagrozić mobilnej odsłonie League of Legends, czyli Wild Rift.

Źródło: Nintendo

Rzeczywistość jest zatem taka, że w przypadku domyślnej platformy, jaką jest PC, Riot Games i Valve nie mają sobie równych. Udało im się stworzyć potężne marki, pełne kultowych elementów nakręcających popularność wśród nowych graczy i uzależniających starych wyjadaczy. Co roku profesjonalne rozgrywki League of Legends i DotA oglądane są przez miliony widzów na całym świecie, zarówno na żywo jak i online. To już nie są przypadkowe zbieraniny niedzielnych graczy, a oddana społeczność, towarzysząca produkcjom nierzadko od kilkunastu lat.

Najciekawsze jest jednak to, że pomimo przeszło dekady nic nie wskazuje na to, aby te tytuły miały się w najbliższej przyszłości wypalić. Wręcz przeciwnie. Valve może pochwalić się niespełna 4 milionami aktywnych graczy miesięcznie. W przypadku League of Legends liczby są jeszcze bardziej imponujące. Według serwisu Active Player w LoL-a aktywnie gra niemal 125 milionów graczy. Takich wyników zazdrości nie jeden renomowany developer, a dorównanie im z perspektywy nowej marki będzie niezwykle trudne.

Stock image form Depositphotos

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu