Militaria

Amerykanie wybrali sobie lekki czołg. Będzie nim młodszy „brat” Abramsa

KK
Krzysztof Kurdyła
3

Amerykańskie perypetie z lekkim czołgiem to materiał na film w stylu kolejnych „Pentagon Wars”. Od czasu nieudanego M551 Sheridan US Army prowadziła, zawieszała i kasowała kilka programów mających wyłonić jego następcę. Jest szansa, że w najbliższym czasie ta saga się zakończy.

Mobile Protected Firepower

Aktualnie obowiązującą inicjatywą budowy lekkiego czołgu jest odpalony w 2017 r. program Mobile Protected Firepower. W jego ramach o lukratywny kontrakt walczyły dwa koncerny zbrojeniowe. Pierwszym był producent czołgu M1 Abrams, firma General Dynamics Land Systems, drugim, nie mniej znany brytyjski BAE Systems. Stawką w grze była umowa opiewająca na budowę minimum 504 wozów tego typu.

Pod koniec poprzedniej dekady armia rozdzieliła pomiędzy firmy kwotę 750 mln dolarów, przeznaczoną na opracowanie i dostarczenie do testów po 12 szt. prototypów. Program z założenia miał być zrealizowany bardzo szybko, co podkreślono nawet w nazwie kontraktu, która zawierała zwrot Rapid Prototyping.

Młodszy brat Abramsa

O ile General Dynamics z tymi wymaganiami poradził sobie całkiem nieźle, to już BAE trapiły problemy techniczne i wynikające z nich opóźnienia. Wespół z poślizgami covidowymi doprowadzić to miało do dyskwalifikacji brytyjskiej oferty. Amerykański potentat miał więc ułatwione zadanie, choć w obliczu perypetii z odwołaniami poprzednich konkursów zapewne nikt w GDLS nie czuł się bezpiecznie.

Nie mniej wydaje się, że i bez dyskwalifikacji BAE, ich produkt był bardziej naturalnym kandydatem na zwycięzcę. General Dynamics przygotował swój pojazd tak, aby maksymalnie dużo elementów, jak choćby cały system kierowania ogniem, działał tak jak w Abramsie. To drastycznie skróci wszelkie procesy szkoleniowe, ułatwi też przygotowanie załóg uniwersalnych, mogących szybko przesiąść się na drugą konstrukcję.

Czołg wyposażono w silnik Diesla firmy Cummins o mocy 1000 KM, który współpracuje z automatyczną skrzynią biegów firmy Allison. Zastosowane w nim nowoczesne hydropneumatyczne zawieszenie, pozwala go rozpędzać do prędkości do 80 km/h. Wieża MPF jest pochodną tej z Abramsów (zachowano cały układ) i została wyposażona w gwintowaną armatę M35 w kalibrze 105 mm NATO. Ładowanie odbywa się ręcznie.

Pojazd w wersji podstawowej ma ważyć 38 ton (nie znalazłem informacji czy metrycznych, czy „short”), w pancerzu zastosowano na dużą skalę stopy aluminium. MPF zapewnia ochronę STANAG 4569 an poziomie VI. W sumie, przy takiej wadze, bardziej właściwe byłoby nazywać tę konstrukcję czołgiem średnim.

Jeśli coś może niepokoić, to fakt, że amerykańska propozycja oparta jest na prototypach pojazdów rodziny Griffin, które z kolei powstały na bazie trapionego wieloma problemami brytyjskiego Ajaxa. Być może jednak amerykańska „wariacja” jest pod tym względem znacznie dojrzalsza, nic nie wiadomo, żeby w testach pojawiły się jakieś poważne problemy.

Lekkość bytu

Wozy tego typu mają trafić na wyposażenie IBCT oraz prawdopodobnie jednostek powietrznodesantowych. Jednak trzeba zaznaczyć, że w przeciwieństwie do M551 Sheridana nie będzie możliwości zrzucania ich na spadochronach. Wymogiem programowym była zwykła możliwość transportu lotniczego. C-17A Globemaster III ma zabierać po dwa takie pojazdy,

M551 Sheridan

Wróćmy jednak do pewnego adresata tych czołgów, czyli jednostek IBCT. Brygadowe zespoły bojowe piechoty to lekki komponent sił lądowych mający w US Army funkcjonować, jako szybkie i wysoce manewrowe jednostki zmechanizowane. Przeciążanie ich logistyką niezbędną dla MBT nie jest więc wskazane. Jednocześnie jednostki te są powszechnie krytykowane jako zbyt słabo uzbrojone. Rolę wsparcia ogniem bezpośrednim wypełnia od lat, ale ciągle tymczasowo, bardzo problematyczny Stryker z armatą 105 mm.

Lekkie czołgi MPF mają więc zwiększyć siłę rażenia takich jednostek, nie ograniczając jednocześnie ich mobilności. Pojazdy będą zgrupowane w batalionach po 42 pojazdy. Armia przewiduje, że pierwsze jednostki zostaną skompletowane w 2025 r. Pierwsze czołgi seryjne mają trafić do jednostek jeszcze w 2023 r., zaś w 2025 r. produkcja ma osiągnąć swoje docelowe rozmiary. Ostatnie zamówienia powinno spłynąć do armii w okolicy 2035 r. Całkowity koszt programu ma się zamknąć w kwocie 17 mld dolarów.

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu