114

Microsoft postawił na alternatywne procesory i niestety znowu przegrał

Microsoft na początku października zaprezentował całą gamę nowych urządzeń z rodziny Surface. Jednocześnie sporo uwagi poświęcił temu, że poza procesorami Intela, zdecydował się również na zastosowanie układów AMD oraz ARM. Niestety z pierwszych recenzji wynika, że nie była to wcale najlepsza decyzja.

Microsoft nie ma szczęścia

Patrząc na historię Microsoftu nie można odmówić tej firmie innowacyjności. Niestety wprowadzanie nowych rozwiązań ma to do siebie, że czasami kończy się mniejszymi lub większymi porażkami. Tak było niestety z Windows Mobile, który nie wytrzymał konkurencji z Androidem i iOS, a gwoździem do jego trumny była słaba oferta aplikacji. Tak było też z Windows RT (ktoś go jeszcze pamięta?), który debiutował razem z Windows 8 i miał podbić rynek tabletów. Niestety ponownie został pokonany przez brak aplikacji i marną wydajność.

Teraz w ofercie Microsoftu pojawił się Surface Pro X (w którym Pro to jest chyba tylko obudowa i ekran) wyposażony w dedykowany procesor SQ1. Jest to podobno układ skonstruowany przez Qualcomma specjalnie dla Microsoftu. W praktyce to tylko nieco poprawiony Snapdragon 8cx, zaprezentowany niemal rok temu. Przez ten rok żaden inny producent notebooków nie wprowadził do sprzedaży swojego urządzenia z tym układem i to niestety chyba o czymś świadczy. Okazuje się, że z hucznych zapowiedzi pozostał tylko świetny wyświetlacz i wysokiej jakości obudowa z rysikiem, problem tylko w tym, że to trochę za mało aby wygodnie pracować na tym sprzęcie.

Z pierwszych recenzji Surface Pro X wynika, że o ile jeszcze sam Windows 10 działa całkiem znośnie, podobnie jak aplikacje napisane specjalnie pod procesor ARM, o tyle z tymi emulowanymi jest już bardzo kiepsko. Wszystko się ślimaczy, a zwykła obróbka zdjęć w jednej z aplikacji Adobe to mordęga. Szkoda, bo świetny wyświetlacz i rysik wydają się idealnym zestawem do edycji zdjęć. Najgorsze jest jednak to, że aplikacji 64 bitowych nie uruchomimy wcale. Jakaś gra? Zapomnijcie.

Oferta natywnych aplikacji też jest bardzo skromna, a sklep Microsoftu nie jest przygotowany pod kątem wyszukiwania tych zgodnych z Surface Pro X, choć to ma się akurat poprawić w przyszłości. A jakby tego było mało, z obiecywanych w czasie premiery 13 godzin pracy w praktyce udaje się osiągnąć 7-8. Plus jest taki, że baterię można stosunkowo szybko podładować, ale po procesorze ARM spodziewałem się znacznie więcej. Sytuacji nie ratuje nawet wbudowany modem LTE. Cena również nie zachęca. Szkoda, bo sam wiele sobie obiecywałem po Qualcommie 8cx, a wyszło jak zwykle i historia ponownie się powtarza…

Surface Laptop 15 wcale nie jest lepszy

Niestety Surface Pro X to nie jedyne nowe urządzenie Microsoftu, które ma swoje problemy. Podobnie jest z Surface Laptop 15. Gigant z Redmond postawił w tym przypadku na AMD, które przygotowało mu z tej okazji dedykowany procesor z rodziny Ryzen. Ryzen 5 3580 jest niestety procesorem 3. generacji tylko z nazwy. To nadal układ korzystających z rdzeni Zen+ produkowanych w litografii 12 nm i nie ma wiele wspólnego z układami, które miały premierę w lipcu. I niestety wyraźnie widać to w testach wydajności, gdzie we znaki daje się też stosunkowo mocny układ graficzny – Vega 9.

Zapytacie się w jaki sposób przeszkadza układ graficzny? Ano taki, że Surface Laptop 15 może i posiada ekran o przekątnej aż 15 cali, ale przy tym jest bardzo cienki i musi operować w bardzo ograniczonym zakresie mocy. Procesor i układ graficzny trzeba jakoś schłodzić, a w takiej obudowie nie jest to łatwe i odbija się w znacznym stopniu na wydajności.  Gdyby to był procesor produkowany w 7 nm byłoby pewnie znacznie lepiej, ale z pewnych względów AMD swoje układy APU opóźnia o generację względem flagowych CPU. Niestety odbija się to klientach, bo okazuje się, że mniejszy Surface Laptop 13,5 oferuje porównywaną wydajność, w dodatku w niższej cenie i jeszcze dłużej podziała na baterii. Dlaczego? Bo ten model wyposażony jest w procesor Intela produkowany w litografii 10 nm.

Tak po ludzku zwyczajnie szkoda mi Microsoftu. Pocieszające jest to, że w tej firmie nie boją się podejmować ryzyka i forsować swoich rozwiązań, ale niestety nie mają szczęścia. Być może kiedyś karta się odwróci, czego im serdecznie życzę.