200

Microsoft budzi się ze snu i… idzie na wojnę z mową nienawiści

Z jednej strony - bardzo fajnie. Internet wcale nie jest przyjaznym miejscem i odkąd stał się kompletną "masówką", nienawiść potrafi lać się z ekranu hektolitrami. Nie pomaga czasem nawet omijanie miejsc, gdzie "wiadomo", że można zebrać kubłem pomyj od człowieka, któremu albo się nudzi, albo pies mu narobił do kapci, a reszta społeczności musi z tej okazji oberwać. Z drugiej jednak strony, Microsoft chyba nie wie na co się porywa. A ja mam ogromne wątpliwości co do takiej formy walki.

Przez kilka lat pracy w mediach, gdzie pod tekstami podpisuję się imieniem i nazwiskiem otrzymałem tyle niekoniecznie miłych wiadomości, że dzisiaj już mało się tym przejmuję. Klucz w tym, by nie dać się sprowokować i skorzystać z subtelnych narzędzi „naprawiania” tego typu rzeczy. O ile na Antywebie daję radę to robić, bo wbrew pozorom – setki komentarzy czyta się całkiem sprawnie, mogę reagować na naprawdę przegięte wpisy. Krytyka – oczywiście, dzięki niej wiele się uczę. Komentarze, które zestawiają moje nazwisko z wyrazem pochodzącym od staropolskiego określenia na samca świni lecą od razu, a autorzy nagradzani są darmowym odpoczynkiem od komentowania na AW. Czasami pozwolę sobie na „odpysknięcie”, ale wszystko to odbywa się całkiem spokojnie.

Microsoft

Microsoft nie zarządza „tylko” Antywebem, lecz własną, ogromną infrastrukturą. Do ogarnięcia tego nie wystarczy nawet setka ludzi. 10 razy więcej sił przerobowych, żeby móc żywo reagować na takie przypadki, musiałoby robić tylko to i nic więcej. Hejterskich wpisów w Internecie pojawia się tyle, że trudno wyobrazić sobie walkę z tym – po prostu się nie da tak, aby nie wylać dziecka z kąpielą. Masowość Internetu, specjalne warunki, w których przychodzi nam funkcjonować jako społeczność niejako wymusza od nas to, że musimy się nauczyć żyć również i z tymi, którzy mają gdzieś zasady.

Microsoft udostępnił formularz, w którym można zgłosić wszelkie naruszenia dotyczące mowy nienawiści w Internecie. Zamysłem giganta jest zapewne to, że gdy otrzyma uzasadniony raport na ten temat, będzie mógł odpowiednio zareagować, chociażby usunięciem nienawistnej treści. Pomysł wydaje się dobry, super, że Microsoft coś w tym temacie robi. Ale po pierwsze – dlaczego tak późno i po drugie – gdzie był Microsoft, gdy o mowie nienawiści w Internecie mówiło się głośniej, niż teraz? Obecnie, ten temat nikogo już nie mierzi, nauczyliśmy się z tym żyć, bo żadne metody walki nie okazały się być skuteczne. No, oprócz ignorowania delikwentów i uporczywego banowania. Do dzisiaj żałuję, że Disqus nie oferuje tzw. „shadowbana”, za pomocą którego można „uciszyć” niektórych komentatorów tak, by o tym nie wiedzieli. Ignorowani, bez pewności nałożenia na nich kary po pewnym czasie daliby sobie spokój.

To smutne, co powiem teraz – z hejtem musimy żyć. Wiele zachowań przenieśliśmy z życia realnego do Internetu, a ogólnoświatowa sieć przestała być już elitarna. Jeszcze 10, 15 lat temu wiele osób nie mogło sobie pozwolić na to medium i wyglądało ono zupełnie inaczej. Nie perfekcyjnie, ale jednak funkcjonowała netykieta, walczono o poprawną pisownię (pamiętacie akcję Bykom Stop?), na IRC-u, czy Usenetowych grupach dyskusje były naprawdę porywające i co ważne – podstawowym orężem był argument, a nie jeden (lub więcej) wyrazów zahaczających o „polską łacinę”. Nie jesteśmy w stanie obecnie wyegzekwować tego, by ludzie postępowali według jednego, słusznego wzorca. Walkę o hejty „lepsza część” Internetu już przegrała, bo ta walka była nie do wygrania. Tak po prostu.

Grafika: 1, 2