Felietony

Wchodzi cała na zielono i skrada całe show. Recenzja Mecenas She-Hulk na Disney+

Konrad Kozłowski
6

Marvel sięga po coraz ciekawsze postacie w swoich serialach, a najnowszą produkcją Disney+ jest "Mecenas She-Hulk" pozwalająca nam poznać kuzynkę Hulka. Jak wypada w tej roli Tatiana Maslany?

Fani Marvela mogą chyba czuć się, jakby przez cały rok obchodzili Święta Bożego Narodzenia. Studio często i regularnie dostarcza im nowości, a za sprawą Disney+ mnogość nowych tytułów może wręcz zacząć niektórych przygniatać. Cotygodniowe premiery nowych odcinków sprawiają, że nie jest możliwe obejrzenie całości od razu jak się pojawi (ew. po kilku tygodniach), a przecież w kinach też mamy po nawet trzy duże filmy. Czy to nie wpływa na jakość i poziom pojedynczych produkcji? Machina jest tak ogromna, że takie zarzuty mogłyby być chybione, tym bardziej że tytuły te są ze sobą połączone, więc się wzajemnie wspierają.

Stary Hulk i nowa She-Hulk - na to czekaliście?

"Mecenas She-Hulk", na przykład, wykorzystuje postać Bruce'a Bannera, w której wciela się oczywiście Mark Ruffalo. Dość szybko schodzi na dalszy plan, ale jego obecność na pewno sprawia, że całość jest bardziej atrakcyjna. Nie tyle dla fanów, co dla zwykłych widzów, którzy mogliby obejść szerokim łukiem serial, który traktuje o nieznanej szerzej postaci i niedostępny jest dla nich jakikolwiek most łączący powszechną wiedzę z nowymi produkcjami.

Początek serialu jest niezwykle dynamiczny i nastawiony na czystą rozrywkę. To swoiste wprowadzenie do całej serii, na co potrzebny jest cały pierwszy odcinek. W telegraficznym skrócie poznajemy zalążki historii She-Hulk, co miejscami doceniamy, bo nie chcielibyśmy spędzać więcej czasu na rozgrzebywaniu niektórych wątków, ale z drugiej strony proces poznania samej siebie, swoich możliwości i kontrolowania mocy przebiega nad wyraz gładko i bezproblemowo. Jest to w pewien sposób umotywowane, ale ten kontrast pomiędzy 15-letnią tułaczką Bannera a przyspieszonym szkoleniem dla Jennifer Walters na temat prowadzenia podwójnego życia jest zbyt duży. Fajnym smaczkiem jest natomiast to, jak dużo dowiadujemy się o codziennym życiu Hulka, co zazwyczaj pomijano.

Mecenas She-Hulk - sporo akcji jak na serial prawniczy

Sama formuła i konstrukcja serialu nastawiona jest na zabawianie widza. Dużo humoru, zabawnych scen oraz burzenie czwartej ściany, dzięki czemu główna bohaterka może komentować wydarzenia z jej życia bezpośrednio do widzów podnosi poziom atrakcyjności i rzeczywiście jest pewnym powiewem świeżości. Po pewnym czasie atmosfera gęstnieje, co też jest odczuwalne, ale humorystyczne elementy pozostają. Kreacja Tatiany Maslany może się podobać - doskonale dobrano aktorkę do tego typu roli, zaś Mark Ruffalo czy Tim Roth prezentują się na znanym nam, wysokim poziomie. Szczególnie cieszy mnie angaż tego drugiego, bo Roth jest znakomitym aktorem i obecność w MCU może spowodować, że trafi mu się jeszcze kilka wartych uwagi projektów. W końcu nic tak nie zapewnia rozgłosu jak duża franczyza.

Szczególnie dużo mówiło się o "Mecenas She-Hulk" w kontekście wizualnym i poziomu efektów komputerowych, które w zwiastunach nie zachwycały. Nie dopatrzyłem się gigantycznych różnic pomiędzy tym, co było w klipach promocyjnych, a tym co oglądamy w serialu, więc jeśli dokonano poprawek to iście kosmetycznych. Ale czy wpływa to na odbiór serialu? Muszę przyznać, że po pewnym czasie... po prostu przywykłem do tego, jak wygląda She-Hulk i na jakim poziomie przygotowano animacje. Miejscami rażą trochę one po oczach, w innych momentach wypadają korzystniej, ale koniec końców można odnieść wrażenie, że nie mamy do czynienia z wysokobudżetowym blockbusterem rodem z kina. Do tej kategorii zaliczają się filmy Marvela, gdzie też coraz częściej mówi się o niedociągnięciach technicznych, ale "Mecenas She-Hulk" nie będzie raczej świecić przykładem, jako okaz najlepszej ani najgorszej oprawy wizualnej.

Mecenas She-Hulk może na długo zapaść widzom w pamięci

Czy po tych czterech odcinka, które zobaczyłem przedpremierowo mam ochotę na więcej? Jak najbardziej, bo serial jest na tyle samodzielną, ale jednocześnie zagnieżdżoną w MCU historią, że seans sprawia po prostu sporo frajdy. Na jak długo zapadnie w pamięć? Jennifer Walters to bardzo sympatyczna postać, a serial ma kilka innych atutów, jak występy gościnne i wyjaśnienie kilku wątków ważnych dla uniwersum. To wszystko może sprawić, że "Mecenas She-Hulk" będzie najlepiej odebrany, a widzowie będą oczekiwać kontynuacji.

Premiera serialu na Disney+ już 18 sierpnia.

 

 

Hej, jesteśmy na Google News - Obserwuj to, co ważne w techu