36

Scorsese znów nie rozumie, jak działa współczesny świat! Tym razem to jednak wina świata…

Martin Scorsese zdecydowanie nie lubi współczesnego świata oraz aktualnych trendów. Teraz nie pasuje mu oglądanie filmów na telefonie.

Może i Martin Scorsese był obrażony, że żadna wytwórnia nie chciała wypuścić Irlandczyka i musiał skończyć na umowie z Netfliksem, ale teraz chyba mu już przeszło. Ta współpraca to najlepsze, co mogło ten film spotkać. Reżyser dał sobie spokój z narzekaniem na kino superbohaterskie. Może przez to, że aktualnie nic wielkiego nie zagarnia kin. Może usłyszmy coś od Scorsese pod koniec roku, gdy prym będą wiodły Gwiezdne Wojny? Zobaczymy. Oczywiście nie oznacza to, że pogodził się z tym, jak świat wygląda. W wywiadzie przyznał Petereowi Traversowi z Rolling Stone, że ma nieprzychylne podejście do oglądania filmów na telefonach.

Dobierajmy ekrany na miarę ego reżyserów!

Wyraźnie zaznaczył, że oglądanie produkcji na małych ekranikach mija się z celem. Dopuścił do myśli spore iPady, ale z trudem. Nie oszukujmy się, potrzebuje wielkich telewizorów albo chociaż kinowych sal. Właściwie mu się nie dziwię. Sama nie jestem fanką oglądania czegokolwiek poza YouTubem na telefonie. Może przez to, że mam iPhone’a SE, którego ekranik naprawdę nie nadaje się do takich rzeczy? Może inaczej śpiewałabym, mając coś z wielkim wyświetlaczem. Chociaż szczerze wątpię. Nie wydaje mi się to zbyt wygodne. Nie dość, że trzeba się odpowiednio ułożyć albo wciąż trzymać sprzęt, to jeszcze wypada się mocno przyglądać. Mam dobry wzrok, a i tak mnie to odstręcza. Oczywiście znaleźli się i tacy, którzy postanowili z reżysera zakpić.

Podobnie sceptycznie Scorsese odniósł się do pomysłu oglądania Irlandczyka w częściach, jak miniserial. Przyznał, że nie przyszło mu to nawet do głowy. Własne dzieło widzi jako jednolitą całość, która potrzebuje jednorazowego posiedzenia ze zwróceniem uwagi na szczegóły, aby odpowiednio wybrzmieć i zaskoczyć zakończeniem. Podzielenie długiego seansu również możemy uznać za pomysł nowomody. W dobie seriali siadać do filmu trwającego ponad trzy godziny? No dajcie spokój! Niektórych to jednak przerasta. Filmowcy zdążyli nas już przyzwyczaić do krótkich seansów, więc teraz produkcje, które dochodzą do dwóch i pół godziny, są uznawane za długie. A taki Irlandczyk? Szczyt wszystkiego.

Dobra zmiana w Netflix. Tak długo na nią czekałem, a skorzystają wszyscy

O ile wcześniejsze narzekania Scorsese traktowałam z przymrużeniem oka, o tyle te jestem w stanie zrozumieć. Odnoszą się bezpośrednio do odbioru sztuki. Jego własnej sztuki. Nie dotyczą marudzenia na biznes dookoła. Oczywiście to, co mówi, to tylko sugestie. Każdy artysta może zażyczyć sobie, aby jego dzieło było odbierane w konkretny sposób, a każdy odbiorca może mieć te prośby w głębokim poważaniu. Niemniej warto zwrócić uwagę na sugestie autorów. W końcu to ich uzewnętrznienie się. Oni najlepiej wiedzą, jak tworzyła się wizja tegoż dzieła w ich głowach. Zafascynowani konkretnym pomysłem, potrafią ukochać dziecko, jakim staje się na przykład film. Nic dziwnego, że z całego serca pragną, aby widzowie podeszli do niego w sposób najbliższy ich ideałom, ponieważ taki wydaje im się najbardziej słuszny i pełny. Czasami nie mają racji.

Dajmy widzom szansę na interpretacje sztuki

Każdy odbiera sztukę na swój sposób. Rady twórcy mogą widza tylko od dzieła odstręczyć, a kiedy podejdzie do tematu na swój sposób, nagle wszystko stanie się jasne i doskonałe. Z genialnymi dziełami sprawa wygląda wyjątkowo. Uważam, że przy tego typu produkcjach każdy, kto ją obejrzy, ma za sobą własny seans. W jednym momencie, na jednej sali kinowej może film oglądać sto osób i każda z nich zobaczy coś całkowicie innego. Na tym właśnie polega magia kina i tym może poszczycić się niewiele produkcji. Dla wielu osób Irlandczyk i inne dzieła Scorsese zaliczają się do tego wąskiego grona. Może więc warto tego Martina czasem posłuchać?