5

Dobra zmiana w Netflix. Tak długo na nią czekałem, a skorzystają wszyscy

Netflix miał zabić kina, a otworzył własne. Miał przenieść najważniejsze premiery filmowe na ekran telewizora, a w ciągu jednego miesiąca wprowadza 3 filmy do polskich kin. Ile w tym strategii, ale ile kontrataku na działania największych konkurentów?

Oczywiście nikt o tym głośno nie mówił i nie sądzę, by ktokolwiek w Netflix miał taki zamiar, ale nie da się ukryć, że widzowie stali się bardziej wygodnie w erze VOD. Częściej wybierają seans w domu, zamiast wycieczki do kina, co oczywiście wiąże się z dodatkowymi kosztami. Od momentu, gdy Netflix przestał być platformą dla licencjonowanych treści i zaczął tworzyć własne, zmiana zaczęła nabierać na sile, bo filmy Netfliksa omijały kina i od razu trafiały do oferty serwisu. Ta sytuacja zaczyna się zmieniać.

Działania Netfliksa są podyktowane rosnącą konkurencją

Pojawienie się na rynku VOD nowego gracza w postaci Disney+, wymusiło na Netfliksie drobną korektę swojego kursu. Siłą Disneya są marki, które są powszechnie znane i lubiane, ale także to, że duża część z nich debiutuje na dużych ekranach. Za najlepszy przykład posłuży teraz chociażby „Kraina lodu 2”, która gromadzi w salach kinowych całe rodziny. Czy premiera odbiłaby się takich echem, gdyby film trafił od razu na Disney+? Nie sądzę i choć nie chcę przyrównywać obydwu produkcji, to nowa wersja „Zakochanego kundla”, którą wprowadzono od razu na Disney+, wcale nie zrobiła takiego zamieszania, jak mogłaby, gdyby debiutowała w kinie. Netflix świadomie decydował się do tej pory na utratę części splendoru podczas premier, bo takie są uroki prowadzenia biznesu wokół VOD, ale to przestaje wystarczać, gdy na podwórku pojawiają się rywale, którzy grają na kompletnie innych zasadach.

Przejęte przez Netfliksa kino Paris jest usytuowane w Nowym Jorku. Do niedawna pozostawało zamknięte, po tym jak zakończyło działalność w sierpniu tego roku, ale Netflix przywraca temu miejscu blask swoimi premierami. Na ekranie w Paris wyświetlany jest między innymi film „Historia małżeńska” ze Scarlett Johansson i Adamem Driverem, który… trafi także do polskich kin już w ten piątek. Netflix planuje wykorzystać kino do organizacji premier swoich innych oryginalnych filmów, pokazów prasowych, a także innych wydarzeń branżowych, w tym powrotów filmów na ekrany od twórców, z którymi współpracuje.

Netflix naprawdę potrzebuje własnych kin

Takie działania Netfliksa umotywowane są nie tylko próbą zorganizowania specjalnych pokazów swoich filmów, by zwrócić na nie uwagę widzów i mediów, bo idzie to także w parze ze zmianą strategii przy realizacji tych produkcji. Mające w tym roku premierę „Król”, „Nazywam się Dolemite„, „Irlandczyk„, „Historia małżeńska”, „Dwóch papieży” czy „6 Underground” to produkcje, które całkowicie odstają od wielu innych tytułów, którymi raczy nas Netflix od pewnego czasu. Mówiąc bardziej dosadnie, to zupełnie inna półka, a Netflix jest także świadom, że jego nowe produkcje będą ambitnie walczyć o Oscary i inne nagrody filmowe. Niektórzy z twórców na pewno życzą sobie premier kinowych, a Netflix (przy okazji „Irlandczyka”) nie był w stanie dojść do porozumienia z największymi multipleksami w USA (AMC i Regal), którzy życzyli sobie 12-tygodniowego okienka, zanim film trafiłby do Internetu. Netflix zrobił to po swojemu i różnica wynosi zaledwie kilka dni, także w Polsce, bo film Martina Scorsese był grany od 22 listopada, a na Netflix trafił 27 listopada.

Polecamy: Zawsze wybiorę kino zamiast VOD

Zmieniający się Netflix to dwie bardzo ważne i bardzo dobre informacje dla widzów. Po pierwsze, serwis (zgodnie z zapowiedziami) ogranicza liczbę premier, w większym stopniu stawiając na jakość nowych seriali i filmów. Widać to chociażby po końcówce tego roku (wymieniane wcześniej tytuły). Co więcej, Netflix coraz chętniej wprowadza swoje filmy do kin, co nie tylko sprawia, że tacy maniacy jak ja, czyli sympatycy kina, mogą zobaczyć świetnie zapowiadające się filmy na dużym ekranie, ale przede wszystkim Netflix zwiększa grupę swoich odbiorców. Na pokazach, w których brałem udział, bywały osoby nieposiadające subskrypcji, ale logo Netfliksa na plakatach, ulotkach i poprzedzająca projekcję animacja